<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902</id><updated>2012-02-28T04:35:32.032Z</updated><category term='shenzen'/><category term='yangshuo'/><category term='cusco'/><category term='nanning'/><category term='easter island'/><category term='argentyna'/><category term='hong kong'/><category term='podróż'/><category term='wietnam'/><category term='brazylia'/><category term='potosi'/><category term='chiny'/><category term='machu picchu'/><category term='nowa zelandia'/><category term='salar de uyuni'/><category term='kambodża'/><category term='australia'/><category term='wyspa wielkanocna'/><category term='chile'/><category term='colca'/><category term='przygotowania'/><category term='sucre'/><category term='boliwia'/><category term='ushuaia'/><category term='copacabana'/><category term='el calafate'/><category term='peru'/><category term='azja'/><category term='rio de janeiro'/><category term='isla de pascua'/><category term='Loty'/><category term='podroz 2010'/><category term='arequipa'/><category term='la paz'/><category term='trekking'/><category term='tahiti'/><category term='podróż 2010'/><title type='text'>Polish the world, czyli polerowanie globusa</title><subtitle type='html'>Blog o naszej podróży dookoła świata. Ameryka Łacińska, Nowa Zelandia, Australia, Chiny, Azja Południowo - Wschodnia, Azja Południowa.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>43</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-4542089154694276764</id><published>2010-08-21T07:11:00.000+01:00</published><updated>2010-08-21T07:11:15.133+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kambodża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż 2010'/><title type='text'>Pierunem przez Kambodze!</title><content type='html'>W Phnom Pehn wyladowalismy poznym popoludniem. Droga do stolicy Kambodzy wiodla szosa wsrod pol ryzowych i domow na palach. Dookola na horyzoncie widac bylo tylko plaskie tereny zalewowe Mekongu. Droga byla wzniesiona troche nad ta plaska powierzchnie i byla w dosc dobrym stanie, poza nielicznymi fragmentami bedacymi akurat w budowie.&lt;br /&gt;Przez okno minibusa wiozacego nas do stolicy Kambodzy widzielismy tez zdecydowanie wiecej buddyjskich swiatyn niz do tej pory. Byly one znacznie wystawniejsze i piekniej wykonczone niz te, ktore widzielismy dotychczas. Poza swiatyniami krajobraz przedstawial sie jednak bardzo biednie. Brudne, polnagie dzieciaki ganialy sie z plastikowymi pistoletami, wychudzone krowy spacerowaly sennie wzdluz pol ryzowych.&lt;br /&gt;W Phnom Pehn przywitaly nas tlumy ludzie chetnych nam pomoc, a to w znalezieniu taksowki, a to w oprowadzeniu nas po miescie. Gdy odmawialismy, mowili ze moze jutro zechcemy i ze nas zapamietaja. Wysiedlismy pod biurem Capitol Tour (lub Capitol Travel, nie pamietam). W tym tez miejscu rozdzielilismy sie z reszta ekipy, czyli para irlandzkich nauczycieli, para Holendrow i Australijczykiem. My bez wiekszego wahania sprawdzilismy bedacy w tym samym budynku hotel Capitol (8$ za dwojke) i w nim rzucilismy plecaki zeby zejsc na dol do restauracji cos zjesc. Oni mieli na oku cos innego i gdy my zamawialismy obiad, oni pojechali do miejsca polecanego w Looney Planet.&lt;br /&gt;Po dosc krotkiej naradzie i ponownym przejrzeniu naszego przewodnika, postanowilismy zaryzykowac i sprobowac "zaliczyc" Phnom Pehn w 1 dzien (a nawet mniej liczac godziny!). W piatek, zaraz po przyjezdzie nie robilismy juz nic tylko odpoczywaismy. Zreszta zaczal padac deszcz, wiec i tak nie bylo sensu nigdzie sie ruszac. Zarezerwowalismy tylko na nastepny dzien na 14:30 bilety do Siem Reap z Capitol Tours i udalismy sie na wypoczynek w naszym przytulnym pokoju bez okien:)&lt;br /&gt;Sobotnie przedpoludnie bylo bardzo pracowite. Rano ruszylismy na spacer w kierunku Srebrnej Pagody i Palacu Krolewskiego. Chcielismy zaliczyc ta atrakcje dosc szybko, poniewaz o 10 w muzeum Slung Tung zaczynal sie film w jezyku angielskim, na ktory chcielismy zdazyc. Przy wejsciu do pagody okazalo sie, ze mamy na nia jakies maksymalnie 45 minut, bo bylo juz kilka minut po 9... Wstep kosztowal az 6 dolarow, wiec Aga zrezygnowala i na podboj pagody ruszylem samodzielnie. Przebieglem caly kompleks w jakies 30 minut i zrobil na mnie duze wrazenie. Wszystkie budynki i obiekty znajdujace sie w nim sa bardzo urokliwe. Jest tam pagoda z posadzka wylozona kilkunastoma tonami srebra, tysiace statuetek Buddy, niesamowite malowidla na scianach. Wszystko jest bardzo dobrze zachowane i odnowione oraz utrzymane w wielkiej czystosci. Mozna tam podejrzewam spedzic 2 godziny, jesli sie chce obejrzec wszystko i jest sie wielkim fanem tego typu zabytkow.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9RDnuthGI/AAAAAAAAHak/hxqpkrCjKSk/s1600/IMG_9884.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9RDnuthGI/AAAAAAAAHak/hxqpkrCjKSk/s320/IMG_9884.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wenatrz kompleksu Srebrnej Pagody&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9RkNtwhiI/AAAAAAAAHas/9-kCdl-aMkU/s1600/IMG_9892.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9RkNtwhiI/AAAAAAAAHas/9-kCdl-aMkU/s320/IMG_9892.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jedna ze swiatyn&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9SPzIXjZI/AAAAAAAAHa0/vjKtoAQnSpQ/s1600/IMG_9896.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9SPzIXjZI/AAAAAAAAHa0/vjKtoAQnSpQ/s320/IMG_9896.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Malowidla na scianie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9TDWDqK3I/AAAAAAAAHa8/mua5BE0Sfjw/s1600/IMG_9909.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9TDWDqK3I/AAAAAAAAHa8/mua5BE0Sfjw/s320/IMG_9909.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Z kompleksu Srebrnej Pagody&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9T0jc4FwI/AAAAAAAAHbE/cgYIaRwH9dw/s1600/IMG_9922.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9T0jc4FwI/AAAAAAAAHbE/cgYIaRwH9dw/s320/IMG_9922.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pomieszczenie z akcesoriami sluzacymi do obslugi sloni domowych :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Pagody, tuk tukiem pojechalismy pod muzeum Slung Tung. Muzeum to miesci sie w dawnym wiezieniu rezimu Czerwonych Khmerow, rzadzacego w latach 1975-1979 w Kambodzy. Wczesniej w tym samym budynku byla szkola srednia. Czerwoni Khmerzy zamienili ja jednak na miejsce przesluchan wysoko postawionych wrogow ludu i rewolucji. Jesli ktos przezyl tortury w tym obiekcie, to zazwyczaj trafial pozniej do Cheung Ek, czyli na miejsce egzekucji na przedmiesciach stolicy. W czasie rzadow Pol Pota i jego kliki zginelo w Kambodzy ponad milion ludzi, glownie z niedozywienia, przepracowania lub w wiezieniach. Nie jest to mala liczba biorac pod uwage 7 milionowy kraj. Praktycznie kazdy w Kambodzy stracil wtedy kogos ze swojej rodziny. Khmerzy probowali budowac komunizm w odizolowanym kraju. Kambodza pod ich rzadami byla zamknieta na wiesci z zewnatrz. Zadne informacje o sytuacji w kraju nie wyciekaly tez poza jego granice. Gospodarka miala byc samowystarczalna, a ludzie szczesliwi w swojej oazie komunizmu. Chcieli chyba stworzyc zupelnie nowego czlowieka, z nowa mentalnoscia i nowymi wartosciami. O ile ciezko przyczepic sie do szczytnych zalozen (jak to bywa w przypadku kazdej odmiany komunizmu), to reazlizacja jak we wszystkich innych przypadkach byla fatalna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6emoXuLCI/AAAAAAAAHWk/2Nk80fKH0CM/s1600/IMG_0002.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6emoXuLCI/AAAAAAAAHWk/2Nk80fKH0CM/s320/IMG_0002.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Cele dla wiezniow w Slung Tung&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6fOj3hdII/AAAAAAAAHWs/IgdayvZrvuw/s1600/IMG_0012.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6fOj3hdII/AAAAAAAAHWs/IgdayvZrvuw/s320/IMG_0012.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6gmPUZPLI/AAAAAAAAHW0/R9ox1ZSPit8/s1600/IMG_0014.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6gmPUZPLI/AAAAAAAAHW0/R9ox1ZSPit8/s320/IMG_0014.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6hSpbBE6I/AAAAAAAAHW8/wOsyElqGUmQ/s1600/IMG_0018.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6hSpbBE6I/AAAAAAAAHW8/wOsyElqGUmQ/s320/IMG_0018.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Drut kolczasty w oknach mial uniemozliwic proby popelnienia samobojstwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Filmu ostatecznie w calosci nie obejrzelismy, bo troche nas gonil czas, ale muzeum-wiezienie i tak wywarlo na nas duze wrazenie. Czulem sie troche jakbym chodzil po obozach koncentracyjnych w Polsce.&lt;br /&gt;Z muzeum zlapalismy kolejnego tuk tuka na Pola Smierci - Cheung Ek. To wlasnie tam Khmerzy likwidowali swoich wrogow lub po prostu jednostki niewygodne. Nasz kierowca za rzadow Pol Pota stracil obydwoje rodzicow i siostre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6hsV6ZP6I/AAAAAAAAHXE/CNZjY8vHPmY/s1600/IMG_0033.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6hsV6ZP6I/AAAAAAAAHXE/CNZjY8vHPmY/s320/IMG_0033.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tuk tukiem na Pola Smierci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6iIZZAWxI/AAAAAAAAHXM/m27mSTlACjs/s1600/IMG_0045.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6iIZZAWxI/AAAAAAAAHXM/m27mSTlACjs/s320/IMG_0045.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wesoly obrazek na smutnej trasie do Cheung Ek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6isrfntDI/AAAAAAAAHXU/wixO27XxHG8/s1600/IMG_0048.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6isrfntDI/AAAAAAAAHXU/wixO27XxHG8/s320/IMG_0048.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Przerazliwie chude krowy w Kambodzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cheung Ek to w tej chwili ogrodzony plotem teren muzealny. Znajduje sie tam kilkadziesiat masowych grobow, w ktorych pogrzebanych jest kilkadziesiat tysiecy ludzi. Podobno nie wszystkie groby do tej pory zostaly odkryte. Na miejscu spotkalismy naszych znajomych z podrozy delta Mekongu, ale jakos nikt nie byl w nastroju na wesola pogawedke, wiec tylko w milczeniu przechodzilismy miedzy masowymi grobami. Przykra sprawa jest to, ze dookola plotow otaczajacych teren biegaja dzieciaki zebrzace o pieniadze. Niestety nie jestem zbyt czuly na zebranie, wiec nic im nie rzucilem. Co innego gdyby sprzedawaly jakies swoje wyroby, albo przynajmniej spiewaly piosenki lub cos w tym stylu. Wtedy moglbym dac im kase za wysilek i szczere checi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6jSPcKsDI/AAAAAAAAHXc/FN2bsKi34Fw/s1600/IMG_0051.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6jSPcKsDI/AAAAAAAAHXc/FN2bsKi34Fw/s320/IMG_0051.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Stupa ze szczatkami pomordowanych. Czaszki sa w niej na wyciagniecie reki &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6kFw6qBXI/AAAAAAAAHXk/AbOpjwxXjBY/s1600/IMG_0056.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6kFw6qBXI/AAAAAAAAHXk/AbOpjwxXjBY/s320/IMG_0056.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tabliczka pod drzewem mowi wszystko...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 13:30 bylismy z powrotem w centrum miasta pod naszym hotelem. Zjedlismy szybki obiad i po godzinie siedzielismy w autobusie do Siem Reap. Pogoda nam sprzyjala, poniewaz w momencie, w ktorym weszlismy do autobusu zaczelo padac. Padalo zreszta przez wiekszosc drogi i to nie tylko za oknami, ale tez w autobusie, w ktorym przeciekala klimatyzacja prosto na glowe Agi :)&lt;br /&gt;Droga do Siem Reap jest chyba jedna z najlepszych jakimi jechalismy od wjazdu do Wietnamu. Wiadomo, jest to trasa przemierzana przez tysiace turysto i zarazem glowna trasa w Kambodzy. Autobus jechal szybko, bardzo szybko. Z taka szybkoscia ostatnio chyba przemieszcalismy sie w Ameryce Poludniowej ;)&lt;br /&gt;W miescie, ktore jest baza wypadowa do Angkor Watu zatrzymalismy sie w hotelu Tasom (12$). Zgarnal nas do niego kierowca tuk tuka zaraz po wyjsciu z autobusu. Po wstepnych ogledzinach okazalo sie to miejsce dosc przyjemne, z wliczonym pysznym sniadaniem (lokalny lub zachodnim).&lt;br /&gt;W Kambodzy wszedzie mozna placic dwoma walutami, albo lokalnym rielem, albo dolarami. Przez te platnosci dolarami mielismy wrazenie, ze wszystkie ceny byly troche zawyzone. O ile za piwo w Wietnamie placilismy maksymalnie 1$, to w Kambodzy ten sam trunek kosztowal minimum 1,5$. Ogolnie ceny wydaja sie byc wyzsze, przynajmniej w miejscach turystycznych (Phnom Pehn, Siem Reap). Do tego trzeba dodac jeszcze, ze wiekszosci mieszkancow kraju posluguje sie calkiem sprawnie jezykiem angielskim. Fakt, ze w wiekszosci sa to zwroty wyuczone na pamiec, ale mowia bez azjatyckiego akcentu, ktorego nie moga pozbyc sie Wietnamczycy.&lt;br /&gt;Siem Reap nie jest zbyt interesujacym miejscem i gdyby nie pobliskie swiatynie, pewnie nikt by tam nie zagladal. Swiatynie jednak sa i wlasnie na ich zwiedzaniu minely nam kolejne 3 dni.&lt;br /&gt;W niedziele 8. sierpnia zafundowalismy sobie przejazdzke po glownym kompleksie z naszym kierowca tuk tuka z poprzedniego dnia (tym ktory nas zgarnal z busa) - 12$ za 2 osoby. Zaliczylismy kolejno Angkor Thom, Bayon, Baphuon, Thomannon, Ta Prohm - nasz faworyt, Banteag Kdei i jeziorko Sra Srang, a na koniec Angkor Wat oraz jeszcze kilka miejsc, ktorych nazw nie pamietam. Prawda jest taka, ze po calym dniu jazdy przez dzungle i wchodzeni do swiatyn mielismy ich serdecznie dosyc i troche zalowalismy, ze kupilismy bilety 3dniowe (40$. 1dzien - 20$).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6knRZhJcI/AAAAAAAAHXs/DCinKmnbojk/s1600/IMG_0109.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6knRZhJcI/AAAAAAAAHXs/DCinKmnbojk/s320/IMG_0109.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Brama wjazdowa do Angkor Thom&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6lGGdnfRI/AAAAAAAAHX0/nvtrnhgnc9o/s1600/IMG_0135.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6lGGdnfRI/AAAAAAAAHX0/nvtrnhgnc9o/s320/IMG_0135.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Bajonska swiatynia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6lljRGtxI/AAAAAAAAHX8/ty8YmWc3abU/s1600/IMG_0187.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6lljRGtxI/AAAAAAAAHX8/ty8YmWc3abU/s320/IMG_0187.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ksiezniczka przed palacem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6mCDRmSZI/AAAAAAAAHYE/T9-wrILnDh8/s1600/IMG_0214.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6mCDRmSZI/AAAAAAAAHYE/T9-wrILnDh8/s320/IMG_0214.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6mm8FUzlI/AAAAAAAAHYM/olNf4EM6f-s/s1600/IMG_0221.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6mm8FUzlI/AAAAAAAAHYM/olNf4EM6f-s/s320/IMG_0221.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6nUVq1VnI/AAAAAAAAHYU/4Ni4pb1EPhE/s1600/IMG_0230.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6nUVq1VnI/AAAAAAAAHYU/4Ni4pb1EPhE/s320/IMG_0230.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Scenki rodzajowe z zycia przecietnego slonia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6nxpgJP9I/AAAAAAAAHYc/ojBFjvY952A/s1600/IMG_0246.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6nxpgJP9I/AAAAAAAAHYc/ojBFjvY952A/s320/IMG_0246.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6oG8qG80I/AAAAAAAAHYk/Yc1QjF_-Xa8/s1600/IMG_0278.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6oG8qG80I/AAAAAAAAHYk/Yc1QjF_-Xa8/s320/IMG_0278.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Swiatynie, swiatynie, swiatynie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6o789gkmI/AAAAAAAAHYs/72VBB8UFk9g/s1600/IMG_0310.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6o789gkmI/AAAAAAAAHYs/72VBB8UFk9g/s320/IMG_0310.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;I jeszcze wiecej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6pTta0kEI/AAAAAAAAHY0/3JpC0JScAWc/s1600/IMG_0338.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6pTta0kEI/AAAAAAAAHY0/3JpC0JScAWc/s320/IMG_0338.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6ppVsYLaI/AAAAAAAAHY8/TBU6idZ4urY/s1600/IMG_0380.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6ppVsYLaI/AAAAAAAAHY8/TBU6idZ4urY/s320/IMG_0380.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W Angkor Wacie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6qLiPmX6I/AAAAAAAAHZE/gCkEx6r3IP4/s1600/IMG_0422.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6qLiPmX6I/AAAAAAAAHZE/gCkEx6r3IP4/s320/IMG_0422.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W konkursie na brzydote wygral Michcio!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6qtr0gtiI/AAAAAAAAHZM/MTw-UbHd-G0/s1600/IMG_0445.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6qtr0gtiI/AAAAAAAAHZM/MTw-UbHd-G0/s320/IMG_0445.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Angkor Wat z dystansem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6rBFXGXJI/AAAAAAAAHZU/wbJoalSV0d0/s1600/IMG_0453.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6rBFXGXJI/AAAAAAAAHZU/wbJoalSV0d0/s320/IMG_0453.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Prawie zachod slonca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6reKaOtmI/AAAAAAAAHZc/bcUJm78JX2I/s1600/IMG_0476.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6reKaOtmI/AAAAAAAAHZc/bcUJm78JX2I/s320/IMG_0476.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wieczorkiem w ramach relaksu wybralismy sie na jarmark nocny w centrum miasta. Po calym dniu lazenia dalismy sie namowic na wizyte naszych nog w basenie z rybkami zwanymi dr Fish :) Male skurczybyki to chyba jakas rybka z gatunku piranii! Obskubaly nam dokladnie stopki z calej starej skory, wywolujac przy tym salwy smiechu (u niektorych nawet bardzo, bardzo duze - myslalem, ze Aga je zadepta!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6r7iwkSGI/AAAAAAAAHZk/CjmI9MIJklw/s1600/IMG_0483.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6r7iwkSGI/AAAAAAAAHZk/CjmI9MIJklw/s320/IMG_0483.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dr Fish atakuje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia w ramach zasady lepsze jest wrogiem dobrego, zmienilismy hotel na Golden Mango (15$), ktory ma wspaniale opinie na hostelworld. Hotel byl faktycznie ok, czysciutki, nowszy i z lepsza obsluga, ale to co jest najwazniejsze w zyciu podroznika, czyli sniadanie bylo do bani! Zamienilismy pyszne lokalne zupki, makarony i smazone jajka, na suche tosty z drzemem. Nasze irlandzkie doswiadczenia wcale nie pomogly w wiekszej akceptacji tej degradacji. :)&lt;br /&gt;Nowy hotel, jako ze byl daleko od centrum, dawal za darmo do wypozyczenia rowery. Jakos nie mielismy ochoty na swiatynie z rana, wiec wytrzymalismy az do 14 i na bicyklach ruszylisy na 15 kilometrowa przejazdzke do grupyswiatyn z dala od miasta. To byl nasz najlepszy dzien w Kambodzy pogoda byl sprzyjajaca, nie bylo zbyt goraco, a dodatkowo chlodzil nas wiaterek podczas pedu na rowerze. Jechalismy sobie spokojnie, w kazdej chwili moglismy sie zatrzymac na zdjecie (a raczej ja moglem:)) i ogladalismy otaczajace krajobrazy. Same swiatynie (Bakong, Preah Ko, Lolei) tez byly bardziej urokliwe. Zdecydowanie mniej bylo tam tlumow turystow, ktore daly nam sie we znaki poprzedniego dnia. Juz przy drugiej swiatyni zalatwilismy sobie tuk tuka na nastepny dzien, na 36 kilometrowa podroz do najdalszego kompleksu. Jeden z panow sprawdzajacych bilety sam sie zaoferowal, ze jest wolny i chetny, wiec za 15$ zgodzilismy sie mu potowarzyszyc (normalna cena w biurach podrozy za taka jazde to ponad 30$). Zaraz po wyjsciu z ostatniej swiatyni zaczelo padac. Przeczekalismy ulewe popijajac kokosy prosto ze skorupki w przydroznym sklepiku i po godzinie ruszylismy w droge powrotna. W drodze do miasta zatrzymalismy sie jeszcze na obiad w przydroznym barze, na szczescie jeden z klientow mowil dobrze po angielsku, wiec zamowilismy kociolek z rosolem i dodatkami, podobny do tego w Hanoi. Najedlismy i opilismy sie do syta za 3,6$ za 2 osoby, co tylko utwierdzilo nas w przekonaniu, ze wszedzie gdzie sa turysci nie powinno sie jesc i pic - dzien wczesniej jedlismy obiad po 4$ za osobe w poblizu Sra Srang.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6sS1xYsZI/AAAAAAAAHZs/rWO309tb9OM/s1600/IMG_0494.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6sS1xYsZI/AAAAAAAAHZs/rWO309tb9OM/s320/IMG_0494.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kambodzanskie bezdroza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6s1qopjMI/AAAAAAAAHZ0/cIMoz0-rLDA/s1600/IMG_0511.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6s1qopjMI/AAAAAAAAHZ0/cIMoz0-rLDA/s320/IMG_0511.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nazajutrz okazalo sie, ze nasz nowy kierowca dysponowal bardzo szybkim motorkiem i zakonczylismy zwiedzanie zaraz po poludniu. Co prawda na jakies 4 km przed meta zabraklo mu&amp;nbsp; benzyny i musial na pozyczonym rowerze zapierniczac po butelki z paliwem, ale tempo bylo godne pochwaly! Zobaczylismy Prasat Kravan, Pre Rup, Banteag Srei (to ta najdalsza swiatynia), Neak Pean i Preah Khan. Swiatyn mielismy juz zdecydowanie dosc i z przerazeniem przegladalismy przewodnik, ktory opisywal kolejne "piekne" zabytki w Tajlandii...&lt;br /&gt;Na srode rano kupilismy bilet do Bang Koku (8$ za osobe) i tak skonczyla sie nasza krotka, bo 6 dniowa zaledwie, przygoda z Kambodza. Wcale nie uwazamy ze cos przegapilismy i nie czujemy za bardzo potrzeby powrotu tam, chyba ze zaczniemy przeistaczac sie w Brada i Angeline i zechcemy adoptowac jakies male kambodzanskie dziecie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6tgBS4vTI/AAAAAAAAHZ8/89-97nMHvzs/s1600/IMG_0592.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6tgBS4vTI/AAAAAAAAHZ8/89-97nMHvzs/s320/IMG_0592.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie ma jak tak!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6t4OWLvjI/AAAAAAAAHaE/7iOqBjDZahw/s1600/IMG_0658.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6t4OWLvjI/AAAAAAAAHaE/7iOqBjDZahw/s320/IMG_0658.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Sielanka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6ugrnCKuI/AAAAAAAAHaM/Eg2Bw_o7HJI/s1600/IMG_0722.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6ugrnCKuI/AAAAAAAAHaM/Eg2Bw_o7HJI/s320/IMG_0722.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tomb Raider&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6vtr2Q7nI/AAAAAAAAHaU/0x8CA0eSPM4/s1600/IMG_0750.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG6vtr2Q7nI/AAAAAAAAHaU/0x8CA0eSPM4/s320/IMG_0750.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-4542089154694276764?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/4542089154694276764/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/pierunem-przez-kambodze.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4542089154694276764'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4542089154694276764'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/pierunem-przez-kambodze.html' title='Pierunem przez Kambodze!'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TG9RDnuthGI/AAAAAAAAHak/hxqpkrCjKSk/s72-c/IMG_9884.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-5698454868175871308</id><published>2010-08-20T06:23:00.001+01:00</published><updated>2010-08-21T07:17:17.523+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wietnam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kambodża'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż 2010'/><title type='text'>Sai Gon i Mekongiem do Phnom Pehn.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;W Sai Gonie (zwanym takze Ho Chi Minh City, na czesc wujka Ho, odpowiedzialnego za wyzwolenie Wietnamu) zarezerwowalismy pokoik z pewnym wyprzedzeniem. Mielismy namiary od Paul'a (spotkanego w Hanoi Amerykanina chinskiego pochodzenia) na Ngoc Thao Guesthouse i jeszcze z Nha Trang tam zadzwonilismy. Hotelik okazal sie bardzo przyjemny, czysty i cichy (cena 17$ za pokoj). Prowadzony przez wietnamska rodzine. Zeby wejsc trzeba bylo zostawic buty przed progiem, z czym wczesniej sie nie spotkalismy w Wietnamskich hotelach. Do pokojow prowadzily schody przechodzace przez rodzinna jadalnie i zaraz obok kuchni. Tworzylo to dosc fajna domowa atmosfere. Jako ze na miejsce dotarlismy juz wieczorem, to wyszlismy tylko na kolacje do poleconej nam w hoteliku restauracji. Lokal okazal sie przeznaczony raczej wylacznie dla zachodnich turystow, ale zupa rybna byla wysmienita!&lt;br /&gt;Jeszcze tego samego dnia udalo nam sie w hotelu zarezerwowac wycieczke do swiatyni Cao Dai i tunelow Cu Chi (7$) oraz wyprawe do Phnom Penh przez delte Mekongu (45$ szybka lodzia). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia ruszylismy na spacer polaczony ze zwiedzaniem. Sai Gon nie za bardzo przypadl nam jednak do gustu. To bardzo duze miasto, ponad 8 mln., i ruch na ulicach jest przerazajacy. Mieszkalismy tez w nienajlepszym miejscu, bo w centrum dzielnicy turystycznej, wiec na ulicy latwiej bylo spotkac obcokrajowca niz Wietnamczyka. Przeszlismy obok Palacu Zjednoczenia, ktory byl wczesniej Palacem Prezydenckim w Wietnamie Poludniowym i siedziba wladz francuskich, obejrzelismy tez ratusz i wietnamska katedre Notre Dame. Dookola nas slychac bylo co chwila slowa zachety do nabywania roznych produktow. Najczesciej sprzedawanym towarem byly oczywiscie nasze ulubione przewodniki Looney Planet :( Przypomnielismy sobie spacerujac po Sai Gonie slowa Wietnamczyka spotkanego w Santiago de Chile. Mowil, ze jemu juz sie tak bardzo jego kraj nie podoba, bo zycie jest za szybkie, zbyt glosne i za bardzo nastawione na zysk. Mowil, ze jesli szuka sie spokoju powinno sie pojechac do Laosu, bo tak wlasnie kiedys wygladala jego ojczyzna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtwbQDmdBI/AAAAAAAAHTk/v7FVl1OuEWs/s1600/Saigon+001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtwbQDmdBI/AAAAAAAAHTk/v7FVl1OuEWs/s320/Saigon+001.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Katedra Notre Dame&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtwrQSrZUI/AAAAAAAAHTo/_j0bYmNu9BY/s1600/Saigon+002.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtwrQSrZUI/AAAAAAAAHTo/_j0bYmNu9BY/s320/Saigon+002.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Palac Zjednoczenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Celem naszego spaceru bylo Muzeum Wojny. Na zewnatrz wystawione byly pozostalosci po amerykanskiej armii, samoloty, czolgi, bomby i inny ciezki sprzet. Jest tam tez rekonstrukcja wiezien w jakich przetrzymywano zwolennikow komunizmu. W srodku jeszcze wiecej sprzetu wojennego, ale tym razem recznego, karabiny, bazooki, granaty, miny. Generalnie pierwsze wrazenie mialem takie, ze jestem nie w muzeum, ale na targach zbrojeniowych. Zaraz za drzwiami na turystow czekali kalecy - inwalidzi wojenni i dzieci urodzone po wojnie, ale z widocznymi deformacjami na ciele, spowodowanymi uzyciem broni chemicznej przez Amerykanow (glownie agent orange). Sprzedawali swoje rekodzielo, zbierali datki i grali na instrumentach muzycznych. Na kolejnych pietrach muzeum odnalezlismy makabryczne wystawy pokazujace skutki bombardowan i calej wojny. Wszystko to wypelnione bylo propaganda gloszaca slusznosc i racje jednej strony. Na pewno muzeum to wygladaloby inaczej gdyby ostatecznie wygral Wietnam Poludniowy wspierany przez USA, a nie Polnocny wspierany przez ZSRR. Zwyciezcy pisza historie. Ogrom zniszczen i krzywdy jaka wyrzadzila ta wojna przeraza nawet jeszcze bardziej, gdy uswiadomimy sobie, ze Wietnam byl tylko polem bitwy miedzy mocarstwami. Gdyby nie wsparcie z obydwu stron zelaznej kurtyny, wojna ta trwalaby pewnie krocej i na pewno pochlonelaby mniej istnien ludzkich. Koniec koncow Wietnam, mimo ze jest krajem socjalistycznym z nazwy, to i tak wybiera coraz bardziej kapitalistyczna gospodarke, bo dzieki temu moze zarobic wiecej, lepiej i szybciej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtxCUL7fLI/AAAAAAAAHTs/qz0l2LY5YqI/s1600/Saigon+003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtxCUL7fLI/AAAAAAAAHTs/qz0l2LY5YqI/s320/Saigon+003.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Z lufa mi do twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtxW594i4I/AAAAAAAAHTw/NjB4AQD0VT0/s1600/Saigon+004.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtxW594i4I/AAAAAAAAHTw/NjB4AQD0VT0/s320/Saigon+004.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ogladanie gwiazd?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtyCdBQBdI/AAAAAAAAHT4/4TAXWDUUcMI/s1600/Saigon+006.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtyCdBQBdI/AAAAAAAAHT4/4TAXWDUUcMI/s320/Saigon+006.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Niech nikogo nie zmyli gwiazda, to Jankeski tank!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGty1bU97CI/AAAAAAAAHUA/BJsqV8MC8VE/s1600/Saigon+008.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGty1bU97CI/AAAAAAAAHUA/BJsqV8MC8VE/s320/Saigon+008.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;"Tygrysie klatki" dla zolnierzy Polnocy i wrogow demokracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtzJTgWr_I/AAAAAAAAHUE/JqgBwwxxtiw/s1600/Saigon+009.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtzJTgWr_I/AAAAAAAAHUE/JqgBwwxxtiw/s320/Saigon+009.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Masowe rozprzestrzenianie demokracji za pomoca bomb z gwozdziami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia wyjechalismy z Sai Gonu na wycieczke do tuneli i swiatyni. Po drodze obserwujac szalony ruch na ulicach, dowiedzielismy sie od przewodnika, ze w Wietnamie dziennie ginie 20 osob w wypadkach drogowych. W samym Sai Gonie zas, na 8 mln mieszkancow przypada 6,5 mln jednosladow! &lt;br /&gt;Swiatynia Cao Dai laczy wyznawcow roznych religii, glownie buddyzmu, taoizmu i konfucjanizmu. Od tych trzech glownych religii pochadza kolory strojow jej wyznawcow - zolty, czerwony i niebieski. Kolorowe stroje maja jednak tylko wyzsi w hierarchii duchowni. Wiara ta ma w sobie rowniez wplywu chrescijanskie. Obrzedy kadoizmu odprawiane sa 4 razy dziennie i skladaja sie z modlitw i piesni w bajecznie kolorowej swiatyni. Ludzie wyznajacy ta religie sa bardzo mili i otwarci, z usmiechem zagaduja i rozmawiaja z turystami, ktorych tlumy zjezdzaja na codzienne nabozenstwo w poludnie.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtzedi-7ZI/AAAAAAAAHUI/8DhLJ2-btVY/s1600/Saigon+010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtzedi-7ZI/AAAAAAAAHUI/8DhLJ2-btVY/s320/Saigon+010.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Swiatynia Cao Dai&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtzxFB_InI/AAAAAAAAHUM/2EK9apQM1OY/s1600/Saigon+011.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtzxFB_InI/AAAAAAAAHUM/2EK9apQM1OY/s320/Saigon+011.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Widok frontalny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt0Cc1_yvI/AAAAAAAAHUQ/BO_lCKvx31I/s1600/Saigon+012.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt0Cc1_yvI/AAAAAAAAHUQ/BO_lCKvx31I/s320/Saigon+012.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jeden z wazniejszych duchownych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt0aFTdqRI/AAAAAAAAHUU/wKUT90SsHDU/s1600/Saigon+013.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt0aFTdqRI/AAAAAAAAHUU/wKUT90SsHDU/s320/Saigon+013.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wnetrze swiatyni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt0v-PzpkI/AAAAAAAAHUY/Q9kj2grpEh4/s1600/Saigon+014.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt0v-PzpkI/AAAAAAAAHUY/Q9kj2grpEh4/s320/Saigon+014.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wyznawcy siedza w roznej odleglosci od oltarza. Im blizej tym wazniejsza persona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt1JnoSu1I/AAAAAAAAHUc/GpwIGIwIy1w/s1600/Saigon+015.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt1JnoSu1I/AAAAAAAAHUc/GpwIGIwIy1w/s320/Saigon+015.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Widok z balkonow przeznaczonych dla turystow&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt1k_jQ8fI/AAAAAAAAHUg/iuNGn7B_EH0/s1600/Saigon+016.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt1k_jQ8fI/AAAAAAAAHUg/iuNGn7B_EH0/s320/Saigon+016.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Oltarz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt1_CetP5I/AAAAAAAAHUk/eTriwOKToKs/s1600/Saigon+017.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt1_CetP5I/AAAAAAAAHUk/eTriwOKToKs/s320/Saigon+017.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Modlitwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt2X3wOY1I/AAAAAAAAHUo/1gjfADpBe6s/s1600/Saigon+018.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt2X3wOY1I/AAAAAAAAHUo/1gjfADpBe6s/s320/Saigon+018.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Chorek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Po swiatyni i obiedzie w przydroznej restauracji, nasza "mala" czterdziestoosobowa grupa ruszyla na podboj tuneli Cu Chi na polnoc od Sai Gonu. Partyzantke tam prowadzili zolnierze Viet Congu. W tej sieci ponad 200 km podziemnych przejsc miescilo sie wszystko co bylo potrzebne do zycia komunistycznym zolnierzom. Wietnamczycy musieli zejsc pod ziemie, z powodu ciaglych bombardowan i braku schronienia na powierzchnii. Tunele byly tak male, ze w wielu miejscach Amerykanscy zolnierze po prostu nie mogli sie przecisnac. Czekaly tam tez na nich bardzo rozne pomyslowe pulapki, glownie z zaostrzonymi bambusami wbijajacymi sie w cialo. Same wejscia do tunelu byly tak male, ze ciezko je bylo zauwazyc. W ramach zwiedzania tuneli zobaczylismy w jaki sposob Wietnamczycy zabijali swoich wrogow, tym razem juz bez drastycznych zdjec. Mozna tez bylo sobie postrzelac na strzelnicy np. z kalasznikowa (20000 dongow=1$ za 1 naboj, minimalny zakup - 10 naboi). Generalne wrazenia mielismy takie jak z wizyty w muzeum poprzedniego dnia. Za duzo propagandy przeznaczonej specjalnie dla zachodnich turystow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt2_ZWU4FI/AAAAAAAAHUw/7IKGGD6jauk/s1600/Saigon+020.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt2_ZWU4FI/AAAAAAAAHUw/7IKGGD6jauk/s320/Saigon+020.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wejscie do tuneli&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt3clqQ9oI/AAAAAAAAHU0/k7AwCGyu6E8/s1600/Saigon+021.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt3clqQ9oI/AAAAAAAAHU0/k7AwCGyu6E8/s320/Saigon+021.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zaostrzone bambusy na dnie pulapki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt3zCo57CI/AAAAAAAAHU4/Mh7A9vbeFw4/s1600/Saigon+022.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt3zCo57CI/AAAAAAAAHU4/Mh7A9vbeFw4/s320/Saigon+022.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Janek i Marusia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt4NAERB7I/AAAAAAAAHU8/jclRjIEh20Q/s1600/Saigon+023.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt4NAERB7I/AAAAAAAAHU8/jclRjIEh20Q/s320/Saigon+023.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Metody walki o komunizm&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt4i_a0ETI/AAAAAAAAHVA/Pl7PQej1doc/s1600/Saigon+024.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt4i_a0ETI/AAAAAAAAHVA/Pl7PQej1doc/s320/Saigon+024.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W tunelach nie da sie stac. Trzeba albo byc zgietym w pol albo poruszac sie "w kucki"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt45NkRFrI/AAAAAAAAHVE/9tJw8-bNTw8/s1600/Saigon+025.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt45NkRFrI/AAAAAAAAHVE/9tJw8-bNTw8/s320/Saigon+025.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tapioka z siekanymi orzechami - glowne pozywienie Wietnamczykow z czasu wojny&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nasz ostatni dzien w Wietnamie zaczal sie od jazdy w kierunku delty Mekongu. Naszym operatorem wycieczki bylo Delta Adventure. Jazda odbywala sie po "hip hop highway", wiec do najprzyjemniejszych nie nalezala. Pogoda caly czas nam dopisywala, z nieba lal sie istny skwar. Pierwszym celem naszej podrozy byl rzeczny jarmark. Byl to jednak raczej jarmark hurtowy, minimalny zakup wynosil 10 kg. Mieszkancy delty przyplywali tam swoimi statkami i sprzedawali produkty innym. Znakiem rozpoznawczym wkazujacym co sprzedaje dana lodz, byl przykladowy produkt wywieszony na patyku nad burta lodzi. Na jarmarku dane nam bylo zobaczyc jak przebiega produkcja cukierkow kokosowych oraz papieru ryzowego. Z jarmarku poplynelismy w jeden z kanalow Mekongu na obiad. Po drodze pani przewodnik wyjasnila nam dlaczego dookola drog, na polach ryzowych jest tyle grobow. Wietnamczycy mieszkajacy na wsi nie naleza do najbogatszych i najtaniej jest im pochowac zmarlych na swojej ziemi, czyli na wlasnym polu ryzowym.&lt;br /&gt;Ogolnie, na poludniu Wietnamu, odnioslem wrazenie, ze na ulicach mniej bylo czerwonych sztandarow obecnych wszedzie na polnocy kraju. Nie bylo tez tak wielu wysokich domow, o ktorych pisalem wczesniej. Dosc sporo bylo za to domow, na ktorych bylo widac, ze jego mieszkancy sa katolikami. Sai Gon zas zdecydowanie roznil sie od Hanoi. W Hanoi wiecej bylo historii, bylo to zdecydowanie bardziej spokojne miasto. Sai Gon za to przynosi wieksze zyski i to on jest stolica finansowa Wietnamu. Ludzie tam zarabiaja mniej wiecej dwa razy wiecej niz gdziekolwiek indziej w kraju, ale nikt wedlug naszego przewodnika, tego miasta nie lubi i ludzie zyja tam tylko dla pieniedzy, by pozniej wrocic na wies.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt53cwmBKI/AAAAAAAAHVQ/GUr593YBaig/s1600/Saigon+028.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt53cwmBKI/AAAAAAAAHVQ/GUr593YBaig/s320/Saigon+028.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W drodze po zakupy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt6XnXeBCI/AAAAAAAAHVY/fj9Dc3ruCqE/s1600/Saigon+030.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt6XnXeBCI/AAAAAAAAHVY/fj9Dc3ruCqE/s320/Saigon+030.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Relaks nad wodami Mekongu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt6vP9FluI/AAAAAAAAHVc/XKwQbWqNWk4/s1600/Saigon+031.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt6vP9FluI/AAAAAAAAHVc/XKwQbWqNWk4/s320/Saigon+031.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Obrobka kokosa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt7INMuiNI/AAAAAAAAHVg/CHXPuBSk5ow/s1600/Saigon+032.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt7INMuiNI/AAAAAAAAHVg/CHXPuBSk5ow/s320/Saigon+032.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wyrob papieru ryzowego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt7eapEkdI/AAAAAAAAHVk/Axi8MGv1NeM/s1600/Saigon+033.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt7eapEkdI/AAAAAAAAHVk/Axi8MGv1NeM/s320/Saigon+033.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Rynek rzeczny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt70sBME2I/AAAAAAAAHVo/Xy__9WCSvH4/s1600/Saigon+034.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt70sBME2I/AAAAAAAAHVo/Xy__9WCSvH4/s320/Saigon+034.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Transport ziarna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt8JuP8CpI/AAAAAAAAHVs/w-SntDACWq0/s1600/Saigon+035.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt8JuP8CpI/AAAAAAAAHVs/w-SntDACWq0/s320/Saigon+035.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zycie nad Mekongiem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt8zsfd2eI/AAAAAAAAHV0/JMZ3L7FwMSg/s1600/Saigon+037.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt8zsfd2eI/AAAAAAAAHV0/JMZ3L7FwMSg/s320/Saigon+037.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Targ w jednym z miasteczek nad brzegiem rzeki&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie z lodzi do autobusu czekala nas 3 godzinna jazda do kolejnej lodzi i zmiana przewodnika. Polaczylismy sie tez z inna grupa, ktora ta sama trase robila w wersji 3 dniowej, a nie 2 dniowej jak my. Na statek zaladowalismy sie poznym popoludniem i do naszego plywajacego hotelu w Chau Doc doplynelismy juz po zmroku. Za pokoje z klimatyzacja trzeba bylo doplacac po 5$, wiec z nich zrezygnowalismy. Doplacac tez trzeba bylo jesli kots byl sam i chcial pokoj tylko 1osobowy Troche tylko nas to wszystko zastanawialo i denerwowalo, bo przy 2 dniowej wycieczce za 45$ wszystko powinno byc zapewnione, a my musielismy sami placic nawet za posilki. W hotelu na wodzie przez pierwsze 2 godziny brakowalo pradu, wiec dostarczal go generator z lodzi, ktora przyplynelismy, a my caly czas nie widzielismy uslug za te 45$ ktore zaplacilismy od osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rankiem nastepnego dnia mala lodka poplynelismy na druga strone rzeki do wioski rybackiej, a raczej farmy rybnej. Pelno jest tam plywajacych domow, ktore pod soba maja wielkie klatki na ryby (20x6x7m.). Znajduja sie w nich tysiace ryb, ktorych mieso miejscowi sprzedaja bo 17000 dongow za kilogram (1 klasa miesa) lub 4000 (2 klasa). Miesko to pozniej sprzedawane jest za granice, gdzie rozchodzi sie po kilka lub kilkanascie dolarow za kg. (17000 dongow to mniej wiecej 0,75$). Czysty biznes, ale niekoniecznie dla hodowcow ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt9xqN7QtI/AAAAAAAAHWA/9saV32v0fZg/s1600/Saigon+040.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt9xqN7QtI/AAAAAAAAHWA/9saV32v0fZg/s320/Saigon+040.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Smieci, zwloki zwierzat, wszystko to plywa w Mekongu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt-CpKNJ8I/AAAAAAAAHWE/CRRocXKJyL8/s1600/Saigon+041.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt-CpKNJ8I/AAAAAAAAHWE/CRRocXKJyL8/s320/Saigon+041.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na tym samym Mekongu jest tez to oto farma rybna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt-d8Gly2I/AAAAAAAAHWI/viUTHlTFv7o/s1600/Saigon+042.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt-d8Gly2I/AAAAAAAAHWI/viUTHlTFv7o/s320/Saigon+042.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dokarmianie rybek na farmie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt-yC9izTI/AAAAAAAAHWM/5Ml23fSzY1Y/s1600/Saigon+043.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt-yC9izTI/AAAAAAAAHWM/5Ml23fSzY1Y/s320/Saigon+043.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Poranna inspekcja sieci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnim punktem wycieczki po Mekongu, ktory szerokoscia przebija wiekszosc jezior mazurskich, byla wioska Chamow. Odwiedzilismy miejscowy meczet, przespacerowalismy sie przez srodek wsi i wsiedlismy do naszego transportu do Kambodzy. &lt;br /&gt;Na zdjeciach bardzo dobrze widac w jakich warunkach zyja ludzie na rzeka i jak wyglada ta rzeka. Jej kolor wcale nie przypomina koloru wody. Niesie ona ze soba mase piasku i innych zanieczyszczen az z Chin, przez Laos, Kambodze, Tajlandie i Wietnam. Plywa w niej wszystko co ludzie produkuja, lacznie z samymi ludzmi. Taka masa wody pewnie jakos rozmywa te wszystkie syfu plynace z jej nurtem, ale jednak nie odwazylismy sie zanurkowac w jej nurcie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt_C37KBJI/AAAAAAAAHWQ/RhiVQRYCfhw/s1600/Saigon+044.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt_C37KBJI/AAAAAAAAHWQ/RhiVQRYCfhw/s320/Saigon+044.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Domy nad Mekongiem&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nasza podroz do granicy byla odpowiednim zakonczeniem dla calej wyprawy z Delta Adventure. Nasz nowy przewodnik (trzeci juz) mial nas tylko przeprowadzic przez granice. Zaczal wiec od zebrania naszych paszportow i wlozenia je w najbezpieczniejsze miejsce na calej lodzi, czyli do swojego kasku motocyklowego... Po pol godziny okazalo sie, ze nie ma tam paszportu Australijczyka, ktory z nami plynal :) Odnalazl sie on po nastepnych 30 minutach poszukiwan w teczce pana przewodnika (sic!), ktory caly czas zapewnial, ze wszystkie paszporty wlozyl do kasku. Potem przewodnik zaczal wypelniac jakies papierki korzystajac z informacji w naszych paszportach, a my patrzylismy z przerazeniem na to co on rob. Lodz na pewno szybka nie byla, ale nasze paszporty lezace na oknie, zaraz obok lokcia przewodnika tylko lopotaly na wietrze gotowe do wyfruniecia w wody Mekongu. Jakims cudem nic takiego sie nie stalo :) Podczas wyplywania z Wietnamu przewodnik oswiadczyl jakiemus niemieckiemu malzenstwu z dzieckiem, ze dalej nie jada i ze reszta grupy juz odplywa. Dopiero po interwencji reszty grupy, glownie Agi, pomogl im zalatwic sprawe z wietnamskimi pogranicznikami. Okazalo sie, ze nie mieli oni wystarczajace wolnych stron w paszporcie na wizy i nie chcieli ich wypuscic z Wietnamu. Mowilismy mu zeby dal tym ludziom osobiscie porozmawiac z pogranicznikami, ale zamiast im pomoc on tylko wprowadzal nerwowa atmosfere, ze musimy szybko plynac bez nich. Odeslal ich w koncu droga ladowa na inne przejscie, gdzie jego znajomi mielo ich przepuscic i co sie dalej z nimi dzialo nie wiemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt_s_YD9VI/AAAAAAAAHWY/2BGu8ZwcDJo/s1600/Saigon+046.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGt_s_YD9VI/AAAAAAAAHWY/2BGu8ZwcDJo/s320/Saigon+046.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Immigration Police w Kambodzy. Ku uciesze Australijczyka, ktory plynal z nami odkrylismy, ze lodz ta byla prezentam od rzadu Australii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po stronie kambodzanskiej grupa, ktora plynela z nami i miala innego przewodnika zostala odprawiona w 10 minut. My czekalismy 40, bo nasz przewodnik biegal dookola noszac po jednym paszporcie do panow wklejajacych wize. Caly czas wprowadzal bardzo nerwowa atmosfere i mowil jaka to ciezka praca. Za wize zaplacilismy 22$, mimo ze cena na granicy glosi 20. Lodz miala byc szybka i w Phnom Pehn mielismy byc o 13. O 13 bylismy jeszcze na granicy. Do Phnom Pehn dotarlismy kolo 16 w piatek 6 sierpnia, po kolejnej przesiadce z lodzi do busa firmy Capitol i godzinnej jezdzie do stolicy Kambodzy. &lt;br /&gt;Jesli ktos planuje podrozowac z Sai Gonu do Phnom Pehn, to zdecydowanie odradzam uslugi Delta Adventure. Adventure to jest faktycznie, ale na pewno nie w dobrym tego slowa znaczeniu. Nie ma sensu przeplacac, lepiej pewnie wziac cos tanszego, a jakosc na pewno nie bedzie gorsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-5698454868175871308?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/5698454868175871308/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/sai-gon-i-mekongiem-do-phnom-pehn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5698454868175871308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5698454868175871308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/sai-gon-i-mekongiem-do-phnom-pehn.html' title='Sai Gon i Mekongiem do Phnom Pehn.'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TGtwbQDmdBI/AAAAAAAAHTk/v7FVl1OuEWs/s72-c/Saigon+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-7862959205580227482</id><published>2010-08-04T15:02:00.000+01:00</published><updated>2010-08-04T15:02:50.566+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wietnam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż 2010'/><title type='text'>Skuterowy szal!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlm2wiFiLI/AAAAAAAAHRQ/u-fK_vV4DCY/s1600/IMG_8925%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlm2wiFiLI/AAAAAAAAHRQ/u-fK_vV4DCY/s320/IMG_8925%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tym razem bez potrzeby czytania. To co w Wietnamie widac najbardziej. W samym Sai Gonie jest 8 milionow ludzi i 6,5 miliona skuterow....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlnsRTAtmI/AAAAAAAAHRY/sVNncX-Sm3I/s1600/IMG_9593%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlnsRTAtmI/AAAAAAAAHRY/sVNncX-Sm3I/s320/IMG_9593%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFloW2ak_dI/AAAAAAAAHRg/XhY3dBQFhvc/s1600/IMG_9594%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFloW2ak_dI/AAAAAAAAHRg/XhY3dBQFhvc/s320/IMG_9594%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlpFC9-BQI/AAAAAAAAHRo/roOkq-wJfEI/s1600/IMG_9596%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlpFC9-BQI/AAAAAAAAHRo/roOkq-wJfEI/s320/IMG_9596%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlpvjAhGUI/AAAAAAAAHRw/tp79SDPZNZA/s1600/IMG_9597%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlpvjAhGUI/AAAAAAAAHRw/tp79SDPZNZA/s320/IMG_9597%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlqbUao8BI/AAAAAAAAHR4/o0B7xEkju_g/s1600/IMG_9598%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlqbUao8BI/AAAAAAAAHR4/o0B7xEkju_g/s320/IMG_9598%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlrLHEDKEI/AAAAAAAAHSA/qQU2cL6dO7w/s1600/IMG_9599%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlrLHEDKEI/AAAAAAAAHSA/qQU2cL6dO7w/s320/IMG_9599%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlr1GWND-I/AAAAAAAAHSI/Sq1_97FHo0A/s1600/IMG_9601%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlr1GWND-I/AAAAAAAAHSI/Sq1_97FHo0A/s320/IMG_9601%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlsotj43FI/AAAAAAAAHSQ/YF3hjg7Zy-8/s1600/IMG_9602%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlsotj43FI/AAAAAAAAHSQ/YF3hjg7Zy-8/s320/IMG_9602%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFltNLCk4OI/AAAAAAAAHSY/oIOdqAah7VU/s1600/IMG_9603%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFltNLCk4OI/AAAAAAAAHSY/oIOdqAah7VU/s320/IMG_9603%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFltx3oa5tI/AAAAAAAAHSg/7w91vWqKMko/s1600/IMG_9605%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFltx3oa5tI/AAAAAAAAHSg/7w91vWqKMko/s320/IMG_9605%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFluaERfpAI/AAAAAAAAHSo/HFZUF-sg2dA/s1600/IMG_9606%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFluaERfpAI/AAAAAAAAHSo/HFZUF-sg2dA/s320/IMG_9606%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlvFx2n6II/AAAAAAAAHSw/73PXo1rpF44/s1600/IMG_9607%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlvFx2n6II/AAAAAAAAHSw/73PXo1rpF44/s320/IMG_9607%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlvuYn756I/AAAAAAAAHS4/Hd2kyE3QuC0/s1600/IMG_9608%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlvuYn756I/AAAAAAAAHS4/Hd2kyE3QuC0/s320/IMG_9608%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlwW40a2FI/AAAAAAAAHTA/-AnWMFJDlKg/s1600/IMG_9609%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlwW40a2FI/AAAAAAAAHTA/-AnWMFJDlKg/s320/IMG_9609%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlxAOEs1eI/AAAAAAAAHTI/SvF__AESxjM/s1600/IMG_9610%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlxAOEs1eI/AAAAAAAAHTI/SvF__AESxjM/s320/IMG_9610%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlxnn0egfI/AAAAAAAAHTQ/Hg5DNUzpc_M/s1600/IMG_9613%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlxnn0egfI/AAAAAAAAHTQ/Hg5DNUzpc_M/s320/IMG_9613%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlyZwpum8I/AAAAAAAAHTY/9uHez5oUbI4/s1600/IMG_9615%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlyZwpum8I/AAAAAAAAHTY/9uHez5oUbI4/s320/IMG_9615%5B1%5D.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-7862959205580227482?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/7862959205580227482/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/skuterowy-szal.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7862959205580227482'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7862959205580227482'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/skuterowy-szal.html' title='Skuterowy szal!'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFlm2wiFiLI/AAAAAAAAHRQ/u-fK_vV4DCY/s72-c/IMG_8925%5B1%5D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-5860270400193435994</id><published>2010-08-03T15:35:00.001+01:00</published><updated>2010-08-04T14:07:42.227+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wietnam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż 2010'/><title type='text'>Ding dang dong w Wietnamie.</title><content type='html'>Z Chin wyjechalismy w deszczu, ale zaraz za granica wietnamska padac  przestalo. Na przejsciu granicznym zadnego problemu nie mielismy.  Pogranicznicy dosc szczegolowo przepytywali jednak parke Dunczykow.  Robili to jednak z przymruzeniem oka i pewnie bardziej sie z nimi  droczyli, niz faktycznie chcieli ich zatrzymac. Ich wiza byla wazna od  nastepnego dnia i w tym byl caly problem, za szybko chcieli wjechac do  mlekiem i miodem plynacego Wietnamu :)&lt;br /&gt;Z okien autobusu  widzielismy krajobraz podobny, jednak zupelnie inny niz w Chinach.  Wszystko wygladalo zdecydowanie biedniej. Krowy byly wychudzone,  wszedzie pelno bylo malenkich poletek ryzowych. Krajobraz byl generalnie  w kolorach zielono - brazowych, a do tego szare niebo pokryte chmurami.  Wietnamska woda bardzo rzadko ma inny kolor niz brazowy czy nawet  czerwony, taka jest tez gleba, dlatego wszyscy zalecaja pic tylko wode  butelkowana. Samochodow na drodze bylo jak na lekarstwo, co bylo calkiem  zrozumiale biorac pod uwage jej stan. Jednak raczej nie to jest glowna  tego przyczyna... Predkosc autobusu nie zachwycala. Zaskoczeniem za to  nie bylo dla nas bezustanne uzywanie klaksonu przez naszego kierowce.&lt;br /&gt;Wiekszosc  ludzi, ktorych widzielismy byla rolnikami i pracowala na swoich  poletkach calymi rodzinami. Jako, ze teraz jest pora deszczowa, to przy  granicy z Chinami rzeki plynely doslownie wzdluz drogi, ktora  jechalismy. Oczywiscie takie warunki sa wymarzone do uprawy ryzu. Duzo  wiecej widzielismy wiec przez szyby ludzi w trojkatnych slomianych  kapeluszach brodzacych po kostki lub kolana w brazowej wodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgRnuJg3VI/AAAAAAAAHNw/JTfE_SGt0SY/s1600/Picture+002.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgRnuJg3VI/AAAAAAAAHNw/JTfE_SGt0SY/s320/Picture+002.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Czesty widok z okna autobusu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyraznie  bylo widac biede na wietnamskiej wsi. Bardzo zaskoczylo nas to, jak  wygladaly domy. Prawie wszystkie mialy szerokosc jednego pokoju od  frontu. Wiekszosc od przodu byla tez ladnie pomalowana i przozdobiona.  Zdarzaly sie jednak tez takie ktore przypominaly raczej lepianki. Ta  szerokosc jednego pokoju byla zachowana na calej wysokosci domu,  niezaleznie od tego ile mial pieter i czy kolo niego stal nastepny, czy  nie. Widzielismy takie, ktore mialy po 5-6 pieter i stojac samotnie przy  drodze wygladaly raczej jak jakies pagody czy swiatynie. Z boku domy  nie sa juz takie piekne, podobnie z tylu. Widok z boku pokazuje tez cala  dlugosc, ktora jest kilkakrotnie wieksza niz szerokosc. Taki wysoki,  dlugi i chudy dom z piekna fasada wyglada bardzo zabawnie gdy stoi sam, w  zielonym otoczeniu pol ryzowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgQ0hTDZVI/AAAAAAAAHNo/6jjGm2GBs_U/s1600/Picture+001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgQ0hTDZVI/AAAAAAAAHNo/6jjGm2GBs_U/s320/Picture+001.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Polnocnowietnamski dom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawostka dla mnie bylo tez  to, ze wsrod tych pol ryzowych bardzo czesto pojawialy sie mogily.  Chowanie zmarlych zaraz przy miejscu z ktorego czerpie sie swoje  pozywienie? W Polsce Sanepid by chyba tego nie przepuscil. Tutaj jest to  jednak sprawa religii. Wietnamczycy wielkim szacunkiem darza zmarlych i  pewnie dlatego groby sa przewaznie bardzo ladne i zadbane.&lt;br /&gt;Jako,  ze wjechalismy od polnocy, to nie zdziwilo mnie, gdy w mijanej po drodze  bazie wojskowej zauwazylem rdzewiejacy wrak amerykanskiego bombowca. To  chyba tak na przestroge ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza podroz zajela  ponad 2 godziny wiecej niz planowalismy i do Hanoi dotarlismy okolo 18:00  24 lipca. Przy wjezdzie do miasta odczulismy juz jednak prawdziwy smak  Wietnamu i wszystkich jego wiekszych miast. Tysiace, miliony  motorowerow, skuterow i innych dwusladow!!! Nadjezdzaly i wyprzedzaly  nas i inne pojazdy z kazdej mozliwej strony. W wietnamskim ruchu  ulicznym jest chyba tylko jedna zasada: im jestes wiekszy, tym masz  wieksze pierwszenstwo. Samochody co prawda sa wieksze, jednak nie da sie  nimi jezdzic zbyt szybko, gdy dookola jest pelno skuterow. W Wietnami  jest 85 milionow ludzi i mozna odniesc wrazenie, ze minimum 75% z nich  jezdzi na skuterach.&lt;br /&gt;Skutery, ich serwis i akcesoria do nich,  stanowia chyba oddzielna galaz przemyslu. Co chwila widac sklepy z  kaskami we wszystkich mozliwych ksztaltach i kolorach. Pelno jest tez  warsztatow naprawy tych bardzo pozytecznych pojazdow. Do tego dodac  trzeba jeszcze humor z jakim Wietnamczycy podchodza do poruszania sie na  skuterze. Rekordowa liczba osob jaka do tej pory widzialem na jedym  skuterze to 5. Widzielismy tez cale kurniki wiezione na tylnim  siedzeniu. Troche rzadszym widokiem, ale jednak zdarzajacym sie, sa  swinskie lub krowie zwloki wiezione pospiesznie do obrobki.&lt;br /&gt;W  Hanoi wzielismy taksowke do hostelu. Oczywiscie przeplacislismy, ale i  tak zbilismy z ceny 1/3. Wszedzie trzeba sie targowac znowu -  przypomnienie sytuacji z Boliwii i Peru. Miejscowi, mimo ze sa bardzo  pozytywnie nastawienie i caly czas szczerza zeby w usmiechu, to gdy  tylko widza turyste, podnosza ceny kilkakrotnie.&lt;br /&gt;W hostelu  zaskoczyla nas obsluga. Mozna sie tam bylo czuc jak prawdziwy krol.  Panowie wnosili, wynosili bagaze, podawali co chwila wode gdy siedzialo  sie w recepcji albo przy kompie i ogolnie byli bardzo otwarci i pomocni.  Wiem, ze za to im placa, ale w Polsce ciezko czasami cos takiego  spotkac, mimo ze ludziom tez sie placi za podobne uslugiwanie w  hotelach. Bylo nam az glupio, gdy co chwila pod nosem mielismy kolejna  szklanke zimnej wody i panowie i panie chcieli nam we wszystkim pomagac.  Swietne w tym hostelu bylo tez sniadanie w formie bufetu. Moze nie zbyt  mialo wietnamski charakter, ale bylo go do woli i nie trzeba bylo  wychodzic z hostelu zeby je wszamac. Hotel nazywal sie Atlantic i jest  na ulicy Hang Cot, polecam jesli ktos bedzie w Hanoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po jak zwykle zasluzonym odpoczynku ;), nastepnego dnia  ruszylismy w miasto. Motorowery caly czas wydawaly nam sie straszne,  wiec nasza uwaga koncentrowala sie przede wszystkim na unikaniu  zderzenia z nimi. A wystarczy prosto i pewnie isc... Nie wolno sie  cofac, poniewaz przewaznie mijaja nas z tylu i lepiej nie robic im  psikusa. W tym szalenstwie jest jakas metoda, wiec do tej pory jakos  zyjemy!&lt;br /&gt;Przez wieksza czesc dnia bezskutecznie szukalismy czegos  na malarie. Postanowilismy, ze nie bedziemy brac niczego prewencyjnie,  czyli codzienni lub raz na tydzien. Poszlismy w strone repelentow na  komarzyce, siatek pod ktorymi sie spi w nocy i porzadnego ubierania sie  szczegolnie wieczorem i rano. Dodatkowo chcielismy miec jednak jakis lek  w formie dawki uderzeniowej gdyby cos sie zaczelo dziac. Tak zeby nam  starczylo na dostanie sie do najblizszego wiekszego miasta. Po kolejnym  dniu, przeczytaniu chyba wszystkich polsko i angielskojezycznych  artykulow w necie na ten temat i rozmowach z innymi podroznikami (z  ktorych kazdy bral cos innego) postawilismy na doxycykline i szybka  jazde do szpitala, gdyby cos sie stalo (odpukac!). Malarone, najbardziej polecane jest horendalnie drogie, a doxycycline kupilismy w Hanoi za 18000 dongow (3 zlote za 10 tabletek).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgTc9gKSFI/AAAAAAAAHOA/GgUHHZ37NzM/s1600/Picture+006.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgTc9gKSFI/AAAAAAAAHOA/GgUHHZ37NzM/s320/Picture+006.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Zdjecie za darmo, banany i ananas juz nie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naszego  pierwszego pelnego dnia w Hanoi, wybralismy sie rowniez do pieknej  konfucjanskiej Temple of Literature. Na wejsciu nieprzyjemny zgrzyt.  Pani wydala nam za bilety za malo o 150000 dongow. Zapewniam, ze bardzo  latwo jest sie pomylic, szczegolnie cudzoziemcom podczas przliczania  wietnamskiej waluty. Na kazdym banknocie jest oczywiscie wujek Ho Chi  Minh. kolorystycznie 10000 niewiele rozni sie od 100000. Pani w kasie na  pewnie sie nie pomylil, bo jak tylko zobaczyla, ze zaczynam liczyc i  sprawdzac kase, to wreczyla mi 100000. Ja jednak uparcie liczylem dalej,  a ona po nastepnej chwili, bez slowa skargi z mojej strony, dala mi  pozostale 50000. Kolejna rada wiec, oprocz targowania sie, jest dokladne  sprawdzanie reszty gdziekolwiek ma sie ja dostac. Temple of Literature,  mimo ze wielka i piekna, nie zrobila juz na nas takiego wrazenia, jak  ta proba kantu przy wejsciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgScSj-VBI/AAAAAAAAHN4/OivhrnW1bog/s1600/Picture+003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgScSj-VBI/AAAAAAAAHN4/OivhrnW1bog/s320/Picture+003.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Wejscie do Swiatyni Literatury&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Wietnamie mielismy poruszac sie  dosc szybko. Slyszelismy, ze najwygodniejszym i najbezpieczniejszym  sposobem ku temu jest pociag. Problem w tym, ze trzeba go rezerwowac  kilka dni wczesniej, bo wszystkie sklady sa dosc zatloczone. Juz 25  lipca zarezerwowalismy nasz bilet do Hue na 27. Nie bylo nam dane jednak  kupic wymarzonych miejsc lezacych i skonczylo sie na soft seats za 290  000 na osobe. Na dworcu czekalismy z numerkiem do kasy, ale na szczescie  biali turysci maja fory u pan w kasach i jedna z nich zawolala nas na  dlugo przed nasza koleja. Tym razem obylo sie bez kantow przy kasie.&lt;br /&gt;Wieczorem,  zjedlismy swietny i olbrzymi obiad. Zgodnie z nasza tradycja  znalezlismy jadlodajnie na ulicy, w ktorej bylo duzo ludzi i tam sie  stolowalismy. Wydalismy az 200 000 dongow, ale warto bylo. Nasz kelner nie  mowil wcale po angielsku, wiec na migi pokazywal nam co i jak mamy  robic, co z czym i kiedy jesc. Dostalismy wielki garnek z rosolem na  palniku gazowym i do niego wrzucalismy rozne miesiwa (watrobke,  kalamarnice i cos czego nazwy nawet nie znam), zielsko, tofu, kielki i  inne smakolyki. W caly procederze pomagal nam nasz zaufany kelner.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia rano, autobus zabral nas z hostelu na wycieczke do Ha Long Bay.  Za jednodniowy wypad zaplacilismy 25$ za osobe, obiad i wszystkie bilety  wliczone. Jazda rozpoczela sie od cofania na autostradzie w celu  unikniecia korka, komedia!. Pozniej bylo juz troche lepiej. Samo Ha Long  Bay jest przepiekne, cos jakby krajobraz z Yangshuo tylko w morzu, no  moze troche lepiej nawet niz Yangshuo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgUbO-TMnI/AAAAAAAAHOI/yKyuza-7IXc/s1600/Picture+008.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgUbO-TMnI/AAAAAAAAHOI/yKyuza-7IXc/s320/Picture+008.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Whale watch w Halong Bay.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wplynelismy miedzy te gory  wyrastajace z morza, czulismy sie troche jak w bajce. Pogoda byla piekna,  na niebie zadnej chmurki. Jak na razie monsun nam sprzyja. Pomiedzy  szczytami w zatoczce byla wioska rybacka. Mozna tam bylo poplywac lodka  lub kajakiem (co jak wiadomo uwielbiam!;)) za dodatkowe 100 000, wiec z  radosci nie skorzystalismy z tej oferty:). Poogladalismy sobie za to  troche hodowle rybek i innych zyjatek morskich oraz pogadalismy z jednym  z jej szefow. Pan ow prawie sprawil, ze troche obroslem w piorka, bo na  oko dal mi tylko 24 lata ;) Porozumiewalismy sie z nim piszac cyfry  woda na deskach, a pozniej pomagala nam nasza pani przewodniczka.  Okazalo sie, ze mial 76 lat i ani jednego siwego wlosa na glowie. Co  ciekawsze jego matka wciaz zyla z wynikiem 102 lata!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgVWDAWtTI/AAAAAAAAHOQ/EpmT4QpiloU/s1600/Picture+012.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgVWDAWtTI/AAAAAAAAHOQ/EpmT4QpiloU/s320/Picture+012.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;76 lat i ani jednego siwego wloska! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozgladajac sie  dokola wcale sie w sumie nie dziwilismy. Pelno ryb w morzu, owoce,  wszystko naturalne. W Wietnamie bardzo rzadko spotyka sie ludzi z  nadwaga. Na szczescie fast foody nie poczynily tu jeszcze zbyt wielkich  spustoszen. W Chinach ludzi otylych jest juz duzo wiecej. Do naszej  lodzi podplynelo tez kilka dziewczyn sprzedajacych roznorakie owoce za  jakies grosze (po delikatnym wytargowaniu sie). Wszystkie byly zakryte  od stop do glow w celu ochrony przed sloncem. Wiekszosc ludzi raczej  chroni sie tutaj przed promieniami slonecznymi niz na nie wystawia.  Wyjatkiem sa oczywiscie cudzoziemcy, w tym takze my :) Widzac te zakryte  kobiety przypomnialem sobie, ze przeciez w Peru czy Boliwii tez ludzie  zakrywali sie przed sloncem. Uswiadomilem sobie, ze wiekszosc ludzi  mieszkajacych w goracych strefach raczej sie obawia slonca, no moze poza  mieszkancami Afryki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgWOud8UyI/AAAAAAAAHOY/PxBs-p4welk/s1600/Picture+013.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgWOud8UyI/AAAAAAAAHOY/PxBs-p4welk/s320/Picture+013.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Bajka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaliczylismy w ramach rejsu jeszcze jaskinie i  rozpoczelismy powrot do Ha Noi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgW_CDNjVI/AAAAAAAAHOg/UizKIMPT3j4/s1600/Picture+014.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgW_CDNjVI/AAAAAAAAHOg/UizKIMPT3j4/s320/Picture+014.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Wietnamski pingwin jaskiniowo-gorski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmienil sie nam kierowca, wiec mielismy  wyprzedzanie po lewej lub prawej na ciaglej linii, jazde z linia  srodkowa miedzy kolami, itp. Nie wszystkim uczestnikom sie to podobalo,  ale mogli swoja dezaprobate wyrazic jedynie westchnieniami.&lt;br /&gt;Ostatniego  dnia w Ha Noi zaliczylismy spacer do muzeum i mauzoleum Ho Chi Minha.  Mumii nie udalo nam sie niestety zobaczyc, ale znalezlismy za to w  bardzo dobrej lokalizacji, w poblizu muzeum, polska ambasade. Wieczorem  mielismy pociag, wiec zwiedzilismy jeszcze pagode i reszte dnia  przesiedzielismy w hostelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgX2RBUGRI/AAAAAAAAHOo/CZtzKDarhU0/s1600/Picture+015.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgX2RBUGRI/AAAAAAAAHOo/CZtzKDarhU0/s320/Picture+015.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;A ty co zrobiles dla realizacji planu?! Socrealizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgYesZbG2I/AAAAAAAAHOw/PHL96P03AeU/s1600/Picture+016.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgYesZbG2I/AAAAAAAAHOw/PHL96P03AeU/s320/Picture+016.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wodzowi rewolucji, do pasa sie klaniam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed samym odjazdem pociagu wszamalismy jeszcze zupke pho (czyt. pao) w przydworcowym barze oraz kielbaske na patyku i ruszylismy w sina dal, czyli na dworzec. Ciekawa sprawa, bo na dworcu wielu Wietnamczykow pytalo nas o bilet, mimo ze nie wygladalo na pracownikow kolei. Przezornie biletu im nie pokazywalismy i okazalismy go dopiero umundurowanemu pracownikowi WKP (Wietnamskie Koleje Panstwowe - skrot stworzony przeze mnie na potrzebe chwili). Perony wygladaly jak kiedys w Polsce. Zeby dostac sie na peron 4 nalezalo obejsc z tylu lub przodu 3 pociagi na wczesniejszych peronach. W pociagu tlok, muzyka na caly regulator i generalnie scisk. Troche pospalismy, ale niewiele. Dzieciaki z naszego wagonu, mimo ze slodkie, do spiochow nie nalezaly i spaly tylko od 12 do 6. My jeszcze krocej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgZLpDj5pI/AAAAAAAAHO4/3dr1jqDM7Kc/s1600/Picture+019.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgZLpDj5pI/AAAAAAAAHO4/3dr1jqDM7Kc/s320/Picture+019.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Impreza w pociagu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na stacji docelowej w Hue nastepnego dnia rankiem, obskoczyla nas sfora naganiaczy hotelowych. Probowali zwabic nas do swoich hoteli haslem "Lonely Planet". Mowili, ze ich hotel albo jest w przewodniku Lonely Planet, albo ze na mapie w LP nam go pokarza. Nasz stosunek do tego przewodnika jest niezbyt przychylny. Aga nawet wytlumaczyla jednemy panu, ze "Lonely Planet is shit" i skutecznie tym sposobem sie go pozbyla. Koniec koncow na placu boju pozostal jedne, ktory o LP akurat nie wspomnial i wlasnie w jego hostelu wyladowalismy za 14$ ze sniadaniem na 2 osoby.&lt;br /&gt;Dosc szybko zwiedzilismy piekne stare miasto, dawna siedzibe wladcow Wietnamu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgZ8gIpM-I/AAAAAAAAHPA/5dTCLD_r6l8/s1600/Picture+022.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgZ8gIpM-I/AAAAAAAAHPA/5dTCLD_r6l8/s320/Picture+022.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Tony Halik na krancach swiata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgayG0F9UI/AAAAAAAAHPI/Q7iOYxE2F1s/s1600/Picture+025.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgayG0F9UI/AAAAAAAAHPI/Q7iOYxE2F1s/s320/Picture+025.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Imperial City w Hue.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zarezerwowalismy&amp;nbsp; tez na nastepny dzien wycieczke do bylej strefy zdemilitaryzowanej pomiedzy Polnoca a Poludniem. Agencja, polecana przez Footprinta, oczywiscie reklamowala sie jako polecana przez LP... Grrrrr! Takie polecanie jest w cenie i niesie ze soba duzo wyzsza cene uslugi. Zaplacilismy 28$ od osoby, a w hotelu pan oferowal nam podobna wycieczke za 16$. Jak sie jednak okazalo bylo warto.&lt;br /&gt;Nasz przewodnik walczyl po wycofaniu sie Amerykanow z ofensywa armii polnocnej. Spedzil pozniej, jak mowil "tylko 3 lata" w wiezieniu. Byl pelen optymizmu na przyszlosc i twierdzil, ze jest szczesliwy, bo ma prace i stac go na wyslanie dzieci do szkoly. No i zdecydowanie mowil, ze zmiany na dobre to wynik otwarcia sie Wietnamu na kraje kapitalistyczne i ich inwestycje. Powiedzial, ze Wietnam ma 2 opcje: albo Chiny, albo Ameryke i panstwa zachodnie. Stwierdzil przy tym od razu, ze Wietnamczycy nie lubia Chin, wiec opcja faktycznie pozostaje tylko jedna. Najpierw zabral nas do ruin kosciola, w ktorym ukrywali sie zolnierze Polnocy. Po drodze zatrzymalismy sie tez przy "Horrible Highway", ktora ludzie uciekali przed bombardowaniami. Co ciekawe, uciekali na poludnie, a nie na polnoc skad maszerowali komunisci... Nastepnie odwiedzilismy wzgorze z bunkrem, z ktorego widac bylo linie McNammary (elektroniczny system wczesnego ostrzegania przed atakiem z polnocy) i strefe zdemilitaryzowana (DMZ) utworzona przy polnocnej granicy poludniowego Wietnamu. W czasie jazdy rozwazalismy wspolnie rozne tematy z zakresu historii i wojskowosci. Byla z nami rodzinka z Holandii, ktorej glowa dosc powaznie byla zainteresowana tymi kwestiami. Byla tez parka anglojezyczna. Po stwierdzeniu Holendra, ze najwiekszymi morderacami na swiecie byli Mao, Stalin, a dopiero na trzecim miejscu Hitler, dziewczyna anglojezyczna zapytala skad byl Stalin. W tym momencie dalbym sobie reke uciac, ze byli to Amerykanie. Okazalo sie, ze byli to po prostu malo zainteresowani historia Australijczycy.&lt;br /&gt;Odwiedzilismy tez cmentarz wojskowy. W Wietnamie gineli zolnierze z Poludnia i Polnocy, ale tylko dla tych drugich sa cmentarze. Zolnierze z Poludnia sa zapomniani, ich spotkania sa nielegalne, nie maja wysokich emerytur. Zwyciezcy pisza historie. Na cmentarzu zapytalem naszego przewodnika jak sie czuje bedac w miejscu gdzie leza ludzie, ktorzy chcieli go zabic. Odpowiedzial, ze jest buddysta i ze on zyczy wszystkim ludziom dobrze za zycia jak i po smierci. Szanuje ich pamiec jako zmarlych i nie ma wobec nich zadnych zlych uczuc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgbYW_oscI/AAAAAAAAHPQ/kipRpweniQE/s1600/Picture+026.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgbYW_oscI/AAAAAAAAHPQ/kipRpweniQE/s320/Picture+026.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Oficer armii Poludnia przed grobami zolnierzy Polnocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnym punktem wycieczki byl most&amp;nbsp; bedacy kiedys granica miedzy Polnoca a Poludniem. Po stronie Poludniowej byl dosc mocno chroniony. Byla wieza z wartownicza ze swiatlami "szperaczami" itp. Po stronie Polnocnej byl tylko posterunek policji i zestawy glosnikow do propagandy. Na Polnoc nikt raczej nie chcial uciekac z Poludnia, wiec zabezpieczenia potrzebne nie byly.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgcGpdd6vI/AAAAAAAAHPY/-O90M5R3oMU/s1600/Picture+028.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgcGpdd6vI/AAAAAAAAHPY/-O90M5R3oMU/s320/Picture+028.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Posterunek policji i po prawej polnocnokoreanskie "szczekaczki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnim przystankiem byly tunele budowane w celu ochrony przed bombardowaniami. Byly one juz po polnocnej stronie i siegaly nawet do 23 metrow w glab ziemi. "Normalnie" ludzie zyli na glebokosci 16 metrow, jednak kiedy Amerykanie zrzucali bomby kopiace, musieli przeniesc sie na najnizszy poziom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgfX76hXEI/AAAAAAAAHPw/RmS3O9WImzo/s1600/Picture+030.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgfX76hXEI/AAAAAAAAHPw/RmS3O9WImzo/s320/Picture+030.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;G.I. Jane w poszukiwaniu Commies&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFggKmPflEI/AAAAAAAAHP4/NMUx4R72OEc/s1600/Picture+031.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFggKmPflEI/AAAAAAAAHP4/NMUx4R72OEc/s320/Picture+031.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;G.I. Joe na tropie Charlies&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprocz kwestii wojennych dyskutowalismy tez o codziennosci. Dowiedzielismy sie miedzy innymi, ze w Wietnamie nie ma prawie wcale mleka. Krowy, ktore sie tutaj hoduje sa przeznaczone tylko na mieso. Wietanam musi wiec sprowadzac mleko z innych krajow, m.in. z Nowej Zelandii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFghHRaGk6I/AAAAAAAAHQA/yn1JbYUyxW0/s1600/Picture+045.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFghHRaGk6I/AAAAAAAAHQA/yn1JbYUyxW0/s320/Picture+045.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Sliczna krowka, ale mleczka ci ona nie daje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga powrotna do Hue wiodla wzdluz pieknego wybrzeza Morza Chinskiego, przez male wioski. Piekne plaze, czysciutka woda i niestety coraz wiecej budynkow hotelowych. Wietnamska wies jest jednak bardzo biedna, co widac golym okiem w tym, jak ludzie zyja, jak sie ubieraja. Sa to jednak ludzie szczesliwi i usmiechnieci, w czym pewnie pomaga im wiara i brak rozbudowanej konsumpcji (co sie raczej szybko zmienia w zlym kierunku). Mimo pory deszczowej wody w rzekach i na polach ryzowych bylo bardzo malo. Pogoda w Wietnamie poki co nas rozpieszczala i porzadnie nas jeszcze nie zlalo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFghx5bCqbI/AAAAAAAAHQI/9fA8_1MP0j8/s1600/Picture+032.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFghx5bCqbI/AAAAAAAAHQI/9fA8_1MP0j8/s320/Picture+032.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;www.przeprowadzki.vietnam.com&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia rano pojechalismy do Hoi An (3$). Z Hue to tylko 100 km, ale nasz super autobus jechal 4 godziny. Klimatyzacja byla tylko na dachu, w srodku byl tylko cieply nawiew. Jedna z najgorszych podrozy busem w ciagu ostatnich 6 miesiecy! Po drodze spotkalismy jeszcze wietnamskiego kolekcjonera banknotow, ktory bardzo sie uradowal gdy wreczylismy mu polska 50tke z Kazimierzem Wielkim.&lt;br /&gt;W Hoi An, podobnie jak w Hue nie rezerwowalismy wczesniej hostelu. Wysiedlismy z busa i po drugiej stronie ulicy znalezlismy fajna dwojke za 15$. Od razu zamowilismy wycieczke do My Son na nastepny dzien (6$ z obiadem i powrotem lodzia) oraz autobus do Nha Trang na wieczor po wycieczce (15$/osobe). Pozwiedzalismy troche miasto bez wchodzenia do zabytkow i placenia za nie. Bylo to jak dotad najladniejsze miasto w Wietnamie. Piekny kryty japonski most, brazowa rzeka przez srodek, a przy niej zolte domy, i do tego blekitne niebo i zar lejacy sie z niego. Po raz pierwszy sprobowalismy tez soku z bambusa z lodem z ulicznej wyciskarki - pycha!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgicLgpXzI/AAAAAAAAHQQ/Dc9JpeOKe9c/s1600/Picture+034.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgicLgpXzI/AAAAAAAAHQQ/Dc9JpeOKe9c/s320/Picture+034.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Friends for ever!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgjNoE0uZI/AAAAAAAAHQY/rLdyeyddKw4/s1600/Picture+036.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgjNoE0uZI/AAAAAAAAHQY/rLdyeyddKw4/s320/Picture+036.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Komunikacja miejska w Hoi An&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgjwFf5jYI/AAAAAAAAHQg/RTB0-19SYIU/s1600/Picture+037.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgjwFf5jYI/AAAAAAAAHQg/RTB0-19SYIU/s320/Picture+037.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;A przykladowy wielbiciel bambusa wyglada wlasnie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgkVLynU4I/AAAAAAAAHQo/0nSPrRd_eyA/s1600/Picture+038.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgkVLynU4I/AAAAAAAAHQo/0nSPrRd_eyA/s320/Picture+038.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wojtek Cejrowski 2.0&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia rano pojechalismy busem na wyprawe do My Son (nie "maj san", tylko "mi son", z bardziej dublinskim akcentem;)). Piekne swiatynie z indyjskimi wplywami, cos na ksztalt Angor Wat podobno. Troche zniszczone niestety przez dzialania wojenne. Najlepszy z calej wyprawy byl jednak przewodnik, ktory zachowywal sie jak Mariusz Mix Kolonko i z jego werwa przekazywal nam swoje opowiesci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFglK0bWOXI/AAAAAAAAHQw/ZjVLu_VokdQ/s1600/Picture+039.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFglK0bWOXI/AAAAAAAAHQw/ZjVLu_VokdQ/s320/Picture+039.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Brat Mariusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgl7mWwRVI/AAAAAAAAHQ4/RJqu5T9FJ_Y/s1600/Picture+041.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgl7mWwRVI/AAAAAAAAHQ4/RJqu5T9FJ_Y/s320/Picture+041.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Panienka z parasolka upolowala wielkiego fallusa :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgnOPuvm4I/AAAAAAAAHRA/PCQEubqUTS4/s1600/Picture+044.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgnOPuvm4I/AAAAAAAAHRA/PCQEubqUTS4/s320/Picture+044.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Motomyszy z Marsa on tour.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do miasta wrocilismy lodka z przystankiem w wiosce stolarskiej.&lt;br /&gt;Po powrocie wzielismy tylko prysznic i wpakowalismy sie do nocnego autobusu do Nha Trang. 12 godzin w nim spedzonych nie nalezalo do najprzyjemniejszych, szczegolnie dla mnie. Spalem moze maksymalnie 3 godziny, mimo ze byl to autobus z miejscami do spania. Klimatyzacja nie byla swietna, fotele z pseudoskory sprawialy, ze oplywalismy potem, a stan drog przysporzyl mi kilku siniakow.&lt;br /&gt;W Nha Trang wyladowalismy o 6 rano i znowu wykonalismy numer z wpakowaniem sie do hostelu zaraz przy przystanku autobusu. Jak sie okazalo plaza byla o cale 2 minuty od tego miejsca, wiec zamiast spac poszedlem plywac o 6 rano, razem z tlumami Wietnamczykow. Aga niestety, z powodu problemow z paluszkiem u nogi, zdecydowala sie nie sprawdzac bajecznej przejrzystosci wody i jej ciepla. Plywanie zajelo mi tylko pol godzinki, bo kondycje zostawilem chyba w Polsce... Udalismy sie wiec na zasluzone sniadanko w barze na rogu i na lezakowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgoZwBhWaI/AAAAAAAAHRI/3sQSikB2FMs/s1600/Picture+051.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgoZwBhWaI/AAAAAAAAHRI/3sQSikB2FMs/s320/Picture+051.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Jedyne interesujace obiekty w Nha Trang.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plaza z rana, gdy nie bylo jeszcze zbyt goraco, byla zapelniona tubylcami. Wraz z narastaniem goraca pojawili sie na niej turysci i zaczeli sie smazyc na lezakach za 25$. My po raz kolejny okazalismy sie zwierzetami "nieplazowymi" i bez zalu zamowilismy na nastepny poranek 2. sierpnia autobus do Sai Gonu. Jesli ktos planuje wybrac sie do Nha Trang to odradzam, chyba ze ma sie troche wiecej czasu i kasy i chce sie ponurkowac. Nie ma sensu jechac tam zeby zobaczyc plaze i lezec plackiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Z Sai Gonu niestrudzony korespondent,&lt;br /&gt;Michal&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-5860270400193435994?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/5860270400193435994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/ding-dang-dong-w-wietnamie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5860270400193435994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5860270400193435994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/08/ding-dang-dong-w-wietnamie.html' title='Ding dang dong w Wietnamie.'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TFgRnuJg3VI/AAAAAAAAHNw/JTfE_SGt0SY/s72-c/Picture+002.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-5717656834715782797</id><published>2010-07-27T12:18:00.001+01:00</published><updated>2010-07-27T12:53:28.079+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nanning'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='yangshuo'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='shenzen'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż 2010'/><title type='text'>Chinska Republika Ludowa napoczeta z lekka....</title><content type='html'>Zaczelo sie, jak juz wspominalem od Shenzen. Wszystkie kontrole graniczne przeszlismy pomyslnie i wyszlismy z budynku strazu granicznej. Od razu kilka osob zaoferowalo nam taxi, ale my mielismy inny plan. Kierowalismy sie dobrymi radami z przewodnika Looney Planet po Chinach. Mialy byc schody ruchome po lewej, zaraz po wyjsciu z budynku. I byly! Byl tez pan policjant, ktory byl na tyle mily, ze widzac nasze zagubione z lekka miny, sam zaoferowal sie poprowadzic nas do miejsca gdzie mozemy kupic bilet na autobus do Yangshuo, czyli do jakiejs agencji. Troche bylo nam to nie po mysli, bo chcielismy sami popisac sie swoja znajomoscia jezyka chinskiego i kupic bilet w kasie dworcowej. Nie bylo nam jednak dane. Policjant dzielnie przy nas pelnil warte gdy dopytywalismy sie o cene i negocjowalismy ja. Wtedy myslalem, ze pewnie kolesie z agencji odpalaja mu czesc doli z biletu, ale teraz mysle, ze pewnie po prostu chcial pomoc i miec oko na nas zeby nam nic sie nie stalo. Przeciez gdyby cos sie nam stalo, to bylaby hanba dla pogrobowcow Mao.&lt;br /&gt;Po dosc dlugich negocjacjach jeden z panow zaakceptowal nasza cene. Drugi jednak nie chcial jej w ogole slyszec i upieral sie przy swoim. Jego upor byl dosc wazny dla calej sprawy, poniewaz to on byl szefem i mogl jesc swoja zupke przy biurku. Jego kolega natomiast tylko przyprowadzal klientow. Skonczylo sie wiec na tym, ze opuscilismy naszego zaprzyjaznionego policjanta, rozumiejacego bezblednie nasza chinska wymowe slow "Yangshuo" oraz "bus", i skierowalismy sie w strone dworca kolejowego. Tam tez ponoc maja jakies bilety do Guilin, z ktorego rzut beretm do Yangshuo.&lt;br /&gt;Na dworcu kolejowym dogadac sie nielatwo, frustracja wiec narastala. Ze slowem "guilin" na ustach ustawilismy sie jednak w koncu we wlasciwej kolejce do kasy. Ku naszej uciesze za nami ustawil sie mlody Chinczyk studiujacy w Kanadzie. Wypytal w naszym imieniu pana w okienku co, jak i za ile do Guilin. Biletow prawie juz nie bylo, a jedyne ktore zostaly byly piekielnie drogie, cos w okolicach 1500 yuanow chyba. Razem z nami ta sama podroz chciala odbyc para Hiszpanow w srednim wieku, ich ta cena tez zastopowala...&lt;br /&gt;Kanadyjski Chinczyk okazal sie bardzo milym chlopakiem i poszedl z nami (do naszej grupy poszukiwawczej dolaczyli Hiszpanie) na dworzec autobusowy. Czyli po zasiegnieciu rady u policjanta, do kolejnej agencji :) Nawet za bardzo nie negocjowalismy tam, poniewaz autobus odjezdzal zbyt wczesnie i w zwiazku z tym do Yangshuo dojezdzal zaraz po polnocy. Tego nie chcielismy. Pozegnalismy sie z naszym milym pomocnikie&lt;img alt="" src="file:///G:/travels%202010%20michcio/IMG_8537.JPG" /&gt;m i postanowilismy isc jednak zaplacic cene, ktorej pan zadal w pierwszej agencji. Po drodze zgarnela nas jeszcze jakas pani naganiajaca na bilety. Cena okazala sie w miare w porzadku (bo taka sama jak w pierwszym biurze), godzina odjazdu tez byla ok. Problem byl w tym, ze byly tylko 2 bilety, a nas bylo 4. Hiszpanie dobrowolnie zrezygnowali i to my kupilismy tam bilety za 280 yuanow kazdy (1 yuan = 0,5 zlotego). Bilety mialy byc na autobus z miejscami lezacymi, ale jakos nie moglismy sobie tego wyobrazic i spodziewalismy sie czegos na ksztalt poludniowoamerykanskich rozkladanych siedzen.&lt;br /&gt;Z potwierdzeniem kupna biletow w reku bylismy juz zdecydowanie bardziej spokojni. Nasz autobus odjezdzal o 20:30 z Shenzen, a do Yangshuo dojezdzal w sobote kolo 7 rano. Zostawilismy wiec plecaki w agencji wsrod kopcacych papieros za papierosem Chinczykow i poszlismy rozejrzec sie za czyms do jedzenia. Zauwazylismy, ze Chinczycy bardzo lubia palic i robia to wszedzie. Cos takiego jak zakaz palenia w restauracjach tam nie obowiazuje - jak widac wolnosci osobiste maja tam szersze niz w krajach zachodnich ;)&lt;br /&gt;Najwiekszym szokiem byl dla nas kompletny brak normalnych literek. Wszedzie otaczaly nas chinskie "domki", ktorych nijak nie potrafilismy rozczytac. Probowalismy porownywac znaki ktorych znalismy znaczenie z tymi, ktore widzielismy dookola - bezskutecznie. Obiad wiec wybralismy stara dobra metoda wzrokowa - menu bylo ze zdjeciami. Po smacznym posilku wybralismy sie na krotki spacer po miescie. Duzo tam wysokich, pieknych i nowych budynkow. Na ulicach troche mniej czysto niz w Hong Kongu, ale generalnie panuje porzadek. Porzadku tego strzeze dosc pokazna liczba policjantow. To chyba jedyny przejaw innego systemu w Chinach. Jeden z nich na naszych oczach zaczal przeszukiwac jakiegos obywatela swojego kraju, zabral mu legitymacje, a nawet karte sim z telefonu. Wystepuja tez, dosc komicznie wygladajace rowery policyjne z migajacymi swiatlami, czerwonym i niebieskim.&lt;br /&gt;Daleko w miasto sie nie zapuscilismy. Usiedlismy na mrozona kawe i herbate w kafejce jakis kilometr od dworca. Napoje byly bardzo smaczne, ale droga do toalety byla dosc skomplikowana. Nalezalo zglosic pani kelnerce zapotrzebowanie na WC i wtedy ona wreczala nam kartonik. Z owym kartonikiem wychodzilo sie z lokalu bocznymi drzwiami i szlo sie dalej za rog budynku. Tam czekal przy drzwiach pan, ktory zabieral nam kartonik i wpuszczal nas do przybytku rozkoszy. Wiekszosc wc w Chinach, szczegolnie tych publicznych, to toalety typu "na Malysza", niewazne czy dla kobiet czy mezczyzn - pelne rownouprawnienie.&lt;br /&gt;Jakos doczekalismy wieczora spacerujac sobie tam i z powrotem po dworcu i przez kilkanascie minut obserwujac tropikalny deszcz (pewnie to resztki tajfunu Conson, ktory uderzal akurat ta czesc swiata). Okolo 20:30 ruszylismy spod agencji w nieznanym nam kierunku. Z plecakami bieglismy doslownie za naszym "przewodnikiem". Wiedzielismy mniej wiecej gdzie jest dworzec i troche dziwnie czulismy sie idac w przeciwnym kierunku. Wyprowadzil nas gdzies na ulice w poblizu dworca i tam czekalismy na autobus. Warto dodac, ze razem z nami byli Hiszpanie, dla ktorych zabraklo biletow w naszej agencji. Okazalo sie, ze w innej agencji byly na ten sam autobus (czary mary). Po jakis 10 minutach podjechal autobus. Przed wejsciem do srodka, pani z obslugi polecila nam zdjac buty i wkroczylismy... Zgodnie z obietnica byl to bus z lozkami. Jeden rzad pietrowych lozek pod oknem, przejscie, rzad na srodku, przejscie i rzad pod drugim oknem. Lozka bardzo wygodne, z poduszkami i koldrami. Genialny pomysl i swietny sposob przemieszczania sie noca... dla ludzi ponizej 180, a najlepiej 170 cm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5XPevEs7I/AAAAAAAAHKo/mP2gPLoysDw/s1600/IMG_8358.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5XPevEs7I/AAAAAAAAHKo/mP2gPLoysDw/s320/IMG_8358.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Nogami do przodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga z tego co pamietam wiodla glownie, jesli nie wylacznie autostrada. Wjezdzalismy tez do miast, na dworce i na stacje benzynowe w celu oproznienia pecherzy. Mijane miasta wcale nie sprawialy wrazenia zacofanych. Wrecz przeciwnie. Jesli ktos mysli, ze Chiny to kraj trzeciego swiata, to powinien swoj poglad dosc mocno zweryfikowac. Miasta wygladaja duzo lepiej i czysciej niz przykladowo Dublin. Biurowce, rozblyskujace kolorami teczy reklamy wielkopowierzchniowe, makdonaldy i inne miedzynarodowe marki na kazdej ulicy. Chiny gonia do przodu i to szybko. Wiele sie tam buduje i to buduje wysoko. Samochody jakimi poruszaja sie Chinczycy to znane swiatowe marki, lub ich lokalne kopie. Chevrolet to w Chinach Chery, maja tez swoje BMW, czyli BYD i jeszcze kilkanascie firm, ktorych znaki i nazwy widzialem po raz pierwszy, za to karoserie cos mi przypominaly. Do uzytku tych pojazdow jest siec autostrad, ktorej pozazdroscily by prawie wszystkie kraje europejskie. Jadac autostrada do Yangshuo, czy pozniej do Nanning, myslalem ze fajnie byloby zeby w Argentynie bylo choc troche takich drog (nie mowie nawet o Polsce!).&lt;br /&gt;W Yangshuo zameldowalismy sie nad ranem w sobote. Wysiedlismy z busa i zaatakowal nas sympatyczny pan, zwacy siebie Robertem. Troche dziwne imie jak dla Chinczyka, ale dosc sprawnie poslugiwal sie angielskim i mial wizytowke hostelu polecanego przez Looney Planet, wiec sie skusilismy na jego uslugi. Hostel do ktorego nas zawiozl wcale nie nosil nazwy z przewodnika. Tamten, podobno byl zajety ;) Po krotkich negocjacjach, cena za dwojke z TV i lazienka stanela na 90y za noc. Zarezerwowalismy od razu 3 noce. Do tego zaproponowal nam 3 dni wycieczek i bilet na autobus do Nanning w promocyjnej cenie 1600yuanow za osobe. Wiedzielismy, ze troche przesadza, wiec twardo schodzilismy w dol. Ostateczna cena za osobe: 750 yuanow :) W miedzyczasie pod naszymi nogami przebieglo kilka karaluchow, ktore jak twierdzil Robert, ludzie przyniesli z gor. Taaaaa, jasssne.... &lt;br /&gt;Pierwszy dzien byl wycieczka rowerowa po okolicach Yangshuo z przewodnikiem. Wszystkie bilety mielismy wliczone, wiec ze spokojna glowa ogladalismy krajobrazy i scigalismy sie na rowerach z naszym przewodnikiem. Przewodnikiem byl inny Chinczyk o dziwnie brzmiacym imieniu Kevin :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5amnTw-2I/AAAAAAAAHKw/ytCP6mjohSY/s1600/IMG_8398.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5amnTw-2I/AAAAAAAAHKw/ytCP6mjohSY/s320/IMG_8398.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Aga odnalazla swoje ulubione zwierzatka. Czeka nas chyba kopanie basenu kolo bloku, zeby mialy gdzie plywac...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5bi2etdEI/AAAAAAAAHK4/zmRkSWEFDi0/s1600/IMG_8420.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5bi2etdEI/AAAAAAAAHK4/zmRkSWEFDi0/s320/IMG_8420.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Lady Mountain z dwoma dzirami... Ktos ma sprosne mysli?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5cEid0gaI/AAAAAAAAHLA/Yi_a-kUF4T8/s1600/IMG_8413.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5cEid0gaI/AAAAAAAAHLA/Yi_a-kUF4T8/s320/IMG_8413.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Rzeczka z widoczkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ramach wycieczki zaliczylismy tez spacer po jaskini z kapiela w blocie i cieplych zrodlach. Jaskinia byla o tyle fajna, ze wszystko mozna bylo dotknac, obejrzec z bliska, a pewnie nawet polizac jesli ktos mial ochote.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5dwcquEGI/AAAAAAAAHLY/UXbrgz-nmv8/s1600/IMG_8451.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5dwcquEGI/AAAAAAAAHLY/UXbrgz-nmv8/s320/IMG_8451.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Bliskie spotkania z nietoperzami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5edeTdmiI/AAAAAAAAHLg/WMda3NbjBeI/s1600/IMG_8456.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5edeTdmiI/AAAAAAAAHLg/WMda3NbjBeI/s320/IMG_8456.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zwirek i Muchomorek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5e0Nrho9I/AAAAAAAAHLo/ECZWJWuIfAI/s1600/IMG_8458.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5e0Nrho9I/AAAAAAAAHLo/ECZWJWuIfAI/s320/IMG_8458.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Podziemna sauna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W cenie byla tez krotka wspinaczka na Moon Mountain. Podczas tej ostatniej caly czas sledzila nas pani sprzedajaca butelki z woda. Lat miala na pewno wiecej niz my oboje i tylko kilka swoich zebow. Usmiechala sie za to co chwila do nas swoimi srebrnymi zabkami i oferowala wode lub wachlowanie. Koniec koncow, zrobilo nam sie jej szkoda, mimo ze wody mielismy duzo i kupilismy buteleczke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5coDG5kRI/AAAAAAAAHLI/1BZf6RHLNDY/s1600/IMG_8477.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5coDG5kRI/AAAAAAAAHLI/1BZf6RHLNDY/s320/IMG_8477.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Moon Hill&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5dBCbVNFI/AAAAAAAAHLQ/kmtaPwKQJJo/s1600/IMG_8482.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5dBCbVNFI/AAAAAAAAHLQ/kmtaPwKQJJo/s320/IMG_8482.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Moon Hill a w tle Moona Mountains i Moona River :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5fPlXFzuI/AAAAAAAAHLw/PzN_6F1Txlw/s1600/IMG_8487.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5fPlXFzuI/AAAAAAAAHLw/PzN_6F1Txlw/s320/IMG_8487.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Droga dookola Yangshuo jest jedna z najbardziej zatloczonych w okolicy (pod wzgledem ruchu jednosladow). Chociaz akurat tego na tym zdjeciu nie widac :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obiadek zjedlismy w poblizu biura "jaskiniowego". Nie skusilismy sie jednak ani na zaby, ani slimaki, ktore byly w ofercie, ale na proste warzywka z ryzem - pycha!&lt;br /&gt;Po powrocie do hotelu, kupilismy piwko i poleglismy na lozkach. W autobusie nie wyspalismy sie za bardzo, wczesniejsza noc tez nie byla swietna. Obudzilismy sie nastepnego dnia po 14 godzinach snu (w tym miejscu specjalne pozdrowienia dla pulkownika Lesiaka;)).&lt;br /&gt;Po wybudzeniu sie ze spiaczki w niedziele, wyjechalismy na wycieczke do starego chinskiego miasta Huang Yao. Droga zajela nam jakies 1,5 godziny. Poruszalismy sie, jak to w Chinach bywa, klimatyzowanym busem po autostradzie. Dodam, ze nie byla to wycieczka pokazowa tylko dla turystow z zachodu. Bylismy jedynymi przedstawicielami innej cywilizacji w autobusie i podczas calego pobytu w starym miescie. Stanowilismy swoista atrakcje, kazdy kto potrafil, mowil do nas "hello". Przodowaly w tym zwlaszcza dzieciaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE60Vq-rKSI/AAAAAAAAHL4/L_JGam8G4uI/s1600/IMG_8537.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE60Vq-rKSI/AAAAAAAAHL4/L_JGam8G4uI/s320/IMG_8537.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE61G_ZJc8I/AAAAAAAAHMA/vbdFEja9yQA/s1600/IMG_8514.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE61G_ZJc8I/AAAAAAAAHMA/vbdFEja9yQA/s320/IMG_8514.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE61rKk52eI/AAAAAAAAHMI/i2NyB49Lzeo/s1600/IMG_8516.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE61rKk52eI/AAAAAAAAHMI/i2NyB49Lzeo/s320/IMG_8516.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Swojskie klimaty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE62Uql9A1I/AAAAAAAAHMQ/0ulWAUuT15E/s1600/IMG_8534.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE62Uql9A1I/AAAAAAAAHMQ/0ulWAUuT15E/s320/IMG_8534.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE63Hza9LpI/AAAAAAAAHMY/sRKljVjksN4/s1600/IMG_8551.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE63Hza9LpI/AAAAAAAAHMY/sRKljVjksN4/s320/IMG_8551.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE639bw6X8I/AAAAAAAAHMg/oexvKmR9WEc/s1600/IMG_8556.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE639bw6X8I/AAAAAAAAHMg/oexvKmR9WEc/s320/IMG_8556.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Suszone sliwki z sola, przynajmniej tak to cos smakuje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE648KwvGXI/AAAAAAAAHMo/83iuuTZO5KY/s1600/IMG_8566.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE648KwvGXI/AAAAAAAAHMo/83iuuTZO5KY/s320/IMG_8566.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dzieciaki bawiace sie papierowym smokiem (nie zmiescil sie w kadrze;))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE65sJXZpJI/AAAAAAAAHMw/uxF9dplM5-M/s1600/IMG_8571.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE65sJXZpJI/AAAAAAAAHMw/uxF9dplM5-M/s320/IMG_8571.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;3 baseniki do prania (3 na gorze), jeden do mycia warzyw (lewy dol) i jeden z woda do picia (prawy dol).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE67L6y3RyI/AAAAAAAAHM4/7_n_SIGOqQs/s1600/IMG_8585.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE67L6y3RyI/AAAAAAAAHM4/7_n_SIGOqQs/s320/IMG_8585.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Stare miasto to i niektorzy ludzie wiekowi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE68PYgAKuI/AAAAAAAAHNA/90tm8PzfJEQ/s1600/IMG_8589.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE68PYgAKuI/AAAAAAAAHNA/90tm8PzfJEQ/s320/IMG_8589.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zwiazku z tym, ze obcokrajowcow bylo tam zero, menu w restauracji bylo tylko w jezyku chinskim. Naszych ulubionych obrazkow tym razem zabraklo. Dookola nas zlecialy sie chyba wszystkie kelnerki probujac rozgryzc co chcemy zamowic. Jedna z nich znala nawet kilka slow po angielsku. No moze nie kilka, tylko jedno, "chicken", i wydawala przy tym odglosy jakie wydaje normalnie kura. Wszyscy bardzo chcieli nam pomoc i byli bardzo mili. W koncu jedna z pan zabrala Age do kuchni i tam wskazujac palcem, Agnieszka wybrala obiad dla nas.&lt;br /&gt;Po powrocie, probowalismy dostac sie gdzies na internet zeby zabukowac sobie kolejny hostel w Nanning. Pan manager w kafejce oswiadczyl nam jednak, ze internet jest i owszem, ale trzeba wylegitymowac sie chinskim dokumentem. Pozostalo nam lapanie wifi pod kafejka w ktorej wczesniej udalo nam sie zdobyc haslo za cene wypicia herbaty.&lt;br /&gt;Dopiero w Yangshuo mielismy okazje zaznac w pelni chinskiego ruchu ulicznego. Skuterow w Panstwie Srodka jest pewnie niewiele mniej niz ludnosci. Przynajmniej takie wrazenie mozna odniesc z tego, co sie widzi na ulicach. Tysiace skuterow! Najlepsze jest to, ze wszystkie zasady ruchu ulicznego sa mocno rozluznione. Na ulicach Chinczycy maja duzo wieksza wolnosc na drogach niz cywilizowany swiat zachodni. Zasada jest taka, zeby poruszac sie zdecydowanie do przodu, nigdy do tylu. Jesli ktos ma Cie ominac, to ominie cie wlasnie z tylu, wiec nie rob mu psikusa cofajac sie. Przyzwyczajenie sie do tego natloku na ulicach zajmuje troche czasu.&lt;br /&gt;Inna ciekawa rzecza sa rusztowania w Azji. Nie sa takie do jakich jestesmy przyzwyczajeni w Europie. Solidne, metalowe lub drewniane. Tutaj sa one zrobione z bambusa i dziala to swietnie. Lekkie i bardzo wytrzymale. W sumie nie ma sie co dziwic, ze nie ma takich w Europie, ale pierwsze wrazenie bylo szokujace, nie za bardzo ufalismy ich sile przechodzac pod nimi.&lt;br /&gt;Wieczorem w niedziele wybralismy sie do centrum Yangshuo i przerazilo nas ono. Takiego tloku turystow z calego swiata, nie widzielismy juz od dawna. Totalnie nas to zniechecilo do poruszania sie po centrum wieczorowa pora. Chinskich turystow bylo co prawda jakies 70%, ale i tak sporo bylo hosteli i barow nastawionych tylko na bialych. Zawsze staramy sie unikac takich miejsc, dlatego w sumie cieszylismy sie, ze spimy poza centrum. Znalezlismy tez International Youth Hostel, za ktorego reprezentanta podszywal sie nasz Robert. Troche kiepsko, ze nas oszukal, ale i tak wolelismy spac z karaluchami niz z gromadka amerykanskich dzieciakow.&lt;br /&gt;Poniedzialek mial byc dniem splywu lodka rzeka Li. Mielismy poplynac z Xing Ping do Guilin i z powrotem. Wycieczka byla zaplanowana na popoludnie, wiec z rana powloczylismy sie jeszcze troche po miescie i zjedlismy sniadanko w chinskiej jadlodajni (tradycyjnie wskazujac palcem). Dostalismy tez od Roberta bilety na autobus do Nanning na nastepny dzien, na 8:00. Powiedzial, ze jak pojedziemy na lodke, to ktos tam bedzie czekal na nas i nas odbierze. Poczatek splywu mial byc w Xing Ping, do ktorego dojechalismy lokalnym autobusem, ponownie zero bialych. Super klimat. Jazda po bocznych drogach i ogladanie wiesniakow uprawiajacych swoje poletka. W Xing Ping jednak nie czekal na nas nikt. Kilka pan bedacych tam i czekajacych na turystow powtarzalo slowo "ticket", my biletow jednak nie dostalismy wczesniej. Po kilkunastu minutach rozgladania sie i prob dogadania sie, wsiedlismy do autobusu powrotnego. Pani z recepcji zadzwonila po Roberta. Poczatkowo mowil, ze nie ma go w miescie i ze nie przyjedzie. Jednak po paru chwilach pojawil sie przed drzwiami. Probowal nam wmowic, ze nie czekalismy wcale i ze tam na nas ludzie czekali i ze on teraz bedzie sie musial tlumaczyc. Bla bla bla... darl sie przy tym w nieboglosy. Jak dla mnie nie bylo sensu z nim rozmawiac. Zapytalem go tylko, po co milibysmy tam jechac i od razu wrocic bez czekania, skoro zaplacilismy i chcielismy poplynac lodka. Logika jednak do niego nie przemawiala. Stwierdzilem, ze napiszemy mu "dobre" opinie na necie i ze ostrzerzemy wszystkich zeby na niego uwazali. Naprawde nie mozna sie z nim bylo dogadac. My spokojnie, a on do nas krzyczal w nieboglosy, wydawalo sie, ze w ogole nie chcial rozwiazac problemu. Ktorys z jego wspolpracownikow ewidentnie nawalil i nie bylo go gdzie mial byc. Tymczasem on cala wine zwalal na nas. Koniec koncow, w ramach rekompenstaty zawiozl nas nad rzeke w Yangshuo i stamtad poplynelismy kawalek w strone Guilin. Widoki byly piekne a 2 godzinki wystarczylo w sam raz. Szkoda tylko, ze tyle trzeba bylo sie nagadac zeby to zobaczyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE68v_q36LI/AAAAAAAAHNI/GI0bIMBSeNc/s1600/IMG_8611.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE68v_q36LI/AAAAAAAAHNI/GI0bIMBSeNc/s320/IMG_8611.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Krajobrazy wzdluz rzeki Li. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE69Mh63ZjI/AAAAAAAAHNQ/WN5Ps4Watkg/s1600/IMG_8629.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE69Mh63ZjI/AAAAAAAAHNQ/WN5Ps4Watkg/s320/IMG_8629.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Taka lodeczka jak na pierwszym planie plynelismy. Na drugim planie lodz rybacka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE6-Oos_0zI/AAAAAAAAHNY/OGVXAOeKys8/s1600/IMG_8679.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE6-Oos_0zI/AAAAAAAAHNY/OGVXAOeKys8/s320/IMG_8679.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Miejscowi rybacy przy lowieniu korzystaja z pomocy kormoranow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE6_B188IaI/AAAAAAAAHNg/OxWOiLcZWLg/s1600/IMG_8683.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE6_B188IaI/AAAAAAAAHNg/OxWOiLcZWLg/s320/IMG_8683.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dumnie powiewajace flagi na tle dyskotekowego mostu w Yangshuo (zmienia kolory co 2 sekundy)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po lodce postanowilismy zjesc lokalny specjal - rybe w piwie. Walory smakowe niesamowite, jednak ilosciowo nie podolalismy. Nie dosc, ze na talerzu sporo zostalo, to jeszcze bylismy tak pelni, ze zasnac bylo ciezko (cena - 45y za mega porcje na 2/3 osoby).&lt;br /&gt;Autobus do Nanning zlapalismy jakies 20 minut przed 8 we wtorek.Opoznienia nie bylo zadnego, co wiecej, wyjechal 5 minut przed czasem. Na pokladzie oczywiscie klimatyzacja, a pani z obslugi rozdala butelki wody zaraz po wyjezdzie. Co wiecej, dostalismy tez sniadanie. Trasa bardzo ladna widokowo, przez gory, tunele, pola ryzowe i prawie caly czas autostrada. Chinczycy nie przejmuja sie, ze na przeszkodzie autostrady staje im gora, po prostu buduja w niej tunel. Wspolnie z Aga stwierdzilismy, ze w Polsce pewnie gore trzeba by bylo wysadzic w powietrze, objechac lub zrezygnowac z budowy autostrady.&lt;br /&gt;W Nanning zarezerwowalismy Nanning City Hostel.Rzadzony przez Amerykanina z mala pomoca chinskiego studenta. Takiego hostelu jeszcze nie widzielismy na oczy. Weston - wlasciciel, powiedzial, ze wlasnie tak wygladaja one w US and A. Probowal wprowadzic w nim tez swoja "southern hospitality" (poludniowa goscinnosc), poniewaz pochodzil z Teksasu. Troche z nim pogadalismy. Okazalo sie, ze ozenil sie z Chinka w US and A i przeniesli sie do Nanning. Planuja jednak kiedys wrocic do Stanow. Sam hostel wyglada jak 3-poziomowe mieszkanie w bloku. Pierwszy poziom jest na 11 pietrze i pelni role recepcji, kuchni i pokoju goscinnego. Wszystko jest fajnie urzadzone i czyste. Czulismy sie tam jak w domu. DVD, internet, czysta kuchnia, dostep do netu. Gdy weszlismy do pokoju nie wierzylismy wlasnym oczom. Pokoj byl olbrzymi, z Tv i kanapa. W naszym dormie bylo 5 lozek, w tym jedno podwojne. Ciekawe bylo to, ze pojedyncze lozka byly o wymiarach takich jak podwojne w dotychczasowych hostelach. Podwojne lozko bylo w iscie amerykanskim stylu i mialo wymiary 2x2 metry. W lazience przy pokoju mielismy wanne z masazami. Troche to malo funkcjonalne, ale odrobina luksusu nie szkodzi. Wystroj hotelu, jakosc materialow, swiatlo i sam klimat sprawial, ze wcale nam sie nie chcialo z niego wychodzic. Po prostu siedzielismy przed DVD, kompem albo z ksiazka i odpoczywalismy przed reszta podrozy. &lt;br /&gt;Weston zalatwial nam wize do Wietnamu, wiec spedzilismy tam ponad 4 dni - tyle czeka sie na wize. Za jego posrednictwem kupilismy tez bilet na autobus do Hanoi. Okazuje sie, ze bus jest o polowe tanszy, jedzie kilka godzin krocej niz pociag, no i nie trzeba przemieszczac sie w nocy. Pociag pewnie bylby szybszy, ale stoi kilka godzin na granicy. &lt;br /&gt;Czasami jednak ruszalismy sie z hostelu, glownie po to zeby cos zjesc. Glownie jedlismy w pobliskich jadlodajniach ze zdjeciami. Szczegolnie jedna przypadla nam do gustu. Za dwie wielkie chinskie zupki placilismy tam 8,5 yuana. Gdy pani napisala nam ta cene na kalkulatorze, to myslelismy, ze to zart! Zupki byly pyszne! Cos jak rosolek z warzywami, mieskiem, makaronek, odrobinka sosu sojowego i innymi przyprawami. Do tego mozna sobie dorzucic jeszcze samemu chili, wiecej zielska albo naszego faworyta - kiszona fasolke szparagowa. Jesc takie dobre rzeczy za taka kase to jest skandal! Tym bardziej, ze zalewana wrzatkiem zupka w markecie kosztowala 4 yuany za sztuke.&lt;br /&gt;Wybralismy sie tez na spacer na nocny market. Zapachu jakie sie tam unosily obudzily by umarlego. Bylo tam wszystko co czlowiek da rade zjesc przyrzadzone we wszystkich smakach. Oprocz tradycyjnych kurczakow i prosiakow z grilla, byly tez oczywiscie pyszne owoce morze, wszelkiego rodzaju warzywa w tysiacach kolorow, slimaki, itd, itd. Dla nas najwieksza sensacja byl rekin i&amp;nbsp; sporych rozmiarow krokodyl lezacy i czekajacy na pocwiartowanie na jednym ze straganow. Ludzie oczywiscie bardzo mili, oferujacy z usmiechem swe potrawy. Po raz kolejny zjedlismy tyle, ze popelnilismy grzech, a reszte zabralismy ze soba do hostelu.&lt;br /&gt;W sobote 24. lipca rano, razem z poznanym w hostelu Irlandczykiem Richardem zlapalismy miejski autobus na dworzec (1yuan). Od rana padal cieply tropikalny deszcz, ktory ustal dopiero na granicy z Wietnamem. Po drodze obejrzelismy sobie "Druzyne A" na pokladowym DVD. Zaraz przed granica autobus sie zatrzymal i wygonili nas na zewnatrz na obiad (ryz, warzywka, troche mieska, kielki z kukurydza i zupka oraz owoc). Za autobus zaplacilismy 150 yuanow na osobe, a jako ze bylismy na tyle leniwi to doplacilismy po 30 za rezerwacje Westonowi. Droga do granicy to tradycyjnie autostrada, ktora skonczyla sie dokladnie przed przejsciem granicznym. Z Chin wymeldowalismy sie u pogranicznikow bez zadnych przeszkod i ruszylismy w kierunku kolejnego nieznanego kraju.&lt;br /&gt;Zaliczylismy tylko maly skrawek poludniowych Chin, ale na pewno chcielibysmy kiedys jeszcze tam wrocic! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-5717656834715782797?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/5717656834715782797/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/chinska-republika-ludowa-napoczeta-z.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5717656834715782797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5717656834715782797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/chinska-republika-ludowa-napoczeta-z.html' title='Chinska Republika Ludowa napoczeta z lekka....'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TE5XPevEs7I/AAAAAAAAHKo/mP2gPLoysDw/s72-c/IMG_8358.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-7223265140227612136</id><published>2010-07-24T17:09:00.000+01:00</published><updated>2010-07-24T17:09:32.585+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podroz 2010'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='azja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chiny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='hong kong'/><title type='text'>King Kong Hong Kong</title><content type='html'>9 lipca wczesnym rankiem zerwalismy sie z lozka w Sydney. Noca nie wyspalismy sie za bardzo. Zlozylo sie tak, ze jeden z naszych amerykanskich wspolokatorow z 4 osobowego pokoju, postanowil poimprezowac troche za bardzo i mniej wiecej od 1 w nocy zarzygiwal siebie i swoje lozko :) Jego kolega mial na niego oko, zeby sie nie udusil swoimi wymiocinami i przy okazji zeby nie zarzygal mu lozka - spal pod nim na pietrowym lozku. Generalnie jednak wrazenia z Australii byly bardzo mile i pozytywne. Troche juz jednak zmeczeni bylismy zachodnia cywilizacja i nie moglismy sie doczekac jej odmiany w wersji azjatyckiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prognozy na lot wcale nie byly zbyt dobre. Moja podreczna, przenosna stacja prognozy pogody w telefonie ostrzegala przed deszczami i burzami w Hong Kongu. Nikt nie lubi chyba latac w burzach, wiec wcale nie napawalo nas to optymizmem przed lotem. Okazalo sie, ze prognozy mojej pogodynki sa jednak malo adekwatne do rzeczywistosci. Lot odbyl sie bez wiekszych klopotow, a i pozniej pogoda nam dopisywala, mimo burzowych przepowiedni. World Mate weather forecast - shame on you! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po okolo 9 godzinach lotu i przekroczeniu rownika znalezlismy sie z powrotem na polnocnej polkuli. Nie bylo nas tutaj 5 miesiecy i musze przyznac, ze calkiem milo byc coraz blizej domu. Z Hong Kongu juz w sumie mozna przeciez dojechac do Polski droga ladowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsEyOPJ-wI/AAAAAAAAHIo/QI5rsI4xp_o/s1600/IMG_8114.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsEyOPJ-wI/AAAAAAAAHIo/QI5rsI4xp_o/s320/IMG_8114.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Duze domy z gory wcale nie sa takie duze jak z dolu, hehe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy ladowalismy przed oczami stanelo nam na chwile Rio de Janeiro z jego wzgorzami i wysepkami. Brakowalo tylko faweli na gorzystym terenie, no i te budynki w HK jednak jakies takie wyzsze. Pierwsze wrazenie jednak bylo jak najbardziej pozytywne. Miasto z gory nie wygladalo wcale na takie duze, przynajmniej w moich oczach. Pewnie to wlasnie dzieki temu, ze zamiast wszerz, buduje sie tam glownie w gore. Wyladowalismy na wyspie Lantau na ktorej jest lotnisko i stamtad zlapalismy szybki autobus do centrum. Wiza do Hong Kongu nie stanowi zadnego problemu i dostalismy na lotnisku prawo do pobytu na 90 dni. Juz na miejscu chcielismy zdobyc wize chinska i moze nawet wietnamska.&lt;br /&gt;Po drodze do hostelu, ktora wiodla glownie autostrada, podziwialismy cuda architektury i techniki jakie ulatwiaja zycie mieszkancom. Tunele i mosty miedzy wyspami, super szybkie pociagi, gigantyczne bloki mieszkalne tuz przy stromych zboczach. W odroznieniu do Rio na gorzystym terenie nie buduje sie tutaj niskich barakow lub innych budynkow na ksztalt faweli. Zbocza generalnie pozostawiane sa sobie samym, a wielkie bloki mieszkalne buduje sie wszedzie gdzie tylko jest kawalek plaskiego terenu.&lt;br /&gt;Znalezienie hostelu w centrum dzielnicy Mong Kok nie bylo az takie trudne jak sie poczatkowo nam wydawalo. Troche pokrecilismy sie w kolko, ale w koncu za rogiem jednego z budynkow odkrylismy wejscie i wjechalismy na 14 pietro, na ktorym byla recepcja. Nasza dwojka miala rozmiar 2 osobowego lozka. Byla tam co prawda tez prywatna lazienka, ale nic wiecej by sie nie zmiescilo. Bez zartow mozna powiedziec, ze wstajac z lozka wchodzilismy do lazienki i nie moglismy obydwoje stac w tym samym czasie. Pokoj wiec bardzo maly, ale przytulny i czysciutki, z TV i internetem wi-fi, ktory w HK dziala bardzo sprawnie (skype dzialal prawie jak telefon).&lt;br /&gt;W recepcji znalezlismy tez dosc duzo ksiazek na wymiane, w tym poszukiwany przez nas przewodnik po Azji Poludniowo-Wschodniej Footprinta w twardej okladce. Wlasnie te przewodniki polecamy, jesli macie wybor miedzy "Loony" Planet a Footprintem. Sa one bardziej czytelne, aktualne i generalnie przyjazniejsze dla turystow z plecakiem i mniejszym budzetem. Dodam jeszcze cene pokoju dla ciekawskich - 140 HK$ za osobodobe - cos w okolicach 60 PLN.&lt;br /&gt;Po HK najlepiej i najszybciej poruszac sie pod ziemia. Na ziemi jest nie dosc, ze bardzo tloczno, to jeszcze cholernie goraco w lecie. Po krotkim rekonesansie na powierzchni postanowilismy wiec zejsc do podziemia i zafundowalismy sobie po osmiornicy. W miedzyczasie na powierzchni opedzalismy sie od indyjskich krawcow i sprzedawcow zegarkow, oferujacych nam swe uslugi. Jeden z nich byl nawet na tyle zdesperowany, ze gdy haslo "watches, watches" nie zadzialalo, zaproponowal nam "hasish, hasish"... &lt;br /&gt;Osmiornica, czyli Octopus to karta do poruszania sie po miescie. Dziala w metrze, autobusach, promach, mozna nia nawet placic w niektorych sklepach i restauracjach. Koszt: 150 HK$ z czego 100 jest do wykorzystania, a 43 zwracaja po oddaniu karty. Miasto jest wielkie i czasami przejazdy sa naprawde dosc drogie, ale jednak i tak najlepsza metoda poruszania sie jest metro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsNluxG7yI/AAAAAAAAHKI/IJRx21E5SYU/s1600/IMG_8141.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsNluxG7yI/AAAAAAAAHKI/IJRx21E5SYU/s320/IMG_8141.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Jedna ze swiatyn w centrum miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsOxMERk3I/AAAAAAAAHKQ/MRm48D5_MEo/s1600/IMG_8176.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsOxMERk3I/AAAAAAAAHKQ/MRm48D5_MEo/s320/IMG_8176.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Niedzielna szkolka kung fu dla smokow...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsQDv6nfdI/AAAAAAAAHKg/Z-pu8MVfUYk/s1600/IMG_8199.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsQDv6nfdI/AAAAAAAAHKg/Z-pu8MVfUYk/s320/IMG_8199.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Oraz dla najmlodszych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza "baza" byla na polwyspie Kowloon, wiec do samego centrum, czyli na wyspe Hong Kong musielismy plynac promem lub jechac podwodnym metrem. Przy samym kanale dzielacym wyspe od reszty Specjalnego Regionu Administracyjnego sa zlokalizowane najwyzsze budynki, banki, firmy elektroniczne, itp.&lt;br /&gt;W metrze coraz bardziej przekonywalismy sie, ze prawda jest, ze wiekszosc Azjatow jest nizsza od Europejczykow. Stojac mniej wiecej w srodku skladu pociagu widzielismy jego koniec i poczatek, ponad glowami innych podroznych. No i te pisuary w publicznych toaletach na wysokosci kolan... Bardzo nas cieszylo to, ze wreszcie jestesmy gdzies, gdzie ludzi, kultura i cywilizacja sa inne od dotychczas nam znanych.&lt;br /&gt;Jako, ze wyladowalismy w piatek po poludniu nie bylismy w stanie nic zalatwic w kwestii wizy do Chin, musielismy czekac do poniedzialku. W poniedzialek rano przed 9 ustawilismy sie w dlugiej kolejce do chinskiego konsulatu i z niepewnoscia rozwazalismy nasze szanse na wjazd do Panstwa Srodka. Dopiero w srodku wypelnilismy podania i przez to wyprzedzilo nas wiele osob, ktore te formularze przyniosly ze soba. Nie mielismy zadnych rezerwacji hoteli ani lotow w Chinach, jedynym dokumentem jaki dolaczylismy bylo potwierdzenie naszego dalszego lotu z Bangkoku do Bombaju. Jak sie okazalo to wystarczylo. Pani kazala nam sie zglosic po odbior paszportow z wizami w czwartek. Taka wiza, na ktora sie czeka 4 dni, jest w HK darmowa, przynajmniej dla Polakow. Za przyspieszenie tempa trzeba zaplacic. &lt;br /&gt;Na wize wietnamska trzeba tez czekac 4 dni. Dowiedzielismy sie tego w czwartek, po odebraniu wizy chinskiej. Byla opcja jednodniowa, ale kosztowala 500 HK$ wiec zrezygnowalismy. Nie chcialo nam sie zostawac dodatkowych 4 dni w HK (bylismy juz tam wtedy prawie tydzien, co w zupelnosci wystarczy).&lt;br /&gt;Co robilismy w HK przez tydzien? Glownie zwiedzalismy markety uliczne. W poblizu naszego hostelu bylo ich kilka. Ladies market z odzieza, jedzeniem i pamiatkami. W ulicy obok byl market z elektronika, a w nastepnej z akcesoriami sportowymi. Po drugiej stronie glownej ulicy - Argyle Street, byl kolejny market z fatalaszkami i jedzeniem i markety z rybkami akwariowymi:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsFiIziu9I/AAAAAAAAHIw/EsQo3c2roOw/s1600/IMG_8354.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsFiIziu9I/AAAAAAAAHIw/EsQo3c2roOw/s320/IMG_8354.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Przykladowy market w godzinach niskiego "oblozenia" klientela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Troche dalej, ale ciagle w okolicy gdzie mozna dojsc bez metra, byl nocny market, na ktorym bylo wszystko doslownie. Od butow, przez szlachetne kamienie, bizuterie, jedzenie, az po fikusne majteczki i filmy dla doroslych. &lt;br /&gt;Zaliczylismy tez market z elektronika z drugiej reki. Ceny elektroniki nie powalily nas jednak, mimo wczesniejszych oczekiwan. Nowy sprzet jest generalnie niewiele tanszy niz w Polsce.&lt;br /&gt;Chyba najwiecej dolarow wydalismy na jedzenie i napoje. Panujacy upal sprawial, ze wypijalem mniej wiecej 2 litry dziennie. Korzystalismy z lokalnych stoisk z mrozona herbata oprocz wody, ktora mielismy zawsze ze soba. W rekordowym dniu wypilem 2,5 litra herbaty w 4 roznych smakach. Zielone i czarne herbaty wystepuja tam we wszelkich mozliwych smakach i z przeroznymi dodatkami. Do herbaty oprocz mleka wlewaja tam na przyklad ocet. Wrzucaja fasolke, kasze lub jakies kolorowe zelki. Ciekawostka jest tez to, ze na ulicy mozna kupic zimny sok z selera, ogorka czy papryki obok tych klasycznych smakow typu mango, grejpfrut i smoczy owoc... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsL5Td8F0I/AAAAAAAAHJ4/bm-KjAr7MgQ/s1600/IMG_8202.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsL5Td8F0I/AAAAAAAAHJ4/bm-KjAr7MgQ/s320/IMG_8202.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Na pierwszym planie smoczy owoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsMcz7bf7I/AAAAAAAAHKA/15YdpO5BO9U/s1600/IMG_8201.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsMcz7bf7I/AAAAAAAAHKA/15YdpO5BO9U/s320/IMG_8201.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Suszone owoce morza - pyszotka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do jedzenia, to kierowalismy sie zasada, ze wszystko da sie zjesc. Wybor miejsca stolowania sie zalezal glownie od tego, czy wystepowalo w nim angielskie menu, tudziez zdjecia potraw, oraz od tego jak wielu klientow dana jadlodajnia miala. Czesto tez jadalismy z ulicy, ze stoisk na ktorych panie na naszych oczach przyrzadzaly jakies blizej nam nieznane potrawy, glownie owoce morza. Moim faworytem byla osmiornica smazona w glebokim tluszczu, pycha! Bardzo smaczne tez byly suszone owoce morza sprzedawane w co drugim sklepie: ryby, krewetki, malze, a nawet rozne gatunki morskiego zielska. Niczym sie nie zatrulismy, a zupki smakowaly przewaznie wybornie i wypelnialy nas do syta. Aga najbardziej zasmakowala w zupie wonton z pierozkami, o lagodnym warzywnym smaku. Ja probowalem rzeczy ostrzejszych, nie zawsze bedac w stanie zjesc je do konca...&lt;br /&gt;W HK bez problemu mozna porozumiec sie w wiekszosci miejsc w jezyku angielskim. Wiekszosc ludzi, zna ten jezyk nawet bardzo dobrze. Ludzie sa bardzo sympatyczni, mili i pomocni. Miasto jest bardzo czyste, komunikacja porzadnie zorganizowana i klimatyzowana. Widac inna kulture w kontaktach miedzyludzkich i szacunek dla klientow w sklepach i instytucjach publicznych. Wszyscy dokladaja staran zeby sprzedac swoje produkty, nawet jesli trafiaja na tak upartych negocjatorow cen, jakimi bylismy my:). Targowac warto sie wszedzie, a na marketach jest to wrecz obowiazkowe. &lt;br /&gt;W ramach zwiedzania miasta i okolic, pojechalismy we wtorek na wyspe Lantau, ta na ktorej jest lotnisko, zeby zobaczyc jeden z najwiekszych posagow Buddy na swiecie. Wielki spizowy Budda goruje tam nad gorzystym krajobrazem wyspy. Na sam szczyt z rozmachem wjezdza gondola rozpieta nad kilkusetmetrowymi dolinami. My dostalismy sie tam klimatyzowanym busem, ktory podjezdzal i zjezdzal ze wzniesien pod ktore ciezko byloby wyjsc na piechote. Cala podroz w przyjemnej temperaturze i po plaskim jak stol asfalcie. Budda faktycznie robi wrazenie, ale na mnie wieksze zrobila buddyjska swiatynia tuz obok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsGFgTRomI/AAAAAAAAHI4/-7WXM2KQsEk/s1600/IMG_8245.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsGFgTRomI/AAAAAAAAHI4/-7WXM2KQsEk/s320/IMG_8245.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Ladny pierwszy plan, ladny i drugi, a nawet tlo ladne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsGkR6ymlI/AAAAAAAAHJA/wPPSJMpWAnI/s1600/IMG_8265.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsGkR6ymlI/AAAAAAAAHJA/wPPSJMpWAnI/s320/IMG_8265.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pierwszy plan wymiata!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsHGszrTqI/AAAAAAAAHJI/qPAcr8wYWnY/s1600/IMG_8244.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsHGszrTqI/AAAAAAAAHJI/qPAcr8wYWnY/s320/IMG_8244.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Co mi pan tu bedzie kadzil?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsHwc1xyUI/AAAAAAAAHJQ/4pMon5Mmb4g/s1600/IMG_8252.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsHwc1xyUI/AAAAAAAAHJQ/4pMon5Mmb4g/s320/IMG_8252.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Buddyjska swiatynia na wyspie Lantau.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rowniez ostatni dzien naszego pobytu w HK poswiecilismy na zwiedzanie swiatyni i ogrodow, tym razem w centrum miasta. Taka oaza spokoju i rozmyslan pomiedzy wielkimi blokami i zgielkiem autostrad. Piekna drewniana architektura, cisza i zupelnie nie znana nam religia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsJyG-RMKI/AAAAAAAAHJg/_Yh00uN2tpQ/s1600/IMG_8306.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsJyG-RMKI/AAAAAAAAHJg/_Yh00uN2tpQ/s320/IMG_8306.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Brus Li karate mistrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsKayOH_yI/AAAAAAAAHJo/MVHkTi5vZGc/s1600/IMG_8326.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsKayOH_yI/AAAAAAAAHJo/MVHkTi5vZGc/s320/IMG_8326.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zamyslona Aga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sroda w HK jest najlepszym dniem na zwiedzanie muzeow. W tym wlasnie dniu wszystkie muzea otwieraja swoje podwoje bezplatnie. Skorzystalismy z wizyty w muzeum sztuki - przepiekna chinska kaligrafia, kosmosu i historii - HK od dinozaurow do Chinskiej Republiki Ludowej. Tlumy w tym ostatnim zmeczyly nas jednak na tyle, ze wiecej nie dalismy rady zaliczyc i skonczylo sie na trzech powyzszych. &lt;br /&gt;Ludzie od promocji HK maja glowy na swoim miejscu i postanowili wykorzystac fakt, ze na wyspie Hong Kong jest kilkanascie duzych budynkow. W ramach promocji miasta codziennie wieczorem, na nabrzezu, odbywa sie spektakl muzyczno-swietlny "Symfonia swiatla". Budunki na wyspie widziane z Kowloon sa podswietlane w ramach muzyki. Glowna role odgrywa w tym oczywiscie budynek Bank of China ;) &lt;br /&gt;W tym samym miejscu z ktorego mozna obserwowac "Symfonie" jest azjatycka aleja gwiazd. Swoje rece odcisnely tam takie gwiazdy jak Jackie Chan i znany chyba wszystki Polakom, Sam Hui...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsLKiER4_I/AAAAAAAAHJw/k9iZ6EHZHJc/s1600/IMG_8300.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsLKiER4_I/AAAAAAAAHJw/k9iZ6EHZHJc/s320/IMG_8300.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Symfonia swiatla i ja w wersji azjatyckiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piatek, 16 lipca, po tygodniu pobytu w HK wsiedlismy do metra na naszej "osiedlowej" stacji Mong Kok i po przesiadce na blekitna linie, pojechalismy w kierunku stacji Lo Wu i granicy z ChRL. Jest to ostatnia stacja w HK, na niej znajduje sie chinska kontrola paszportowa. Kontrole przeszlismy bez wiekszych przeszkod, chociaz od razu bylo widac, ze wjezdzamy do panstwa gdzie mundur ma duzo wieksze znaczenie. Pan na granicy sprawdzal dokladnie nasze paszporty i wizy. Aga, ktora przeszla pierwsza, widziala ze gdy podszedlem do okienka, na komputerze pojawily sie az 4 rozne moje zdjecia (z paszportu, z wizy i jeszcze 2 inne z kamer na granicy). Wkroczylismy do Chin w miescie Shenzen, ale o tym co i jak w Chinach, juz w nastepnym poscie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&amp;nbsp; prosto z Hanoi&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-7223265140227612136?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/7223265140227612136/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/king-kong-hong-kong.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7223265140227612136'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7223265140227612136'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/king-kong-hong-kong.html' title='King Kong Hong Kong'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TEsEyOPJ-wI/AAAAAAAAHIo/QI5rsI4xp_o/s72-c/IMG_8114.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-3182526969957553186</id><published>2010-07-08T03:49:00.054+01:00</published><updated>2011-10-02T14:13:23.897+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='australia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż 2010'/><title type='text'>W krainie Ozzzz...</title><content type='html'>&lt;div dir="ltr" style="text-align: left;" trbidi="on"&gt;Po dosc dlugim pobycie w Nowej Zelandii, wyladowalismy wreszcie w Australii. W miedzyczasie troche zmienily sie nasze plany. Jako ze z Aga planujemy zakonczyc podroz troche wczesniej niz Marta z Oisinem (ktory dolaczyl juz do ekipy wycieczkowej na stale), dlatego postanowilismy rozdzielic sie i podrozowac dalej tylko we dwojke. &lt;br /&gt;Nasz pierwszy plan tej nowej wersji podrozy zakladal, ze w Australii bedziemy tylko 6 dni, od 30 czerwca do 5 lipca. Zaraz po drugiej turze wyborow i glosowaniu w Sydney mielismy leciec dalej do Hong Kongu. Niestety nie udalo nam sie przelozyc biletow na 5 lipca. Najblizszym wolnym terminem byl 9 i wlasnie jutro lecimy do Azji. &lt;br /&gt;Od poczatku wiedzielismy, ze Australia nie jest tanim krajem, wiec chcielismy spedzic tu jak najmniej czasu i stracic jak najmniej kasy, a tym samym zachowac ja na azjatycka czesc naszej podrozy. Czas byl tutaj tez bardzo waznym czynnikiem, poniewaz spedzajac w Australii caly miesiac, jak bylo poczatkowo zalozone, do Azji wlecielisbysmy dopiero na poczatku sierpnia. Biorac pod uwage, ze w pazdzierniku wracamy do Polski, to czas na Chiny, Wietnam, Kambodze, Laos, Tajlandie i Indie, wydawal nam sie zdecydowanie za krotki. Stad taka zmiana.&amp;nbsp;W troche innej sytuacji sa Marta i Oisin, ktorzy maja teoretycznie nieograniczony czas podrozowania. Poza tym Oisin jeszcze chcial troche zlapac surfingu w cieplejszych warunkach, wiec chcial zostac pelne 4 tygodnie w kraju kangurow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym przy dlugim wstepie przejdzmy do rzeczy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Sydney wyladowalismy 30 czerwca przy bardzo ladnej pogodzie. Mimo ostrzezen o turbulencjach lot wcale nie byl taki zly a linie Quantas sa jednymi z lepszych ktorymi dotad lecielismy. Dla mnie najfajniejsze bylo to, ze filmy zaczely sie zaraz po wejsciu na poklad i zakonczyly juz po ladowaniu, co pozwalalo odwrocic uwage od malo przyjemnego startu i ladowania.&lt;br /&gt;Na lotnisku zlapalismy w czworke taksowke do hostelu. Wiedzielismy ktoredy pojechac i ile ma to kosztowac (25-30 dolarow. Kurs dolara&amp;nbsp;australijskiego = kurs amerykanskiego, mniej wiecej ;)), ale jednak i tak kierowca zafundowal nam troche okrezna trase i troche zwiedzania za cene 38 dolarow. Niby nie jest zle, ale jakis niesmak pozostal, szczegolnie po tym jak nam pani w recepcji powiedziala, ze na lotnisko jedzie sie generalnie prosto i prosto, a nie krazy jak my to robilismy...&lt;br /&gt;Hostel Alfred Park - bo tak nazywal sie nasz pierwszy hostel po ponad 6 tygodniowej przerwie, sprawial bardzo mile wrazenie. Jest dosc tani i calkiem niezle polozony w spokojnej dzielnicy, zaraz przy parku i dworcu kolejowym. Wewnatrz jest milo i przytulnie, dzieki czemu niektorzy mieszkaja tutaj przez baaaaardzo dlugi okres czasu, nie chcac sie wyprowadzic. Jedynym mankamentem jest brak jakiegos "wspolnego" pomieszczenia, w ktorym mozna usiasc i ogladajac TV pogadac z innymi ludzmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze dwa dni spedzilismy na zwiedzaniu miasta, a dokladniej jego centrum. Wielkie biurowce, przypominajace filmy z US and A, duzo ludzi na ulicach i mnostwo Azjatow. Tak wyglada samo centrum. Nie jest ono jednak az takie straszne i calkiem przypadlo nam do gustu. Z samego city mozna na spacerek przejsc sie do ogrodu botanicznego, mariny lub starej portowej dzielnicy The Rocks, gdzie domki sa juz zdecydowanie nizsze, a kafejki bardziej ludzkie i mniej zmakdonaldyzowane. Stamtad tez jest piekny widok na&amp;nbsp;symbol Sydney, czyli futurystyczny budynek opery.&amp;nbsp;Zwiedzilismy tez Darling Harbour z pieknym widokiem na biurowce w city. Wszystko to wyglada naprawde fajnie w pelnym sloncu.&amp;nbsp;Mimo to, w sumie dobrze, ze jest zima i temperatura nie przekracza generalnie 20 stopni. Nie wyobrazam sobie zycia w tym miescie w lecie, kiedy jest w okolicach 40 stopni... Jednak wole 4 pory roku zamiast 2 ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Australia jest olbrzymim krajem i ciezko jest zobaczyc cos nie przemieszczajac sie kilka tysiecy kilometrow. Takie podroze wymagaja czasu i troche wiekszych wydatkow. Po dwoch dniach postanowilismy jednak ruszyc sie z Sydney i zobaczyc polozone o 2 godziny jazdy pociagiem na zachod Blue Mountains. Spedzilismy tam dwie noce, marznac prawie caly czas, poniewaz temperatura z reguly jest w tamtych okolicach nizsza o 5-7 stopni niz w Sydney. Same gory maja forme przypominajaca wielkie klify, jakby pozostalosc po jakims trzesieniu ziemi. No i ten kolor. Faktycznie, jezeli stoi sie gdzies na krawedzi klifu i patrzy na lancuch gorski ma on kolor niebieski. Skal tam za wiele nie widac (oprocz scian klifow), wiec moze to fakt, ze gory porosniete sa buszem, sprawia ze wydaja sie one niebieskie.&lt;br /&gt;W Katoombie, centralnym punkcie Blue Mnts. rozdzielilismy sie z Oisinem i Marta. Wstalismy troche wczesniej, pozegnalismy sie i zlapalismy wczesniejszy pociag do Sydney. W niedziele wrocilismy do&amp;nbsp;city na druga ture wyborow prezydenckich. Frekwencja byla w konsulacie w Sydney bardzo dobra,&amp;nbsp;sporo ludzi wchodzilo i wychodzilo w czasie naszego pobytu tam.&amp;nbsp;Na wycieczce w Blue Mountains fortuny nie stracilismy, bo bilecik w 2 strony to tylko 15 dolarow (plus 2 noclegi za 20). Zreszta z ogloszen, ktore widzimy w hostelu widac, ze zarobki tutaj nie sa male. Za prace kelnera jeden z barow oferuje 25 dolarow za godzine, za zrywanie cytrusow gdzies w prowincji Queensland pracodawca oferuje 18 za godzine. Z takimi zarobkami mozna spokojnie tutaj zyc, jesli tylko ma sie ochote rzetelnie pracowac :). Jedzenie przy takich pensjach wydaje sie byc bardzo tanie. Wielki obiad u Azjatow mozna zjesc za maksymalnie 15 dolarow. Wlasnie tym sie zywilismy, przygotowujac juz zoladki na Azje ;) Objedalismy sie kuchnia chinska i tajska glownie i trzeba szczerze powiedziec, ze juz sie nie mozemy doczekac na Azje!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadatek Azji jest juz w samym Sydney. W centrum miasta, a szczegolnie w okolicach dzielnicy Haymarket jest Chinatown i jak sama nazwa wskazuje skosnookich jest tam pod dostatkiem - ciezko tam spotkac bialych. Ogolnie w calym miescie pelno jest ludzi o azjatyckich rysach twarzy, sprzedaja kawe, prowadza restauracje itp. Niektorzy asymiluja sie bardziej, inni mniej, ale wszyscy jakos sobie radza i probuja ukladac zycie w obcym kraju. Chociaz pewnie dla niektorych nie takim obcym, bo widac, ze sporo z nich to juz kolejne pokolenie emigrantow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Australii wrocilismy do hostelowego zycia. Mielismy juz dosc kamperwana i wozenia wszedzie swoich 4 liter :) Brakowalo nam tez zdecydowanie spania w normalnych lozkach i normalnych prysznicow. To wszystko wrocilo! Zaczelismy sie znowu poruszac na piechote, nawet w nadmiarze! :) Wczoraj to chyba 20 km zrobilismy. Generalnie jak tylko byla pogoda, to wychodzilismy o 10 z hostelu i wracalismy okolo 18, wszystko na wlasnych nogach. Fajnie jest zaczac znowu sie ruszac i bardzo sie cieszymy, ze mamy juz za soba kamperwan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Probowalismy tez zdobyc juz wize do Indii, ale gdy okazalo sie ze kosztuje ona 110 dolarow i czekac trzeba jakies 5 dni, to zrezygnowalismy. Postaramy sie ja dostac gdzies po drodze, pewnie w Bangkoku. Do zdobycia mamy tez wizy chinska i wietnamska, pewnie sprobujemy cos w tym temacie zrobic w Hong Kongu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako, ze nie udalo sie zobaczyc prawdziwej, dzikiej Australii, poszlismy na skroty i zaliczylismy akwarium i male miejskie zoo. Taka namiastka australijskiej flory i fauny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obiecuje solennie ze od tej pory postaramy sie trzymac bloga na czasie i uzupelniac nowe wpisy jak tylko bedzie mozna. Zbyt dlugo nam zajelo nadrabianie zaleglosci, zeby znowu ich sobie narobic ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU8WBRkJTI/AAAAAAAAHFg/lrt9hspugtA/s1600/AAAAAAARGH+001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU8WBRkJTI/AAAAAAAAHFg/lrt9hspugtA/s320/AAAAAAARGH+001.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;My darling w Darling Harbour.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU8rC7DmYI/AAAAAAAAHFo/Ui3F__1uuGM/s1600/AAAAAAARGH+002.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU8rC7DmYI/AAAAAAAAHFo/Ui3F__1uuGM/s320/AAAAAAARGH+002.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Darling Harbour i replika statku Cooka&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU863lHniI/AAAAAAAAHFw/d6Sn7zjc4iI/s1600/AAAAAAARGH+003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU863lHniI/AAAAAAAAHFw/d6Sn7zjc4iI/s320/AAAAAAARGH+003.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;City&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU9HMO93UI/AAAAAAAAHF4/8j54KWw7Tog/s1600/AAAAAAARGH+004.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU9HMO93UI/AAAAAAAAHF4/8j54KWw7Tog/s320/AAAAAAARGH+004.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Szczeki 18&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU9paK5BAI/AAAAAAAAHGI/QSqPfEv27j4/s1600/AAAAAAARGH+006.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU9paK5BAI/AAAAAAAAHGI/QSqPfEv27j4/s320/AAAAAAARGH+006.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Uwielbiam owoce morza!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU90E5jqUI/AAAAAAAAHGQ/6uStZXT9iuk/s1600/AAAAAAARGH+007.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU90E5jqUI/AAAAAAAAHGQ/6uStZXT9iuk/s320/AAAAAAARGH+007.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Dwie syrenki&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-AY09CQI/AAAAAAAAHGY/mN7mWzOxFho/s1600/AAAAAAARGH+008.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-AY09CQI/AAAAAAAAHGY/mN7mWzOxFho/s320/AAAAAAARGH+008.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Ryba kamien - najbardziej jadowita na swiecie. Nie deptac!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-LFRFljI/AAAAAAAAHGg/PQK3H2uAUw0/s1600/AAAAAAARGH+009.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-LFRFljI/AAAAAAAAHGg/PQK3H2uAUw0/s320/AAAAAAARGH+009.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Kawusia na tle Blue Mountains&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-UbD2IiI/AAAAAAAAHGo/shKTkZBXOrk/s1600/AAAAAAARGH+010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-UbD2IiI/AAAAAAAAHGo/shKTkZBXOrk/s320/AAAAAAARGH+010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Blue Mountains&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-rjIW1-I/AAAAAAAAHGw/a7fOHyOvD1k/s1600/AAAAAAARGH+011.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-rjIW1-I/AAAAAAAAHGw/a7fOHyOvD1k/s320/AAAAAAARGH+011.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Tajpan - najbardziej jadowity waz na swiecie. Australia ma szczescie posiadac chyba 6 z 10 najbardziej jadowitych wezy :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-1q8mI1I/AAAAAAAAHG4/C614uYY7Ip4/s1600/AAAAAAARGH+012.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU-1q8mI1I/AAAAAAAAHG4/C614uYY7Ip4/s320/AAAAAAARGH+012.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Smak prawie wawelski&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU_qpehSXI/AAAAAAAAHHY/qIhlBBn0ArE/s1600/AAAAAAARGH+016.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU_qpehSXI/AAAAAAAAHHY/qIhlBBn0ArE/s320/AAAAAAARGH+016.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Skaczcie do gory jak osobnik powyzej&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU_2jj_Z7I/AAAAAAAAHHg/IpOyHGcZl8w/s1600/AAAAAAARGH+017.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU_2jj_Z7I/AAAAAAAAHHg/IpOyHGcZl8w/s320/AAAAAAARGH+017.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Land down under&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVAEHAPskI/AAAAAAAAHHo/LFrtlpDJJpA/s1600/AAAAAAARGH+018.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVAEHAPskI/AAAAAAAAHHo/LFrtlpDJJpA/s320/AAAAAAARGH+018.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Nuda nuda nuda absurd paranoja&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVARdJ6zFI/AAAAAAAAHHw/GUTXOOcmb-0/s1600/AAAAAAARGH+019.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVARdJ6zFI/AAAAAAAAHHw/GUTXOOcmb-0/s320/AAAAAAARGH+019.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Wombat okazal sie 4 razy wiekszy niz myslalem... A moze za dobrze karmia?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVAesu3WcI/AAAAAAAAHH4/OCkbvFFoItI/s1600/AAAAAAARGH+020.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVAesu3WcI/AAAAAAAAHH4/OCkbvFFoItI/s320/AAAAAAARGH+020.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Inteligencja bije z oczu&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVAt3OBk_I/AAAAAAAAHIA/gyARu7W2qMs/s1600/AAAAAAARGH+021.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVAt3OBk_I/AAAAAAAAHIA/gyARu7W2qMs/s320/AAAAAAARGH+021.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Z gory&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVA6eqKA5I/AAAAAAAAHII/K7BA3Yc31NE/s1600/AAAAAAARGH+022.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVA6eqKA5I/AAAAAAAAHII/K7BA3Yc31NE/s320/AAAAAAARGH+022.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Z gory patrzac&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVBIUQ2MWI/AAAAAAAAHIQ/_18AfaHK0pQ/s1600/AAAAAAARGH+023.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVBIUQ2MWI/AAAAAAAAHIQ/_18AfaHK0pQ/s320/AAAAAAARGH+023.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;One way or the highway&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVBVnTBDpI/AAAAAAAAHIY/Xf0D-hlN9og/s1600/AAAAAAARGH+024.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVBVnTBDpI/AAAAAAAAHIY/Xf0D-hlN9og/s320/AAAAAAARGH+024.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Tradycyjne zdjecie pocztowkowe&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVBezgmPOI/AAAAAAAAHIg/JubOCOWTFTU/s1600/AAAAAAARGH+025.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDVBezgmPOI/AAAAAAAAHIg/JubOCOWTFTU/s320/AAAAAAARGH+025.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Tam bylismy! :)&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-3182526969957553186?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/3182526969957553186/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/w-krainie-aussie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3182526969957553186'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3182526969957553186'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/w-krainie-aussie.html' title='W krainie Ozzzz...'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDU8WBRkJTI/AAAAAAAAHFg/lrt9hspugtA/s72-c/AAAAAAARGH+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-7372176992658336052</id><published>2010-07-06T03:33:00.001+01:00</published><updated>2010-07-23T03:56:43.824+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż 2010'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nowa zelandia'/><title type='text'>Kiwiland - c.d.</title><content type='html'>Druga i ostatnia porcja zdjec z Nowej Zelandii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKSkl9sh3I/AAAAAAAAHEw/9e-Tkl2jLHw/s1600/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKSkl9sh3I/AAAAAAAAHEw/9e-Tkl2jLHw/s320/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+001.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na polnoc od Auckland - Mangawhai Heads.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKS9iUQTRI/AAAAAAAAHE4/jquTg0Ms0uQ/s1600/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+002.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKS9iUQTRI/AAAAAAAAHE4/jquTg0Ms0uQ/s320/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+002.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Rajska plaza w poblizu Bay Of Islands.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKTfFRus7I/AAAAAAAAHFA/ooBAByylnJs/s1600/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKTfFRus7I/AAAAAAAAHFA/ooBAByylnJs/s320/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+003.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Samorzadna Brygada Surfujaca "Decha".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKT0_zp-pI/AAAAAAAAHFI/RrFZZgK0bdE/s1600/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+004.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKT0_zp-pI/AAAAAAAAHFI/RrFZZgK0bdE/s320/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+004.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wave rider :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKUe_BDrpI/AAAAAAAAHFQ/d7XTUEgvyi4/s1600/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+005.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKUe_BDrpI/AAAAAAAAHFQ/d7XTUEgvyi4/s320/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+005.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pozerska fotka tez musi byc! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKUzow7lcI/AAAAAAAAHFY/eafy05dI40c/s1600/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+006.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKUzow7lcI/AAAAAAAAHFY/eafy05dI40c/s320/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+006.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ostateczny krach systemu korporacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym mniej wiecej zakonczylismy Nowa Zelandie. W tej chwili jestesmy w Sydney i juz wkrotce opublikujemy cos z krainy kangurow, misiow koala i naszych ulubionych... tajpanow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-7372176992658336052?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/7372176992658336052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/kiwiland-cd.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7372176992658336052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7372176992658336052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/kiwiland-cd.html' title='Kiwiland - c.d.'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDKSkl9sh3I/AAAAAAAAHEw/9e-Tkl2jLHw/s72-c/GGGGGGGGGGGGGGGGGG+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-1428409832354446582</id><published>2010-07-05T12:24:00.004+01:00</published><updated>2010-07-05T12:52:22.966+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nowa zelandia'/><title type='text'>W poszukiwaniu zagubionego kiwi - Nowa Zelandia</title><content type='html'>&lt;div align="justify" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Tym razem bez zbednych opisow. Nowa Zelandie najlepiej jest zobaczyc, wiec oto i ona naszymi oczami:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGty2zkawI/AAAAAAAAHBA/1uY0uYYs8-w/s1600/IMG_6850.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGty2zkawI/AAAAAAAAHBA/1uY0uYYs8-w/s320/IMG_6850.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nasz "dom" przez 6 nowozelandzkich tygodni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGuaqs4CfI/AAAAAAAAHBI/Ut3RyLXPsuE/s1600/IMG_6858.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGuaqs4CfI/AAAAAAAAHBI/Ut3RyLXPsuE/s320/IMG_6858.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Aga w fotoszopie? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGwxZk_C9I/AAAAAAAAHBQ/X_ouEO2K-gU/s1600/IMG_6900.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGwxZk_C9I/AAAAAAAAHBQ/X_ouEO2K-gU/s320/IMG_6900.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Najlepszym winem jakie testowalismy w Hawke's Bay bylo&amp;nbsp;Sauvignon Blanc Reserva z winiarni Elephant's Hill.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGx6a53rQI/AAAAAAAAHBg/16erHUXXGos/s1600/IMG_6967.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGx6a53rQI/AAAAAAAAHBg/16erHUXXGos/s320/IMG_6967.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nelson widziane z Abel Tasman National Park.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGyUEaidAI/AAAAAAAAHBo/9TORB3og4oM/s1600/IMG_6980.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGyUEaidAI/AAAAAAAAHBo/9TORB3og4oM/s320/IMG_6980.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ocean, plaze i gory. Nowa Zelandia piekna przyroda stoi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGymqHphzI/AAAAAAAAHBw/88_rH7yMOp0/s1600/IMG_6983.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGymqHphzI/AAAAAAAAHBw/88_rH7yMOp0/s320/IMG_6983.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gdyby tylko bylo 10 stopni wiecej, to bylibysmy w tej wodzie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGzJy3CA_I/AAAAAAAAHB4/D3iAERuYI0w/s1600/IMG_7011.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGzJy3CA_I/AAAAAAAAHB4/D3iAERuYI0w/s320/IMG_7011.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nelson Lakes National Park.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGzrpnvg3I/AAAAAAAAHCA/tiO9TyQoNOc/s1600/IMG_7052.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGzrpnvg3I/AAAAAAAAHCA/tiO9TyQoNOc/s320/IMG_7052.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Okolicznosci przyrody pobudzaly! Niektorych za bardzo. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG0nhVZSZI/AAAAAAAAHCI/DIUFPpwwQP0/s1600/IMG_7089.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG0nhVZSZI/AAAAAAAAHCI/DIUFPpwwQP0/s320/IMG_7089.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Favela w kamperwanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG02JO20BI/AAAAAAAAHCQ/x98FgjD_QYk/s1600/IMG_7090.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG02JO20BI/AAAAAAAAHCQ/x98FgjD_QYk/s320/IMG_7090.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W drodze na lodowiec Franz Joseph.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG1fUBi0kI/AAAAAAAAHCY/Pakt0HmBZ7I/s1600/IMG_7126.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG1fUBi0kI/AAAAAAAAHCY/Pakt0HmBZ7I/s320/IMG_7126.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Reklama wody mineralnej prosto z Franca Josepha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG17B3N9oI/AAAAAAAAHCg/8UUALt0wLZE/s1600/IMG_7159.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG17B3N9oI/AAAAAAAAHCg/8UUALt0wLZE/s320/IMG_7159.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Troche mniejszy kuzyn Perito Moreno - Lodowiec Fox :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG2dTdLsRI/AAAAAAAAHCo/SYXCfNdJzgQ/s1600/IMG_7188.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG2dTdLsRI/AAAAAAAAHCo/SYXCfNdJzgQ/s320/IMG_7188.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Goracy usmiech na lodowcu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG210OvvDI/AAAAAAAAHCw/QVmINMNikDQ/s1600/IMG_7206.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG210OvvDI/AAAAAAAAHCw/QVmINMNikDQ/s320/IMG_7206.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Az lod sie pod nami topil!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG3JslAehI/AAAAAAAAHC4/QpodUI_8K2g/s1600/IMG_7217.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG3JslAehI/AAAAAAAAHC4/QpodUI_8K2g/s320/IMG_7217.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ice Age 4&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG3jT8w9VI/AAAAAAAAHDA/7zkBGZDNPwI/s1600/IMG_7242.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG3jT8w9VI/AAAAAAAAHDA/7zkBGZDNPwI/s320/IMG_7242.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Queenstown z poziomu morza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG33_1K1wI/AAAAAAAAHDI/PxAPylYOVTw/s1600/IMG_7255.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG33_1K1wI/AAAAAAAAHDI/PxAPylYOVTw/s320/IMG_7255.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;...i z lotu ptaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG4PlZzOxI/AAAAAAAAHDQ/8fBcplB9n_U/s1600/IMG_7272.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG4PlZzOxI/AAAAAAAAHDQ/8fBcplB9n_U/s320/IMG_7272.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Foki z Kaikoury bezczelnie spia na drogach!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG4l3JeBaI/AAAAAAAAHDY/dLSW8eYxrfQ/s1600/IMG_7278.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG4l3JeBaI/AAAAAAAAHDY/dLSW8eYxrfQ/s320/IMG_7278.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gory wyrastajace na 2000 metrow prosto z oceanu glebokiego na ponad 1000.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG5svo9mxI/AAAAAAAAHDg/LHOM4PSEp_k/s1600/IMG_7375.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG5svo9mxI/AAAAAAAAHDg/LHOM4PSEp_k/s320/IMG_7375.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Polowanie na wieloryby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG6TPG6JDI/AAAAAAAAHDo/eG7muH_jLb0/s1600/IMG_7413.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG6TPG6JDI/AAAAAAAAHDo/eG7muH_jLb0/s320/IMG_7413.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Trafiony - zatopiony!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG7IVgO-kI/AAAAAAAAHDw/8p7xHpTns98/s1600/IMG_7449.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG7IVgO-kI/AAAAAAAAHDw/8p7xHpTns98/s320/IMG_7449.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Plac zabaw mlodych foczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG7_Omc3OI/AAAAAAAAHD4/Aj_BR0TMauE/s1600/IMG_7491.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG7_Omc3OI/AAAAAAAAHD4/Aj_BR0TMauE/s320/IMG_7491.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Bramy piekla w okolicach Rotorua.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG-YJRnYyI/AAAAAAAAHEQ/ToqSJTQ39pQ/s1600/IMG_7580.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG-YJRnYyI/AAAAAAAAHEQ/ToqSJTQ39pQ/s320/IMG_7580.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Siarka lala sie strumieniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG-q-AzltI/AAAAAAAAHEY/aYmSNQMMdws/s1600/IMG_7619.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDG-q-AzltI/AAAAAAAAHEY/aYmSNQMMdws/s320/IMG_7619.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ale widoki piekielne sa calkiem znosne mimo dosc przykrego zapachu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDHAakg8oRI/AAAAAAAAHEo/CBpymsSzRwU/s1600/IMG_7642.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDHAakg8oRI/AAAAAAAAHEo/CBpymsSzRwU/s320/IMG_7642.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Okolice Taurangi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-1428409832354446582?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/1428409832354446582/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/w-poszukiwaniu-zagubionego-kiwi-nowa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1428409832354446582'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1428409832354446582'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/w-poszukiwaniu-zagubionego-kiwi-nowa.html' title='W poszukiwaniu zagubionego kiwi - Nowa Zelandia'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGty2zkawI/AAAAAAAAHBA/1uY0uYYs8-w/s72-c/IMG_6850.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-648883096316213989</id><published>2010-07-05T10:59:00.001+01:00</published><updated>2010-07-05T12:50:02.726+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tahiti'/><title type='text'>Tahiti</title><content type='html'>Poza lezakowaniem na plazy i wydawaniem w hurtowych ilosciach ciezko zarobionych pieniedzy wiele tam sie nie da robic. Wszystkie ceny sa przystosowane do portfeli zamoznych Europejczykow i Amerykanow. Dla przecietnego turysty z plecakiem jest to miejsce raczej malo dostepne, mimo ze piekne. &lt;br /&gt;Spedzilismy kilka dni na plazy w okolicy najlepszego miejsca do surfingu na swiecie. Plaza nie byla wcale taka rajska, komary i muszki piaskowe tez nas nie oszczedzaly. Nasz domek polozony byl nad samym oceanem i nad ranem przechodzily sobie kolo niego konie. Do samego pensjonatu dostac sie mozna bylo tylko motorowka ogladajac po prawej burcie olbrzymie fale roztrzaskujace sie o rafe. Generalnie czas spedzony na nic nie robieniu, czytaniu ksiazek (w desperacji nawet za "Kod Da Vinci" sie zlapalem!) lub ogladaniu "Wire" na kompie (Marta) oraz&amp;nbsp;jedzeniu egzotycznych owocow z ogrodka. Slodkie lenistwo, czyli cos dobrego na maksymalnie tydzien.&lt;br /&gt;Warto tez nadmienic, ze mimo pelnej dostepnosci ryb i owocow ich ceny wcale nie sa tak niskie. Poza tym diety skladajacej sie z powyzszych na pewno nie stosuja tubylcy, ktorzy swoimi rozmiarami w niczym nie przypominaja pocztowkowych okazow. Skoro juz o jedzeniu mowa, to kto nie mial jeszcze okazji niech sprobuje steka z tunczyka, pycha!&lt;br /&gt;Ostatnia noc spedzilismy na lotnisku i wczesnym porankiem dnia nastepnego polecielismy dalej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGptgR-DqI/AAAAAAAAHAo/89En6o7GPkU/s1600/IMG_6821.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGptgR-DqI/AAAAAAAAHAo/89En6o7GPkU/s320/IMG_6821.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Moj "ulubiony" sport, czyli nudzacy sie nawet kajakow sie chwyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGrQFcxxJI/AAAAAAAAHAw/xA2eeEarNuk/s1600/IMG_6822.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGrQFcxxJI/AAAAAAAAHAw/xA2eeEarNuk/s320/IMG_6822.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nasz domek na plazy widziany z przystani, czyli jedynej drogi ucieczki :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGsQKFzQ4I/AAAAAAAAHA4/SFhxSelWGcs/s1600/IMG_6843.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" rw="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGsQKFzQ4I/AAAAAAAAHA4/SFhxSelWGcs/s320/IMG_6843.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kolorowe jarmarki z wielkimi kawalami tunczyka na pierwszym planie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-648883096316213989?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/648883096316213989/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/tahiti.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/648883096316213989'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/648883096316213989'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/tahiti.html' title='Tahiti'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TDGptgR-DqI/AAAAAAAAHAo/89En6o7GPkU/s72-c/IMG_6821.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-2881819878270183590</id><published>2010-07-03T07:53:00.004+01:00</published><updated>2010-07-03T08:35:19.584+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='easter island'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='isla de pascua'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chile'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyspa wielkanocna'/><title type='text'>Isla de Pascua, Easter Island lub jak kto woli Wyspa Wielkanocna, czyli nasze przygody komarowo-jaszczurkowo-rowerowe.</title><content type='html'>Kolejnym miejscem naszego przeznaczenia miala byc Wyspa Wielkanocna. Zaspani wsiedlismy troszke zbyt pozno w taksowke, ale i tak dotarlismy z zapasem czasu na lotnisko w Santiago. W  kolejce do odprawy zaczepil nas koles, ktory poprosil nas, zebysmy wzieli jego gitare i zglosili ja do odprawy... Nie wiemy do dzis, czy byla tam tylko gitara ;)  Podeszlismy do biurka, wszystko szlo dobrze, Pancia wydrukowala  bilety dla mnie i dla Jarty, po czym nerwowo zaczela przerzucac papierki z nasza rezerwacja i z potwierdzeniem przelozenia lotu i zawolala sympatycznego Pana, ktory okazalo sie mowil troche po polsku (jego mama jest Polka). Pan lamana polszczyzna powiedzial nam, ze na potwierdzeniu przelozenia lotu sa tylko dwa bilety – moj i Jarty. Michcio mial zostac w Chile!!?? Jak to??  Po chwili niepewnosci i podwojnym sprawdzeniu okazalo sie jednak, ze  po prostu nie wydrukowal sie na arkuszu numer biletu Michcia, i wystarczylo isc do biura LAN, zeby wydrukowali caly arkusz ze wszystkimi numerami biletow ;) Zajelo nam to troche czasu, bo chodzilismy w ta i z powrotem, ale w koncu zdobylismy bilet dla Michcia i pospieszylismy w kierunku samolotu. Nie musielismy czekac dlugo na wejscie na poklad ;) &lt;br /&gt;Niestety, w zwiazku z tym, ze pozno sie odprawilismy, nie dostalismy siedzen obok siebie. Wszyscy siedzielismy z dala od siebie, a mi – jako najwiekszej fance latania – przypadlo siedzenie przy oknie :) Lot byl bardzo przyjemny, duzy wybor filmow i muzyki. Do momentu podejcia do ladowania... Co prawda widoki byly piekne, bo Wyspa Wielkanocna jest mala i ma kilka kraterow, ktore z gory i przy dobrej pogodzie mienia sie kolorami. Ale samo ladowanie juz nie bylo takie fajne, gdyz pas startowy zaczyna sie ok 200m od urwistego brzegu oceanu. Przelecielismy nisko nad wyspa, po czy zawrocilismy i lecielismy coraz nizej i nizej, ze wygladalo to jakbysmy mieli za chwile spasc do wody. Doslownie przed samym zetknieciem kol z pasem mozna bylo zobaczyc skaly przy brzegu, wiec wrazenie bylo jakbysmy mieli sie rozbic o skaly :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7g-sYFfxI/AAAAAAAAAG4/cXVXgU9H1kE/s1600/IMG_6753.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7g-sYFfxI/AAAAAAAAAG4/cXVXgU9H1kE/s320/IMG_6753.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Przykladowe ladowanie na Wyspie Wielkanocnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyladowalismy jednak szczesliwie i po przejrzeniu ofert zakwaterownia, wybralismy pania Tereske, ktora miala najkorzystniejsze warunki. Pokoj 3 osobowy z lazienka i sniadaniem za 10000 czilijskich pesos od osoby (niecale 15 Euro). Nie wspomniala jednak, ze pokoj bedziemy dzielili z rodzinka jaszczurek :) Po poczatkowym zniesmaczeniu okazalo sie, ze jaszczurki sa nieklopotliwymi wspolokatorami – nie halasuja, nie gryza i najczesciej przebywaja przy suficie :) Jarta kilka razy na nie probowala polowac, gdyz nie do konca mogla zaakceptowac obecnosc tych sympatycznych zyjatek :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7fti9s2nI/AAAAAAAAAGw/3Q7w5RSweEg/s1600/IMG_6667.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489570969383918194" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7fti9s2nI/AAAAAAAAAGw/3Q7w5RSweEg/s320/IMG_6667.JPG" style="height: 240px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gekony zdecydowanie nie sa pod ochrona na Wyspie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znacznie bardziej dokuczliwe byly niestety komary, ktorych bylo mnostwo i kasaly podstepnie, bo bezbolesnie. Po rozpakowaniu sie pani Tereska zrobila nam lemoniade ( z zerwanych w ogrodzie cytryn), pokazala nam mape i wyjasnila jak mamy sie poruszac po jedynym  miasteczku, oraz jakie mamy mozliwosci zobaczenia wyspy. Szybko zdecydowalismy, ze najlepszym sposobem bedzie wynajecie rowerow i objechanie Rapa Nui wzdluz i wszez. Poszlismy jeszcze zobaczyc miateczko i rozejrzec sie, i juz wiedzielismy ze bardzo nam sie tutaj podoba. Nie udalo nam sie niestety zobaczyc zachodu slonca, ktory jest ponoc piekny, gdyz na horyzoncie byly chmury.  Nastepnego dnia wypozyczylismy rowery i ruszylismy. Wyspa Wielkanocna ma ksztalt trojkata o wymiarach 17kmx16kmx24km. Zaczelismy od wschodniego wybrzeza, ktore jest jednoczesnie najdluzszym odcinkiem. Widoki byly piekne, wzdluz wzburzonego brzegu oceanu. Co chwile zatrzymywalismy sie, zeby podziwiac widoki. Co chwile tez widzielismy, powalone niestety, figury Moai, z ktorych slynie Wyspa Wielkanocna. Po jakiejs godzinie skrecilismy w glab wyspy, gdzie znajdowal sie park narodowy. W tym miejscu byla dawniej “fabryka” Moai, tam wlasnie je wykuwano w kamieniach i pozniej transportowano. Moai staja u wybrzezy wyspy, dookola niej, jakby mialy chronic ja przed czyms. Jednak cala historia jest owiana tajemnica, nikt naprawde do konca nie wie, co kryje sie za poteznymi figurami i systemem ustawiania ich oraz jaka mialy pelnic funkcje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7iDOzAarI/AAAAAAAAAHA/gGPm81Hg_DA/s1600/IMG_6419.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7iDOzAarI/AAAAAAAAAHA/gGPm81Hg_DA/s320/IMG_6419.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Wyspa na pierwszy rzut oka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7il3hCQ1I/AAAAAAAAAHI/-kkrvrr1T7Q/s1600/IMG_6461.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7il3hCQ1I/AAAAAAAAAHI/-kkrvrr1T7Q/s320/IMG_6461.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Olaboga!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rapa Nui jest piekna i bardzo ciekawa wyspa, uwazam ze najlepiej objechac ja wlasnie rowerem. Co chwile zatrzymywalismy sie, bo bylo cos ciekawego do zobaczenia, wszedzie slady dawnej kultury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7jIjneEmI/AAAAAAAAAHQ/TWkF5QtP20c/s1600/IMG_6514.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7jIjneEmI/AAAAAAAAAHQ/TWkF5QtP20c/s320/IMG_6514.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Widokowka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7jstgX0pI/AAAAAAAAAHY/xOMH8Ysg59o/s1600/IMG_6545.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7jstgX0pI/AAAAAAAAAHY/xOMH8Ysg59o/s320/IMG_6545.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Glowkowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7kk6hTXxI/AAAAAAAAAHg/4nj4szIIJdA/s1600/IMG_6590.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7kk6hTXxI/AAAAAAAAAHg/4nj4szIIJdA/s320/IMG_6590.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;W takich pieknych okolicznosciach przyrody... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7lCVlKawI/AAAAAAAAAHo/Uw0CD-zm1y0/s1600/IMG_6619.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7lCVlKawI/AAAAAAAAAHo/Uw0CD-zm1y0/s320/IMG_6619.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Bez komentarza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7lfocDtFI/AAAAAAAAAHw/jHIRU3x1XBk/s1600/IMG_6623.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7lfocDtFI/AAAAAAAAAHw/jHIRU3x1XBk/s320/IMG_6623.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Panowie jak widac pozostali niewzruszeni gimnastycznymi pokazami dziewczat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przejechaniu calego wschodniego wybrzeza zatrzymalismy sie na dluzej na plazy, gdzie Michcio poplywal w cieplej i czystej wodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7l4IOXHAI/AAAAAAAAAH4/s8EEgFFVD7o/s1600/IMG_6645.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7l4IOXHAI/AAAAAAAAAH4/s8EEgFFVD7o/s320/IMG_6645.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Aga upolowala aparatem cieplolubnego wieloryba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bylo juz dosc pozno i pora na powrot, wiec dosiedlismy rowery i skierowalismy sie na trase prowadzaca przed srodek wyspy. Niestety nie przewidzielismy, ze droga powrotna akurat ta droga wiedzie pod gore. Zapedalowalismy sie prawie na smierc wspinajac sie na nia ponad godzine. Po godzinie stwierdzilysmy z Marta, ze zdecydowanie szybciej bedzie prowadzic rowery, niz na nich jechac...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7mZJNDTqI/AAAAAAAAAIA/7-chaR1UHWk/s1600/IMG_6656.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7mZJNDTqI/AAAAAAAAAIA/7-chaR1UHWk/s320/IMG_6656.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Zeby w pelni doswiadczyc i poczuc przekaz tego zdjecia konieczne jest zblizenie na dziewczyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczescie druga czesc trasy byla juz z gorki, wiec wskoczylysmy na swoje rumaki i tym razem dojechalismy do miasteczka bez wiekszego wysilku ;) Stwierdzilismy, ze jeden dzien na rowerach wystarczy i reszte wyspy postanowilismy obejsc na nogach. &lt;br /&gt;Nastepnego ranka, po pysznym sniadaniu wspielismy sie na wulkan, ktorego krater jest teraz mieniacym sie kolorami jeziorkiem. Widok stamtad jest piekny, na miasteczko, lotnisko i okolice.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7nY-GG-CI/AAAAAAAAAII/9cpd__cID_s/s1600/IMG_6698.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7nY-GG-CI/AAAAAAAAAII/9cpd__cID_s/s320/IMG_6698.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Mirador na miradorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie trudzilismy sie jednak obejsciem go dookola, wiec po pstryknieciu kilku zdjec zeszlismy powoli na dol. Po drodze do hostelu zerwalismy owoce guawy, ktore na Rapa Nui rosna dziko przy drodze, albowiem pani Tereska zrobila nam na sniadanie sok z tych owocow i byl to najlepszy sok jaki pilam w zyciu! Powiedziala nam jak wygladaja te owoce i jezeli sami sobie nazrywamy to ona nam zrobi. Nie wiedzielismy ile owocow potrzeba na zrobienie jednej porcji soku, wiec nazrywalismy pol reklamowki. Okazalo sie troche za duzo i wyszlo okolo 3 litrow :) &lt;br /&gt;Ostatniego dnia przed wylotem na Tahiti poszlismy na spacer po zachodnim wybrzezu wyspy. Nie zapuszczalismy sie jednak zbyt daleko, godzinke w jedna strone do klifow i z powrotem, gdyz pora juz byla na pakowanie i przygotowania do dalszej podrozy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7oEpFgt1I/AAAAAAAAAIQ/J7Fv_l6ZC3k/s1600/IMG_6776.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7oEpFgt1I/AAAAAAAAAIQ/J7Fv_l6ZC3k/s320/IMG_6776.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Tahai calkiem sporych rozmiarow jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aga&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-2881819878270183590?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/2881819878270183590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/isla-de-pascua-easter-island-lub-jak.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/2881819878270183590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/2881819878270183590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/07/isla-de-pascua-easter-island-lub-jak.html' title='Isla de Pascua, Easter Island lub jak kto woli Wyspa Wielkanocna, czyli nasze przygody komarowo-jaszczurkowo-rowerowe.'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/TC7g-sYFfxI/AAAAAAAAAG4/cXVXgU9H1kE/s72-c/IMG_6753.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-6869992246831413691</id><published>2010-06-22T00:35:00.030+01:00</published><updated>2010-07-03T07:39:20.103+01:00</updated><title type='text'>Chwile w Chile</title><content type='html'>Po calonocnej podrozy z Arequipy do Tacny postanowilismy pojsc za ciosem i bez przystankow i noclegow od razu udac sie do Chile. Z Tacny wzielismy tzw. colectivos, czyli samochod z kierowca, ktory nas przewiozl przez granice Peru – Chile i odwiozl do pierwszego miasta – Arica. Tam podjelismy decyzje, ze jednak nie zostajemy na noc, tylko jedziemy dalej, zeby troche chociaz skrocic droge do Santiago i nie jechac ponad 30 godzin non stop. Zakupilismy wiec bilety do Iquiqe  , ktore lezy 6 godzin autobusem na poludnie od Ariki. Dojechalismy tam poznym popoludniem, i od razu zakupilismy bilety na nastepny dzien do Valparaiso. Rozpoczelismy poszukiwania jakiegos miejsca do spania i niebawem juz odpoczywalismy w hostelu. Niedlugo, gdyz mielismy tylko niecala dobe na zobaczenie miasta. Co prawda zwiedzanie pozostawilismy na nastepny dzien, ale chcielismy cos zjesc, a przede wszystkim zrobic pranie. Znalezlismy pralnie i udalismy sie na poszukiwanie restauracji. W chile najlepiej i najtansze zarcie jest w lokalnych knajpach, wiec nie korzystalismy z ofert restauracji, tylko od razu udalismy sie do barow serwujacych ryby i owoce morza – tradycyjne czilijskie jedzenie. Trafilismy do obskurnej knajpy, ktora wygladala jakby ja zywcem wyjeto z lat 70tych. Ceraty na stolikach, pani zarcie wyjmuje z okienka a po scianach biegaja karaluchy:) Karaluchy odkrylismy dopiero po zlozeniu zamowienia, wiec zostalismy tam:) i to byl najlepszy wybor jakiego moglismy dokonac, bo jedzenie bylo niebianskie. Kazdy z nas zamowil cos innego,zebysmy mogli sprobowac kilku specjalow, jednak wszystkie potrawy zawieraly jakies morskie zyjatka. Michcio mial “ceviche”, ktore jest potrawa przyrzadzona z surowej ryby marynowanej w soku z limonek i doprawione kolendra, Marta zajadala sie gulaszem z owocow morza, Seba tradycynie bezpiecznie smazona rybka, a ja “paila marina” - czyli rosol smierdzacy ryba, a zamiast kurczaka rozne muszelki z zawartoscia:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7UfDLK0oI/AAAAAAAAG_g/ejLN8Kz7J7I/s1600/IMG_6243.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7UfDLK0oI/AAAAAAAAG_g/ejLN8Kz7J7I/s320/IMG_6243.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Deptak w iscie "kowbojskim" stylu w Iquique.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepny dzien rozpoczelismy od pysznej kawy i ciastka w centrum miasta, po czym poszlismy w koncu nad ocean. Pierwszym widokiem ktory napotkalismy byly ohydne, wielkie ptaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7aRoieWYI/AAAAAAAAHAg/pnLZfnc6Yj8/s1600/IMG_6217.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7aRoieWYI/AAAAAAAAHAg/pnLZfnc6Yj8/s320/IMG_6217.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Brzydki ptak, sztuk 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszlajalismy sie troche i pochodzilismy nad oceanem, popatrzylismy na surferow i poszlismy z powrotem w kierunku centrum. Weszlismy w  uliczke, w ktorej natychmiast poczulismy sie jakby ktos nas przeniosl w czasie na dziki zachod. Zjedlismy tam obiad i powoli musielismy ruszyc sie na dworzec, zeby zlapac autobus do Valparaiso. Podroz tam byla dluga, ale dosc szybko nam te 26 godzin uplynelo. &lt;br /&gt;W Valparaiso zatrzymalismy sie w bardzo fajnym hostelu “Casa Valparaiso”, dobre warunki, dobre sniadanie, fajni wlasciciele. W pierwszy dzien pozwiedzalismy troche to urocze miasto, ktorego kazda dzielnica jest polozona na innym wzgorzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7VLdOWpKI/AAAAAAAAG_o/lMJLbj6YNNg/s1600/IMG_6262.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7VLdOWpKI/AAAAAAAAG_o/lMJLbj6YNNg/s320/IMG_6262.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Lewackie murale w Valparaiso z Salvadorem Allende.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem wlasciciele przygotowali dla gosci w hostelu ceviche i wino. Po kolacji natomiast poszlismy do lokalnego baru, w ktorym tego wieczoru byla muzyka na zywo. Nastepnego dnia poszlismy do “Villa Sebastiana” - domu (a teraz muzeum), w ktorym mieszkal Pablo Neruda, slynny w Chile pisarz – laureat nagrody Nobla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7WA2WuXZI/AAAAAAAAG_w/ACGDZMoiZ7I/s1600/IMG_6282.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7WA2WuXZI/AAAAAAAAG_w/ACGDZMoiZ7I/s320/IMG_6282.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;"Janosikowi" w Sebastianie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7W7EIdMsI/AAAAAAAAG_4/dyy6OY2xmo0/s1600/IMG_6281.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7W7EIdMsI/AAAAAAAAG_4/dyy6OY2xmo0/s320/IMG_6281.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Miedzynarodowe centrum trzesien ziemi i tsunami - Valparaiso.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia rano nadszedl kres naszej przygody z Sebastianem. On skierowal sie juz do Santiago, a my (w zwiazku z tym ze udalo nam sie przelozyc o 4 dni bilety lotnicze) udalismy sie  na kilka dni w glusze. Ritoque Raices to hostel na plazy, skad do najblizszej wioski trzeba bylo isc 2 godziny na nogach. Przez 3 dni, ktore tam spedzilismy rozegralismy niezliczona liczbe meczow tenisa stolowego, pobiegalismy po plazy (co po spedzeniu ponad miesiaca na wysokosci ok. 3tys. metrow bylo dla nas pestka:)), przeczytalismy ksiazki itp. Czyli totalny odpoczynek i prawie nicnierobienie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7YPJIb99I/AAAAAAAAHAA/artK7lAc6pE/s1600/IMG_6354.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7YPJIb99I/AAAAAAAAHAA/artK7lAc6pE/s320/IMG_6354.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;I tak przez caly czas...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7Yl7_3QcI/AAAAAAAAHAI/MMX7XM7dlqY/s1600/IMG_6353.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7Yl7_3QcI/AAAAAAAAHAI/MMX7XM7dlqY/s320/IMG_6353.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tym razem w hamaku Jarta, ale walka o te newralgiczne miejsca byla bardzo zacieta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnie udalismy sie juz w kierunku Santiago, gdzie spedzilismy 3 dni przed wylotem na Wyspe Wielkanocna. Nie robilismy wiele w Santiago, wspielismy sie na gore, z ktorej byl piekny punkt widokowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7ZIDKRV-I/AAAAAAAAHAQ/8fgSbPx89fs/s1600/IMG_6393.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7ZIDKRV-I/AAAAAAAAHAQ/8fgSbPx89fs/s320/IMG_6393.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Pozowalem na death metalowca... Chyba wyszlo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7Zo0GevOI/AAAAAAAAHAY/ajowNEimnBA/s1600/IMG_6401.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7Zo0GevOI/AAAAAAAAHAY/ajowNEimnBA/s320/IMG_6401.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Smog wawelski nad Santiago.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to pieknie polozone, u stop Andow miasto. Wlasnie z tej gory perfekcyjnie widac bylo drapacze chmur na tle osniezonych szczytow. Jednak jedna rzecz, bardzo wazna dla przyszlosci Jarty i swiatowej fotografii jest warta odnotowania. Mianowicie Jarta odnalazla swoje przeznaczenie, a dokladnie do czego zostala stworzona i co po powrocie z podrozy chce w zyciu robic – fotografowac. Otoz, postanowila otworzyc Uniwersytet Fotografii Intuicyjnej i Spontanicznej. A wszystko zaczelo sie od napizdzania aparatem gdzie popadnie i o dziwo kilka zdjec bylo lepszych, niz robione tradycyjnymi metodami :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aga&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-6869992246831413691?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/6869992246831413691/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/06/chwile-w-chile.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6869992246831413691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6869992246831413691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/06/chwile-w-chile.html' title='Chwile w Chile'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/TC7UfDLK0oI/AAAAAAAAG_g/ejLN8Kz7J7I/s72-c/IMG_6243.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-8245557119855330493</id><published>2010-05-21T04:17:00.000+01:00</published><updated>2010-05-21T04:17:55.492+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='arequipa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='machu picchu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='peru'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='colca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='cusco'/><title type='text'>Peru</title><content type='html'>&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Po przekroczeniu granicy z Peru od razu poczulismy sie w bardziej cywilizowanym kraju. Droga byla od samej granicy asfaltowa, moze nie najlepszej jakosci, ale w porownaniu z Boliwia byl to luksus. Mijane miasteczka wygladaly jakos tak schludniej i na bardziej zadbane. Nie bylo takich smietnisk jak na przedmiesciach Uyuni. Zdecydowanie mniej bylo tez bab w stylu boliwijskim, a te w stylu peruwianskim wygladaly duzo ladniej i na pewno bardziej kobieco niz ich odpowiedniczki z poludnia. Mialy w miare normalne spodnice i nie nosily tych smiesznych "chaplinowskich" melonikow. Dodatkowo, tradycyjne stroje peruwianek roznily sie tez kolorystycznie od tych z Boliwii, wiecej bylo w nich bieli i jasnych kolorow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xt5puKNMI/AAAAAAAAG-A/b74HoLVmc90/s1600/IMG_5777.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xt5puKNMI/AAAAAAAAG-A/b74HoLVmc90/s320/IMG_5777.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Mlode Peruwianki w Cusco.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Transakcje gotowkowe w Peru dla Polakow sa bardzo przyjemne. Po pierwsze dlatego, ze jest to kraj generalnie tani, a po drugie dlatego, ze przelicznik peruwianskiego sola do zlotowki to prawie 1:1. Podobnie jak w Boliwii nalezy sie targowac o kazda rzecz, no moze z wyjatkiem restauracji – tego nie probowalismy. Obiad w knajpie w formie menu del dia (zupa, drugie i czasami nawet deser) to wydatek rzedu 15 soli, ale w malych barach dla lokalsow mozna zjesc nawet za 5 soli. Ceny noclegow sa rowniez bardzo przystepne. Za dwojke z prywatna lazienka najtaniej placilismy 50 a najdrozej 80, co po podzieleniu na 2 dawalo bardzo niskie stawki. Z tego co uslyszalem Peru jest jednak na fali wznoszacej i gospodarka rosnie, wiec mozna sie spodziewac wzrostu cen, tym bardziej, ze ruch turystyczny jest zdecydowanie wiekszy niz w Boliwii.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nasz "bezposredni" autobus do Cusco zatrzymal sie w Puno i zostalismy poinformowani, ze mamy wysiasc i czekac na inny autobus do Cusco. W sumie nikt nie narzekal, bo warunki w jakich dotarlismy do Puno nie nalezaly do komfortowych – miejsca na nogi bylo mniej niz w samolotach Ryanair'a. Na nastepny autobus czekalismy okolo 2 godzin. W tym czasie, na dworcu, miejscowi zaoferowali nam do kupna prawie wszystko, od biletow autobusowych, przez rekodzielo, produkty spozywcze, wycieczki i noclegi. W Boliwii mielismy przedsmak takich zachowan. Wszedzie gdzie sie pojawilismy (lub inni gringos) sprzedawcy probowali nam cos sprzedac. W Peru takich naganiaczy czyhajacych na turystow jest jednak zdecydowanie wiecej. Czaja sie na wszystkich turystycznych trasach.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Autobus do Cusco mial troche pokiereszowana przednia szybe i mimo obietnic pozbawiony byl kibelka. Droga miala zajac 6 godzin, ale trwalo to jednak zdecydowanie wiecej i na miejsce dotarlismy poznym wieczorem. Po drodze w autobusie sprzedawano jedzenie, glownie przekaski. Odbywalo sie to na takiej zasadzie, ze autobus zatrzymywal sie w jakiejs malej wiosce, wsiadaly panie z koszykami i przechodzily przez caly autobus oferujac swoje wyroby, glownie kanapki lub empanady. Panie wysiadaly w nastepnej wiosce i czekaly na autobus w druga strone. W naszym autobusie jechal tez pan, oferujacy noclegi w Cusco po bardzo przystepnej cenie 50 soli za dwojke z lazienka. Pokazywal nam nawet zdjecia i zapewnial, ze jest to w centrum i goraca woda jest dostepna 24 godziny na dobe (co jest bardzo wazne przy wyborze miejsca do spania w Boliwii i Peru). Nie mielismy nic zarezerwowane w Cusco, ale slyszelismy rozne historie i czytalismy rozne zle rzeczy o naciagaczach w Peru, wiec podchodzilismy do jego zapewnien dosc sceptycznie. Jednak pozna pora przyjazdu na miejsce sklonila nas do zabukowania jednej nocy w polecanym przez niego hostalu. Dodatkowo dowoz do hostalu mielismy miec zapewniony, wiec przynajmniej poszukiwania miejsca do spania i transport do niego mielismy z glowy.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Po przyjezdzie na dworzec w Cusco, odebral nas jakis koles z hostelu. Mimo obaw Agi nikt nas nie wywiozl za miasto i nie obrabil z pieniedzy. Co wiecej nawet zawiezli nas taksowka pod hostel! W tym miejscu skonczyla sie bajka :) Pan, ktory nas odebral, wlasciciel hostelu, wcale jednak nie zaplacil za transport... Musielismy zrobic to sami. Kolejny zgrzyt – nazwa hostelu do ktorego nas wprowadzil nie zgadzala sie z ta, ktora podal nam jego kolega w autobusie. Opowiedzial nam wtedy swoja historie, ze jego hostel, czyli ten ktory nam pokazywali w autobusie jest teraz remontowany i ze na ta noc moze nas zakwaterowac tylko w tym do ktorego nas dowiozl. Nikt sie jakos nie ucieszyl zbytnio, bo czulismy sie troche zrobieni w konia. Nie bylismy sami, razem z nami bylo jeszcze kilka osob roznych narodowosci. W autobusie zaplacilismy po 50% zaliczki za pokoj, wiec nie chcielismy tej kasy stracic. Po dosc dlugich negocjacjach  udalo sie zbic cene o 10 soli – w ramach rekompensaty za niedogodnosci. Hostel sam w sobie nie byl zly i pewnie z checia bysmy w nim zamieszkali na dluzej, gdyby nie to, ze nikt nie lubi byc wpuszczany tak nieladnie w maliny. Dodatkowo ciepla woda (obiecana) byla tylko w kilku pokojach, wylaczajac moj i Agi. :) &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nastepnego dnia sie wyprowadzilismy. Nie obylo sie niestety bez przypomnienia wlascicielowi, ze placic mamy 40 a nie 50 soli. Dodatkowo facio gdy uslyszal, ze jedziemy do Machu Picchu probowal nas przekonac, ze nie ma opcji zebysmy dostali sie tam pociagiem bo bilety sa wykupione,i ze on ma do sprzedania wycieczke na 3 dni do "doliny Inkow" za 150 dolarow... Rozesmialismy sie mu w twarz i podziekowalismy za nocleg i inne uslugi. W Peru trzeba walczyc o swoje i bardzo uwazac co i gdzie sie kupuje. Szukajac hostelu na nastepna noc wchodzilismy od razu do pokoi i sprawdzalismy jak wygladaly i czy pod prysznicem byla ciepla woda. W Cusco zostalismy jeszcze jedna noc, bo juz 19 kwietnia Oisin mial leciec z powrotem do Irlandii. Musielismy sie spieszyc i jak najszybciej zaliczyc Machu Picchu. Po znalezieniu hostelu, zaledwie 50 metrow w gore uliczki od poprzedniego, zakupilismy bez najmniejszego problemu bilety na pociag do Machu i kupilismy bilety wstepu. Za hostel placilismy co prawda 30 soli wiecej , ale byla ciepla woda, telewizor i pelny luksus.  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ruch turystyczny na trasie do M.P. zostal wznowiony na poczatku kwietnia, wiec mielismy szczescie. Po zejsciu lawin blotnych jeszcze w styczniu, od samego poczatku wyprawy nie wiedzielismy czy uda nam sie zaliczyc Machu Picchu. Po cichu liczylismy, ze ministerstwo infrastruktury Peru dotrzyma terminow i tak sie stalo ku naszej uciesze. Droga do Machu Picchu podzielona byla na 2 etapy: pierwszy to jazda 2 godziny taksowka do stacji pociagu oddalonej jakies 25 km. od Aguas Calientes, a drugi to jazda pociagiem przez godzine, co dawalo mu zawrotna srednia 25km/h (i tak jest to pewnie szybciej niz na trasie Jaslo – Rzeszow). Nasza podroz musiala tak wygladac, bo linia kolejowa Cusco – Aguas Calientes nie jest jeszcze w pelni naprawiona. Taksowke zamowilismy w hostelu i liczylismy na to, ze skoro pan z recepcji zamowil taxi na 5 osob, to przyjedzie jakis van lub cos wiekszego. Niestety, przyjechal zwykly kombi. 4 osoby na tylnym siedzeniu samochodu nie tworza zbytniego komfortu. Gdy tylko wyjechalismy za miasto, udalo nam sie wynegocjowac z panem taksiarzem, ze jedna osoba pojedzie w czesci bagazowej samochodu. Na ochotnika zglosil sie Oisin i mial nosa, bo nawet sie tam z tylu troche przespal. Za jazde 90 km. zaplacilismy 110 soli, pociag nie byl juz taki tani, bo bilet w dwie strony pochlanal 77 dularow amerykanskich! Jak widac Peru Rail szybko chce odrobic straty spowodowane przymusowym przestojem...;) Zamowilismy rowniez sobie odbior taksowka na 18 kwietnia, bo Oisin tego samego dnia popoludniu mial leciec do Limy, no i ruszylismy ciuchcia do Aguas Calientes.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Aguas wygladalo na raczej opuszczone. Widac, ze ruch turystyczny jeszcze nie wrocil do normy. Wlasciciele hosteli i restauracji po prostu bili sie o klientow i sami obnizali ceny lub proponowali dodatkowe uslugi, typu sniadanie w cenie pokoju. Koniec koncow wybralismy taki z ciepla woda, ladnymi pokojami i bez sniadania. Na scianie wisialy tez ceny za pokoj w sezonie – 33 dulary. My placilismy po 20 soli za osobe, czyli po 20 zlotych. W samym miasteczku wieczorem tez byly pustki, wstepnie wiec zorientowalismy sie gdzie i o ktorej mamy isc nastepnego dnia zeby zdobyc bilety na Wayna Picchu, wypilismy po piwku i poszlismy spac. Z Wayna Picchu sprawa wyglada tak, ze wpuszczaja tam tylko 400 ludzikow dziennie, 200 o 7 rano i 200 o 10. Zeby zdobyc wejsciowke trzeba wiec byc pod brama parku bardzo wczesnie. My wyruszylismy o 4:20, troche pobladzilismy szukajac trasy i po karkolomnej wspinaczce po prawie pionowych schodach z zapalonymi czolowkami, dotarlismy przed bramy okolo 5:30. Moj szczesliwy numerek to bylo 244. Wybralismy sobie na wejscie godzine 10 – liczylismy, ze do tego czasu sie przejasni, bo niebo i gory byly zasnute chmurami.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;W momencie, w ktorym zrobilo sie jasno i zobaczylismy gdzie Inkowie wybudowali sobie MP, zrozumielisy dlaczego jest ono uznawane za jeden z cudow swiata i dlaczego wlasnie tam w swoja pierwsza podroz zagraniczna polecial Donald T. Na ta okazje mialem nawet zakupiona wczesniej w Boliwii indianska czapeczke. Zalozylem ja zeby poczuc sie jak nasz premier i doznac oswiecenia Slonce Peru :). Wracajac jednak do widoczkow jakie nas otaczaly. Bylismy na jednym ze szczytow czegos co nazywa sie &lt;i&gt;cloud forest. &lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;W dole, kilkaset metrow pod nami bylo Aguas Calientes. Dookola byly inne podobne gory, wyrastajace wprost z kanionu rzeki na wysokosc kilkuset metrow. Jak widac Inkowie nie mieli raczej leku przestrzeni ani tym bardziej leku wysokosci. Takowe miala jednak moja kobieta i dlatego musielismy spedzic dluzsza chwile na przyzwyczajaniu sie do tego co widac bylo w dole i dookola. Robi to niesamowite wrazenie. Tarasy na ktorych Inkowie uprawiali roslinki koncza sie kilkusetmetrowa przepascia. Miasto jest usytuowane na szczycie gory tak, ze nie da sie do niego zakrasc niezauwazenie z zadnej strony, a najlepszym jego straznikiem sa prawie pionowo wznoszace sie skaly, na ktorych jest ulokowane. Jak i po co Inkowie wybudowali miasto w takim miejscu? Niestety na to pytanie ja nie potrafie znalezc logicznej odpowiedzi. Praca jaka musieli w to wlozyc byla przeogromna, dlatego zastanawiam sie co bylo ich motywacja i czy byly nia tylko wzgledy obronne... Miasto ma swoje obserwatorium astronomiczne, sanktuarium, czesc mieszkalna i tereny rolnicze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xe80nFiDI/AAAAAAAAG8A/eJblTCc8T7o/s1600/DSC_7350.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xe80nFiDI/AAAAAAAAG8A/eJblTCc8T7o/s320/DSC_7350.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zdjecie obowiazkowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;W zwiedzaniu miasta troche nam przeszkadzala pogoda. Chmury wisialy tak nisko, ze paktycznie w nich chodzilismy – w koncu bylismy w &lt;/span&gt;&lt;i&gt;cloud forest&lt;/i&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;. Bylismy wiec przemoknieci, a do tego wiekszosc widokow, ktore nas otaczaly, mimo ze niepowtarzalnych, nie bylo wcale takich jak na pocztowkach. Dotatkowo musielismy byc bardzo ostrozni, bo kamienie po ktorych poruszalismy sie w MP, pod wplywem wilgoci zamienily sie w slizgawke. Bylo to troche niebezpieczne, bo wchodzac na Wayna Picchu nie idzie sie "pod gorke", tam sie nie da tak isc. Trzeba trawersowac zbocze gory, majac z jednej strony sciane skalna wznoszaca sie ponad glowa prawie pionowo, a z drugiej strony jest przepasc z najblizszym przystankiem na samym jej dnie. Wrazenia z takiej wspinaczki sa rewelacyjne, ale pewnie lepsze bylyby i tak, gdyby wszystko bylo widac dookola i nie byloby mgly i chmur zaslaniajacych tego co pod nami. Schodki na Wayna sa tak waskie, ze Inkowie mieli chyba rozmiar buta 20. Dodatkowo przed sama swiatynia slonca na samym szczycie sa tak strome, ze da sie po nich wspinac tylko na 4 lapach. Niestety schodzic tez trzeba na 4 jesli nie chce sie zjechac na sam dol na tylku...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XgQk7_VnI/AAAAAAAAG8I/N38BvAR1QDs/s1600/IMG_5493.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XgQk7_VnI/AAAAAAAAG8I/N38BvAR1QDs/s320/IMG_5493.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&amp;nbsp;Schodki w dol....&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xg_b70ivI/AAAAAAAAG8Q/Nlm7xHRRlPU/s1600/IMG_5494.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xg_b70ivI/AAAAAAAAG8Q/Nlm7xHRRlPU/s320/IMG_5494.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;...i mina Agi na ich widok.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XieE79uyI/AAAAAAAAG8Y/E2qXQxqDppE/s1600/IMG_5484.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XieE79uyI/AAAAAAAAG8Y/E2qXQxqDppE/s320/IMG_5484.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;PSL na pewno pochwalilby takie wykorzystanie terenu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XjX_AQieI/AAAAAAAAG8g/0e07IucIhJY/s1600/DSCF7356.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XjX_AQieI/AAAAAAAAG8g/0e07IucIhJY/s320/DSCF7356.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;Tabliczka glosi "continue". Tylko gdzie?!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Chmury nie rozstapily sie nawet na chwile, wiec widok z Wayna na Machu byl slaby. Bolalo to tym bardziej, bo jak zaslyszelismy od innych turystow, przez ostatni tydzien pogoda byla wspaniala. Niestety trafilismy na najgorszy dzien i nie mielismy szansy na poprawke nastepnego dnia, bo musielismy wracac do Cusco. Zreszta przyjemnosc wejscia do MP to jednorazowy wydatek rzedu 130 zlotych, wiec wcale tak tanio nie jest, mimo ze w Peru. Jesli jednak bedzie jeszcze okazja to z pewnosci bedziemy chcieli tam wrocic i zobaczyc swiete miasto Inkow w pelnym swietle Slonca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XkvFFfOMI/AAAAAAAAG8o/8GE5spnbDT0/s1600/IMG_5527.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XkvFFfOMI/AAAAAAAAG8o/8GE5spnbDT0/s320/IMG_5527.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Droga na Wayna Picchu prowadzila nie tylko po skalach, ale tez pod nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XlxRBAGzI/AAAAAAAAG8w/mau2BKKdMwA/s1600/IMG_5558.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XlxRBAGzI/AAAAAAAAG8w/mau2BKKdMwA/s320/IMG_5558.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pejzaz wertykalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XmczbAL-I/AAAAAAAAG84/BLP3Ys1EpYY/s1600/IMG_5569.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XmczbAL-I/AAAAAAAAG84/BLP3Ys1EpYY/s320/IMG_5569.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Chmur "prawie" nie bylo widac i widok z Wayna na Machu byl jak widac boski!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XnahiVQNI/AAAAAAAAG9A/3sF_D8PfzyQ/s1600/DSC_7489.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XnahiVQNI/AAAAAAAAG9A/3sF_D8PfzyQ/s320/DSC_7489.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Aga postanowila dobudowac troche ruin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XoCQkUHTI/AAAAAAAAG9I/7DuHUWT75S8/s1600/DSC_7501.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XoCQkUHTI/AAAAAAAAG9I/7DuHUWT75S8/s320/DSC_7501.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kiedys tu byly ziemniaki i marchewka, a teraz jest muzeum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xo0a9lK9I/AAAAAAAAG9Q/kXI2Tfo7kgI/s1600/DSC_7514.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xo0a9lK9I/AAAAAAAAG9Q/kXI2Tfo7kgI/s320/DSC_7514.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wzlot Sea bassa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XpfeaoTkI/AAAAAAAAG9Y/m5TqUfFMu-0/s1600/IMG_5608.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XpfeaoTkI/AAAAAAAAG9Y/m5TqUfFMu-0/s320/IMG_5608.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Panienka z okienka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XqQTgYzwI/AAAAAAAAG9g/gfvwRuzZJOc/s1600/IMG_5643.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XqQTgYzwI/AAAAAAAAG9g/gfvwRuzZJOc/s320/IMG_5643.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Aga z symbolami Peru.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Taksowkarz niestety po nas nie przyjechal, ale i tak wyszlo to nam na dobre. Zlapalismy busa i jeszcze taniej dostalismy sie do Cusco (15 soli za osobe), Troche nam sie spieszylo i dlatego nawet na naszego taksiarza nie czekalismy. Zobaczylismy go zreszta po drodze, stojacego w korku do stacji kolejowej. Niestety spozniony byl o jakies 1,5 godziny.  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;W Cusco zameldowalismy sie w tym samym hostelu. Niestety juz tylko w 3 osoby. Oisin pojechal prawie prosto z hostelu na lotnisko, skad polecial do Limy i nastepnego dnia dalej, do Irlandii. Sebastian natomiast postanowil zaoszczedzic troche kasy na pobycie w Ameryce Lacinskiej i zakonczyc go wczesniej. Wymyslil ze pojedzie do Limy i tam przelozy sobie bilet lotniczy. Mial leciec z Santiago do Sao Paulo liniami TAM 4 maja i stamtad do Londynu z British Airways. Chcial przelozyc loty tak, zeby poleciec z Limy do Sao Paulo TAMem i dalej do Londynu BA, wszystko to mialo sie odbyc w okolicach 25 kwietnia. Zaoszczedziloby mu to troche kasy, zwlaszcza biorac pod uwage fakt, ze koncowke wyprawy mial spedzic w dosc drogim Chile. Jak sie pozniej okazalo, Seba, ktory przez cale 3 miesiace uwazal na kazdym kroku zeby go ktos nie "wychujal", pod koniec swojej przygody z nami "wychujal" sie sam. :) Caly ten plan wedlug nas z gory skazany byl na niepowodzenie, ale skoro Sea Bass tak chcial, to mu nie przeszkadzalismy. Potajemnie podsmiechiwalismy sie z niego, ze zamiast do Limy pewnie jedzie do Santiago, zeby spotkac sie z Carolina – Chilijka poznana podczas wycieczki do Valle de la Luna w San Pedro de Atacama.  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Marta, Aga i ja zostalismy wiec sami, czyli w skaldzie w ktorym mielismy odbyc reszte podrozy. Po drodze okazalo sie jednak, ze i Oisinowi spodobalo sie podrozowanie (czytaj: tesknil tak bardzo za Marta:)) i postanowil do nas dolaczyc. Zrezygnowal wiec z pracy oficera na statku, mimo oferty wyzszego stanowiska, i dolaczy do nas w Nowej Zelandii - juz do konca podrozy.  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;W Cusco spedzilismy stanowczo za duzo czasu. Jest to jednak piekne miasto. Wiele bardzo ladnych budynkow i zabytkow kolonialnych i nie tylko. Byla to kiedys stolica jednej z inkaskich prowincji i widac po tym slady. Miasto ma ponad 300 tys mieszkancow i jest malowniczo polozone pomiedzy gorami. Gory w Peru sa inne niz te w Boliwii, wiecej jest na nich koloru zielonego, co zdecydowanie poprawia ich prezencje. Kolor ten obecny byl w wiekszej ilosci takze dzieki temu, ze bylismy blizej dzungli niz w Boliwii. Do dzungli jednak tym razem nie zajechalismy, zostawiamy ja na nastepny wypad w tamte rejony. Cusco, o ile pamietam, caly czas bylo na ponad 3000 metrow, wiec kazda wspinaczka na otaczajace gory lub uliczkami do pubow, odbywala sie z wieloma przystankami na zlapanie oddechu. Wlasnie w jednym z takich pubow o nazwie "KM 0" spedzilismy swietny wieczor zakrapiany mojito (2 w cenie 1 - happy hour bylo na tapecie). Do tupania noga przygrywal nam lokalny zespol grajacy covery znanych rockowych kapel. Shisha palila sie na stole i klimat byl bardzo andergrandowo-alkoholowy.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Niedziele spedzilismy na wypadzie na targ do Pisaq. Nikt nie reklamowal go jako najbardziej kolorowego w Ameryce, jak tego w Tarabuco, ale przebil tamten zdecydowanie. Juz sama jazda do Pisaq swieta dolina Inkow byla niesamowita. Po drodze, oprocz wspanialych widoczkow z drogi nad przepascia, mijalismy inkaskie ruiny. Peruwianczycy nas nagabywali i zartowali sobie z mojej koszulki, ktora kilka dni wczesniej nabylem w irlandzkim pubie w Cusco. Na koszulce widnieje napis "NO GRACIAS", czyli "nie, dziekuje". Koszulka ta jest bardzo przydatna w centrum Cusco gdzie co krok, w uliczkach otaczajacych Plaza de Armas, czaja sie nagabywacze oferujacy pocztowki, obrazki, wisiorki, koraliki, okulary przeciwsloneczne, itp. Za kazdym razem gdy nie wzialem okularow z hostelu byly mi one oferowane na ulicy, a zdarzylo sie nawet, ze mialem je na glowie a jakis mily pan i tak chcial mi sprzedac kolejne. Najwiecej jednak bylo pan oferujacych swoje uslugi w zakresie &lt;i&gt;massajes, massage. &lt;/i&gt;Nie wiem jak wyglada inkaski masaz i nie znam nikogo kto zaznal tej przyjemnosci, ale sadzac z ilosci sprzedawczyn popyt jest ogromny! :)&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Na jarmarku mozna bylo kupic wszystko. Swieze ryby, miesiwo prosto ze straganu, obiadek przygotowany przez pania na naszych oczach oraz tysiace rzeczy kojarzacych sie z Peru i Inkami. Wszyscy wpadlismy w szal zakupow. Nasze lowy skonczyly sie na kilku swetrach, niewielkiej ilosci bizuterii, obrazku peruwianskiego dzieciaka wykonanym technika "olowkowa", breloczkach na klucze w fikusnym ksztalcie, miniaturowych szachach z drewna (zamiast bialych i czarnych, Inkowie i Hiszpanie) oraz niebieskiej czapce z zoltym kwiatkiem. Nasze plecaki urosly wiec w bardzo szybkim czasie i chyba z Hong Kongu poleca do Polski i Irlandii paczki :) (podobno stamtad tanio).&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XrsYr6dMI/AAAAAAAAG9o/F5W3k_fQYGA/s1600/IMG_5738.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XrsYr6dMI/AAAAAAAAG9o/F5W3k_fQYGA/s320/IMG_5738.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zakupowy szal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XsVeAhABI/AAAAAAAAG9w/G11WSuyU8xA/s1600/IMG_5751.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XsVeAhABI/AAAAAAAAG9w/G11WSuyU8xA/s320/IMG_5751.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ciepla strawa na wyciagniecie reki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XtLRu4irI/AAAAAAAAG94/P7lADhhaSs4/s1600/IMG_5759.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XtLRu4irI/AAAAAAAAG94/P7lADhhaSs4/s320/IMG_5759.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Miesko na swiezym powietrzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Podczas pobytu w Cusco postanowilismy tez zobaczyc slynne inkaskie ruiny Sacsayuaman (czyta sie sexy woman). Jako, ze cena za wstep obejmowala wszystkie okoliczne ruiny wybudowane przez Inkow, to odpuscilismy sobie ogladanie poukladanych kamieni z bliska. Widok z daleka nam zdecydowanie wystarczal. Znalezlismy sobie ladne miejsce kolo Jezuska gorujacego nad miastem (bo Cusco od Rio wcale gorsze nie jest! Mniejsze, ale nie gorsze ;)) i delektowalismy sie widokiem ruiny i miasta z lotu ptaka. Milym akcentem tego dnia byl wystep lokalnej gwiazdy estrady na naszych oczach. Siedzac posrod wysokich traw w miare niedostepnym terenie dostrzeglismy, ze ku nam zblizala sie jakas pani ubrana jak radziecka babuszka i noszaca podobny makijaz. Jej komicznemu wygladowi w tym miejscu pikanterii dodawaly wysokie obcasy. Jak ona sie tam wspiela? Chyba tylko Peruwianki to potrafia! Za pania podazal pan z kamera i pani z walizeczka i magnetofonem. Nasza babuszka po paru minutach zaczela plasac na tle ruin w rytm jakiegos inkaskiego przeboju i poruszajac ustami jechala z pelnego playbacku. Wygladalo to komicznie i mam nadzieje, ze kiedys bedzie mi dane zobaczyc efekt koncowy ich pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xvt3pSQkI/AAAAAAAAG-Q/YTu1iPRnL14/s1600/IMG_5861.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xvt3pSQkI/AAAAAAAAG-Q/YTu1iPRnL14/s320/IMG_5861.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Peruwianska Shazza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XusD0jXRI/AAAAAAAAG-I/k6s3S5EgweE/s1600/IMG_5842.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XusD0jXRI/AAAAAAAAG-I/k6s3S5EgweE/s320/IMG_5842.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Hipnotyzujace oczy Jezusa&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;W tym samym miejscu zaatakowal nas po chwili koles i po wstepnej kurtuazyjnej wymianie zdan zaproponowal nam przejazdzke na koniach polaczona ze zwiedzaniem ruin. Wypada tutaj wspomniec jeszcze o teorii, ktora stworzylismy w Peru. Naszym zdaniem wszystkie te ruiny to jest jeden wielki kit! Wszystkie one na pewno byly wybudowane niedawno i Peruwianczycy caly czas dobudowuja nowe ruiny i potem nagle je "odkrywaja" nakrecajac ruch turystyczny. ;) Na wlasne oczy widzielismy jak robotnicy budowali cos w okolicy Sexy Woman...  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Wracajac jednak do koni. Marta, zwana teraz Maria Janet (tak na jakims bilecie autobusowym ktos przekrecil jej imie i nazwisko i bylo by to nawet bardziej smieszne, gdyby nie to, ze ja bylem Michael Goxik:)) uwielbia konie, ja lubie, a Aga ma do nich stosunek ktory mozna nazwac umierkowanie negatywnym. Zdecydowalismy sie jednak na ta eskapade nastepnego dnia, bo i mozliwosc zobaczenie innych ruin byla w cenie (40 soli za 3 godziny). W przeciwienstwie do koni w Bariloche, tych z Cusco nie zalowalem wcale. Mimo, ze nasz przewodnik nie mowil po angielsku, to dosc dobrze sie z nim dogadywalismy nasza lamana hiszpanszczyzna. Konie co prawda byly jakies takie niskie i wychudzone i wygladalismy na nich jak na psach, bo araby to to nie byly, ale i tak byly bardziej "sterowne" niz te z Argentyny. Biegac i skakac tez byly bardziej sklone o czym przekonalem sie gdy moj kon przesadzil jednym susem potoczek, a ja ku zaskoczeniu Marii Janet i Agi nawet utrzymalem sie w siodle.  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Po drodze zajechalismy do swiatyni Slonca. Po pobieznych ogledzinach wygladala wedlug nas jak wielka skala z paroma otworami, generalnie nic ciekawego. Tutaj tez zaczepil nasz jakis mlody koles i zaoferowal swoje uslugi jako przewodnika – jedyne 5 soli za osobe, wiec skorzystalismy. Juz po minucie wiedzielismy, ze byly to dobrze wydane drobne. Koles, student z lokalnego uniwerku, zaprowadzil nas na miejsce w ktorym przed chwila stalismy i zaczal nam pokazywac jakies niesamowite ksztalty wyrzezbione w skale. Jak sie okazalo byly tam puma, kondory i waz, swiete dla Inkow zwierzeta, ktore wczesniej podeptalismy, nawet ich nie zauwazajac... Dostalismy lekcje z inkaskiej astrologii, historii, geografii i nawet rolnictwa. Zabral nas tez do srodka skaly, do miejsca gdzie nie wpuszczaja turystow, bo akurat pracuja tam archeolodzy. Nie bylo ich w tym czasie na miejscy, wiec szybko sie przemknelismy i weszlismy do swiatyni ksiezyca, ktorej wejscia strzegly ponownie puma, waz i kondor. W srodku natomiast byl korytarz w ktorym wykuta byla sylwetka lamy, innego waznego dla Inkow zwierzaka. Strasznie nam sie ta wycieczka podobala, tym bardziej, ze nasz przewodnik potrafil bardzo dobrze stworzyc atmosfere i poslugiwal sie bardzo dobrze angielskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xw709IFCI/AAAAAAAAG-Y/ap7UgmgW8cI/s1600/IMG_5888.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xw709IFCI/AAAAAAAAG-Y/ap7UgmgW8cI/s320/IMG_5888.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Waz, kondory i pumy... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XyVckhOtI/AAAAAAAAG-g/8BoQoS68MvM/s1600/IMG_5912.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XyVckhOtI/AAAAAAAAG-g/8BoQoS68MvM/s320/IMG_5912.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Lama i my.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XzloFMr9I/AAAAAAAAG-o/s37Uje1Uje8/s1600/IMG_5924.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XzloFMr9I/AAAAAAAAG-o/s37Uje1Uje8/s320/IMG_5924.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Husaria na psach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Reszta konskiej wycieczki minela bez wiekszych przygod i spokojnie wrocilismy do miasta. O ile dobrze pamietam wtedy juz wiedzielismy, ze Sea-bass nie przelozyl lotow. Najblizszy mozliwy termin z Sao Paolo do Londynu mial na 6 maja, a normalnie bylby tam 4... Chmura popiolu wyrzadzila wtedy dosc sporo zamieszania (Oisin jakims cudem dostal sie do Madrytu, ktory jeszcze nie byl wtedy -19 kwietnia - zamkniety, ale stamtad do Irlandii jechal droga ladowa). Zreszta Seabass i tak nie mogl zmienic lotu Santiago – Sao Paolo, wiec jego "samowychujanie sie" stalo sie faktem. Pozwiedzal za to troche Lime i postanowil znowu do nas dolaczyc w Arequipie, na poludniu Peru i juz z nami jechac do Santiago na spotkanie z Carolina.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Nam do Arequipy najpierw sie nie spieszylo, a pozniej zatrzymaly nas powody okreslane jako "inne". Glownie to zatrzymaly mnie te powody i to zatrzymaly w doslownym tego slowa znaczeniu. Zostalem praktycznie przykuty do kibla na caly dzien. Zlozylo sie tak pechowo, ze akurat na ten dzien mielismy bilety do Arequipy, w ktorej od 2 dni byl juz Seabass. Nie chcialem ryzykowac jazdy autobusem, wiec postanowilismy z Aga, ze zostajemy w hostelu. Maria Janet pojechala na dworzec, ale nie mogla bez nas wytrzymac i zamiast pojechac do Arequipy i dolaczyc do Seby wrocila do hostelu aby nam towarzyszyc. Do tej pory na wspomnienie tego jej gestu lza mi sie w oku kreci, wielki szacunek za &lt;i&gt;team spirit&lt;/i&gt;! Kilka dni po opuszczeniu Cusco przeczytalismy gdzies, ze dla turystow poleca sie 2 restauracje, bo z reszta jest roznie pod wzgledem jakosci jedzeniai warunkow higienicznych kuchni. Jak mozna sie domyslec w tych 2 wlasnie nie jadalismy, hehe...&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;W Arequipie wyladowalismy dwa dni pozniej nad ranem – nocny autobus z Cusco. Znalezlismy polecany hostel i udalismy sie na spotkanie z Seaba, ktory mial bojowe zadanie wybadania sytuacji z wycieczkami do kanionu Colca. Seba byl w innym hostelu i nie chcial go zmieniac bo dobrze mu w nim bylo. Nasz hostel za to byl dosc smieszny. Wlascicielka zaraz po naszym przybyciu powiedziala, ze ma dwojke i jedynke, ale wolne beda po 11 (bylismy tam o 7 rano). Powiedziala, ze w miedzyczasie mozemy sie przespac w dormsie, a jak sie tamte zwolnia to sie przeniesiemy. Gdy sie ocknelismy kolo 11 okazalo sie jednak, ze ktos na necie musial zabukowac "nasze" pokoje i nie byly juz one dostepne. Byly to dla nas bardzo niezrozumiale, bo przeciez wystarczylo zeby ona oznaczyla je jako zajete i nikt inny by ich nie zarezerwowal. Stalo sie jednak inaczej i jedynym naszym wyjsciem na pierwsza noc w Arequipie byla trojka za obnizona cene 15 soli, co chcac niechcac zaakceptowalismy.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Po spotkaniu z Seba i posileniu sie menu del dia, zdecydowalismy sie wybrac jakas agencje na kanion Colca. Weszlismy do pierwszej lepszej i targowalismy sie tak dlugo, az cena za 2-dniowy trekking z noclegiem w oazie na dnie kanionu (pelna opcja z wyzywieniem i biletem do parku) i biletem do Tacny przy granicy z Chile osiagnela 165. Trzeba oddac honor mojej dziewczynie, ze jest nieugietym klientem i dzieki jej negocjacjom cena okazala sie bardzo przystepna, mimo ze sprzedawca wcale nie wygladal na zadowolonego ta sytuacja. ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie bylem jakims wielkim zwolennikiem jazdy do kanionu, mimo ze wczesniej umiescilem go na liscie rzeczy "do zobaczenia" w Ameryce Lacinskiej. Zdanie szybko jednak zmienilem. Im glebiej wjezdzalismy do kanionu, tym glebsza byla dziura w ziemii za prawym oknem naszego autobusu. Kanion ma w najglebszym miejscu ponad kilometr i naprawde robi to niesamowite wrazenie gdy patrzy sie w dol tej szczeliny! Powstala ona dawno temu w wyniku dosc duzego trzesienia ziemi. Dnem kanionu plynie rzeczka, a pierwszymi, ktorzy ja przeplyneli i zbadali dokladnie kanion byli Polacy, dlatego w kazdej miejscowosci w okolicy kanionu jest "polska" ulica. Informacje te uslyszelismy od naszego przewodnika Juana Carlosa (dalej JC). Po drodze, okolo 8 rano zatrzymalismy sie w miejscu zwanym Condors Cross. Mielismy dosc duze szczescie bo tego dnia, przy pieknej pogodzie szybowalo po okolicy 5 lub 6 kondorow. Niektore z nich przelatywaly bardzo blisko krzyza postawionego w tym miejscu i moglismy z bliska zobaczyc jak olbrzymie sa to stworzenia. Jak sie pozniej dowiedzielismy, te spokrewnione z pingwinami ptaki, sa rowniez wierniejsze niz ludzie - lacza sie w pary na cale zycie.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X1AOs8nOI/AAAAAAAAG-w/m-8CFUZUoF8/s1600/IMG_5994.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X1AOs8nOI/AAAAAAAAG-w/m-8CFUZUoF8/s320/IMG_5994.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;El condor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X1zJZYF0I/AAAAAAAAG-4/pHU_IIZplck/s1600/IMG_6009.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X1zJZYF0I/AAAAAAAAG-4/pHU_IIZplck/s320/IMG_6009.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ktos za nami wykopal niezly dolek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Przed rozpoczeciem trekkingu w dol kanionu – 1200 metrow w pionie – JC zlozyl ofiare bogom gor. JC pochodzi z okolic Cusco i jest prawdziwym potomkiem Inkow. Ofiare bogom zlozyl sam na sam z gorami, wiec nikt z nas nie wiem co to bylo i jak wygladalo. Nie wiem czy wspominalem, ale schodzenie w dol z gor nie nalezy do moich ulubionych zajec, wiec pierwszy dzien byl dla mnie malo przyjemny. Zdecydowanie bardziej wole podejscia, wiec czekalem na dzien numer dwa. Obiadek zjedlismy na dnie kanionu po 3 godzinach schodzenia. Potem jeszcze godzina w gore do kolejnej wioski, gdzie u miejscowej Peruwianki zjedlismy owoce kaktusa, i godzina w dol do oazy. Owoce kaktusa sa slodkie lub bardzo slodkie i zawsze orzezwiajace. Poczestowala nas tez czyms czego nazwy nie pamietam, ale bylo przyjemnie gorzkie i bardzo orzezwiajace. Pilismy pozniej z tego drinka z pisco – colca sour – rewelacja!  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X3Q-xg2DI/AAAAAAAAG_A/bG8BCrScM_s/s1600/IMG_6043.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X3Q-xg2DI/AAAAAAAAG_A/bG8BCrScM_s/s320/IMG_6043.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na dnie kanionu emocje siegaly zenitu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Po drodze JC opowiadal nam historie tego miejsca. Opowiadal nam o waznych roslinach dla Inkow i miejscowych, o tym jak ludzie zyja w tak odosobnionym zakatku i rozne inne ciekawe rzeczy na temat Peru. Podczas obiadu przyniosl nam nawet peruwianska papryczke. Nikt jakos nie kwapil sie do probowania, wiec siegnalem po jeden malutki plasterek i zalowalem tego przez nastepne pol godziny. Oruko, bo chyba tak sie nazywalo to nasienie szatanskie, jest jedna za najostrzejszych papryczek na swiecie i nawet Peruwianczycy nie jedza jej na raz w takiej ilosci w jakiej zjadlem ja. No ale co, ja nie zjem papryczki?! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X4HnPHrDI/AAAAAAAAG_I/4nwBT6CjJdY/s1600/IMG_6069.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X4HnPHrDI/AAAAAAAAG_I/4nwBT6CjJdY/s320/IMG_6069.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Pani od kaktusow.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Nocleg mielismy w oazie z prywatnym basenem. Niestety slonce juz dawno sie schowalo i na dno kanionu nie docieraly zadne promienie, wiec po przeplynieciu paru basenow szybko ewakuowalismy sie do lozek. Lozka to w sumie w tym miejscu okreslenie na wyrost, bo byl to raczej piedestal w szalasie ze scianami z bambusa. Na szczescie posciel, materac i koce byly na miejscu. W takich warunkach jeszcze nie spalismy. Po scianach pelzaly rozne stworzenia a swiatlo mielismy tylko z czolowek. Dzieki takiemu "naturalnemu" podejsciu do sprawy polozylismy sie niedlugo po zmroku i wstalismy jeszcze przed switem. Wczesne wstawanie bylo o tyle uzasadnione, ze wspinanie sie 1200 metrow zygzakiem po prawie pionowej scianie kanionu nie nalezy do przyjemnych, zwlaszcza w swietle slonca. JC zdradzil nam, ze jego rekord na tej trasie to 57 minut z rockowa muzyka na uszach. Nam zajelo to 2,5 godziny, a reszcie naszej grupy 3. Na gorze spotkalismy Polakow z Gdanska, ktorzy zrobili to chyba w 2 godziny. Jak mowili, szli rowno z mulami, ktorymi ta trasa podrozuja lokalsi, bo kto to widzial, zeby czlowiek byl gorszy od mula. :) Szacunek!&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Po sniadaniu w Copacabanie pozegnalismy sie z JC, ktory tego samego dnia ruszal na kolejny trekking, tym razem 3-dniowy. Nie zalujemy, ze zrobilismy to w 2 a nie 3 dni. Robiac ta trase w 3 dni po prostu nie ma co robic. Idzie sie 4 godziny dziennie, a pozniej jest czas wolny, czego dowiedzielismy sie juz wczesniej od Polaka w Cusco i co potwierdzil plan trasy jaki przedstawil nam JC.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X5mThlsYI/AAAAAAAAG_Q/bViupLvLSqo/s1600/IMG_6133.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X5mThlsYI/AAAAAAAAG_Q/bViupLvLSqo/s320/IMG_6133.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Nasza grupa trekkingowa po wyjsciu z kanionu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X6vHGJN3I/AAAAAAAAG_Y/NrpEhfREuuw/s1600/IMG_6162.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_X6vHGJN3I/AAAAAAAAG_Y/NrpEhfREuuw/s320/IMG_6162.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zoolander i Hansel.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Do Arequipy wrocilismy wieczorem i prosto stamtad zlapalismy nocny autobus do Tacny. Byl to autobus kompletnie pozbawiony turystow, jeden z tych najtanszych, za 15 soli. Miejsca na nogi byl nadzwyczaj duzo, a razem z nami podrozowaly truskawki i kolesie spiacy w przejsciu w srodku autobusu. Na miejscu bylismy wczesnie rano i kierowca pozwolil pasazerom pospac jeszcze troche wewnatrz a sam polozyl sie w luku bagazowym... :)  &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;W Tacnie wzielismy taksowke do Aricy w Chile. Na tej trasie jest to chyba najlepszy i najszybszy srodek transportu. Nasz transport byl mocno wiekowym, wielkim amerykanskim samochodem z wielka 3-osobowa kanapa z przodu i biegami przy kierownicy. Zaplacilismy chyba 15 od osoby, ale jako, ze jechalo nas tylko 4 osoby, to mielismy do wyboru albo czekac na 1 osobe wiecej albo po prostu za nia zaplacic, co zrobilismy.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;W Chile bylismy wczesnie rano i troche odetchnelismy po powrocie do prawdziwej cywilizacji, ale o tym juz w nastepnym poscie.&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;Michcio Goxik Pishtacowsky&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="font-style: normal; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-8245557119855330493?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/8245557119855330493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/peru.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8245557119855330493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8245557119855330493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/peru.html' title='Peru'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_Xt5puKNMI/AAAAAAAAG-A/b74HoLVmc90/s72-c/IMG_5777.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-890219193152814086</id><published>2010-05-21T01:38:00.000+01:00</published><updated>2010-05-21T01:38:50.833+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='la paz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='copacabana'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='boliwia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sucre'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='potosi'/><title type='text'>Todo Bolivia, czyli cala reszta Boliwii w jednym poscie - nadrabiania zaleglosci c.d.</title><content type='html'>&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Droga z Uyuni do Potosi byla spektakularna. Pieciogodzinna jazda rozklekotanym autobusem nad przepasciami, z jednym tylko przystankiem. Kierowca dawal czadu, a Aga, siedzaca kolo okna, katowala sie patrzeniem w dol kilkusetmetrowych zboczy, po ktorych wiodla kreta droga. Nie byloby w tym nic dziwnego gdyby to lubila, gdyby ta wysokosc dawala jej jakas masochistyczna satysfakcje, ale niestety nie przepada za takimi widokami... We mnie tez jazda pol metra od krawedzi urwiska budzila raczej mieszane uczucia.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_W9TOYdaJI/AAAAAAAAG5I/75hHilVVKbU/s1600/IMG_4963.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_W9TOYdaJI/AAAAAAAAG5I/75hHilVVKbU/s320/IMG_4963.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Altiplano i serpentyny w dol i gore, czyli nasza droga z Uyuni do Potosi.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Boliwijskie Altiplano wygladalo pieknie i strasznie zarazem. Niesamowite widoki otaczajacych gor i pobudzajace wyobraznie przepascie. Wszystko to jednak wyschniete i wypalone doszczetnie sloncem. Tylko gdzieniegdzie, w dolinach, wraz ze strumyczkami pojawialy sie zielone krzaki lub nawet czasami drzewka, a wraz z nimi jakies zabudowania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Droga byla glownie gruntowa, wiec kazdy pojazd jadacy przed nami wzbijal chmury kurzu. Widzielismy jednak robotnikow pracujacych nad nowa asfaltowka. Jak na razie w Boliwii jedyna w pelni asfaltowa trasa jest tylko na odcinku La Paz – Oruro – Potosi – Sucre, z polnocy na poludnie, od stolicy faktycznej do konstytucyjnej. Wkrotce (w zaleznosci od zaangazowanie robotnikow Evo Moralesa) dolaczy do tej trasy odcinek na poludniowy-wschod od Potosi, do Uyuni. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Pogoda panujaca na Altiplano w dzien to mocne slonce i upal oraz zimno gdy tylko przyjdzie jakas chmurka, cien lub deszcz. W nocy jest oczywiscie zimno, wiec w Uyuni mimo dwoch grubych kocow i koldry wcale nie bylo nam zbyt cieplo. Wysokosc robi swoje. A propos wysokosci, kazdy wysilek na 4000 metrow przysparzal nas, ludzi z nizinnej Polski o zadyszke. Poczatki byly bardzo trudne, bol glowy i zle samopoczucie. Niektorzy z nas zaaklimatyzowali sie po 1 dniu, innym zajelo to prawie tydzien. Wazne zeby duzo pic wody, nie pic alkoholu i nie jesc miesa, tylko lekkostrawne rzeczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mieszkancy Boliwii i generalnie calego Altiplano nie przejmuja sie jednak upalem w dzien i prawie caly czas sa ubrani bardzo grubo. Nosza swetry, czapki a nawet zimowe kurtki. Kobiety natomiast nosza wielowarstwowe spodnice, ktore dodatkowo powiekszaja ich i tak wydatne biodra oraz kapelusze, dokladnie takie jak na zdjeciach i filmach (najczesciej typu „melonik”. Do tego panie maja przewaznie po dwa warkocze i mnostwo kolorowych szmat, i sweterkow na sobie, po prostu czysty folklor. Budowa ciala tubulcow jest typowo indianska, latwiej ich przeskoczyc niz obejsc. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Do Potosi dotarlismy po poludniu. Miasto poczatkowo wydawalo sie bardzo brzydkie. Budowlana samowolka na przedmiesciach, wszedzie walajace sie smieci. Wysiedlismy w miejscu ktorego nie bylo na naszej mapce, wiec po kilkuminutowej wspinaczce na jedno ze wzgorz zlapalismy taksowke, ktora dowiozla nas do centrum i do upatrzonego hostalu La Casona. Co do taksowek w Peru i Boliwii, to zawsze lepiej jest zapytac o cene i ustalic ja przed zajeciem miejsc w samochodzie. Warto przy tym jest sie targowac, jak zreszta wszedzie w tych krajach. Ceny co prawda nie sa zbyt wysokie po przeliczeniu na zlotowki, ale i tak wszedzie w miejscowosciach turystycznych sa zawyzone.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_W-ZIdH3ZI/AAAAAAAAG5Q/UFNG7dBMKfs/s1600/IMG_4982.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_W-ZIdH3ZI/AAAAAAAAG5Q/UFNG7dBMKfs/s320/IMG_4982.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Widok z glownego placu w Potosi na Cerro Rico.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dobry obiad w Boliwii w restauracji to maksymalnie 30 BOBow, czyli jakies 14 zlotych. Trzeba jednak w cudzyslow wziac slowo dobry, bo Sanepidu to tam chyba nie maja ;) Wystarczy wspomniec, ze przez caly pobyt w Boliwii i Peru tylko Marta nie miala problemow z zoladkiem. Chyba trzeba po prostu sie nastawic na to, ze bedzie sie mialo biegunke, albo zabrac ze soba zapas wegla ;) &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W Potosi nie planowalismy robic niczego poza zwiedzaniem miasta. Seba od razu mowil, ze nie chce isc do kopalnii srebra w gorze Cerro Rico, bo sie zle czul. Ja moze i o tym myslalem, ale troche sie obawialem warunkow panujacych w srodku, podobnie Aga. Kupilismy wiec bilety do Sucre na poranek nastepnego dnia. Seba natomiast, nie chcial jechac do Sucre i postanowil dolaczyc do Oisina i Marty w La Paz i pojechac na rowerach „droga smierci”. Kiedy o naszych planach powiedzielismy kolesiowi na recepcji w hostelu byl bardzo zdziwiony i mowil, ze jestesmy „chickens”, ze sie boimy, i przekonywal nas, ze naprawde warto isc do kopalnii. Nasz plan obejmowal jednak tylko obiado-kolacje i wieczorne zwiedzanie miasta, spanie i bus do Sucre o 8 rano nastepnego dnia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Potosi, a wlasciwie jego centrum jest bardzo ladne. Stare kolonialne budynki otaczaja glowny plac, waskie uliczki pna sie w gore. Wieczorem wszystkie wazniejsze budynki w centrum byly ladnie oswietlone i wygladaly naprawde bajecznie. Wiekszosc z tych perelek architektury to pozostalosc po dawnej swietnosci miasta. Kiedys bylo to jedno z najbogatszych miast na swiecie. Bylo to jednak dosc dawno temu, gdy z Potosi Hiszpanie masowo wywozili srebro. Srebro wydobywali Indianie z Cerro Rico gorujacej nad miastem, a Hiszpanie wywozili kruszec do Europy budujac swoja potege na wyzysku tubylcow. Teraz w gorze nie ma juz tyle srebra i innych kruszcow co kiedys. Panstwowe wydobycie skonczylo sie chyba w latach '80. Obecnie gore eksploatuja tylko indywidualni gornicy lub ich kooperatywy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_W_iwCg3GI/AAAAAAAAG5Y/UY4Gid2BKZ0/s1600/IMG_4990.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_W_iwCg3GI/AAAAAAAAG5Y/UY4Gid2BKZ0/s320/IMG_4990.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Potosi za dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XA4CzhpwI/AAAAAAAAG5g/9TUY6CnXMx0/s1600/IMG_5013.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XA4CzhpwI/AAAAAAAAG5g/9TUY6CnXMx0/s320/IMG_5013.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;...i noca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po wieczornym spacerze i kolacji w restauracji, gdzie bylismy jedynymi klientami, po kuchni biegal pies, a kelner byl ubrany w gustowny dres nike, wrocilismy do hostelu. Aga lezala sobie w lozeczku, a ja pod prysznicem myslalem, ze skoro juz jestesmy w Potosi (pierwszy i pewnie ostatni raz w zyciu), to moze jednak warto zobaczyc ta kopalnie i przelamac nasze obawy. Okazalo sie, ze Aga myslala dokladnie o tym samym, bo kiedy tylko wszedlem do pokoju, to powiedziala, ze moze jednak zostaniemy i pojedziemy do Sucre po poludniu. Niestety biletu juz nie dalo sie przelozyc, wiec stracilismy po 20 BOBow, bo tyle kosztowal bilet. Zamowilismy za to tour'a do kopalni za 80 BOBow (jakies 8 euro) od osoby plus kolejny bilet do Sucre na 17.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Wyprawa do kopalni zaczela sie o 9. Poznalismy naszego przewodnika – Julio i dostalismy komfortowe i stylowe gornicze wdzianka (gumowce, spodnie, bluza z dlugim rekawem, kask z lampka). Po drodze do kopalnii zatrzymalismy sie na gorniczym jarmarku, gdzie kupilismy prezenty dla gornikow. W zamian za mozliwosc wstepu do kopalni turysci daja gornikom liscie koki, napoje, papierosy i rozne inne fanty, ale najcenniejszy z nich jest alkohol w prawie czystej 96%owej postaci. Na jarmarku mozna za 10 BOBow kupic gotowa siatke z prezentami dla gornikow. Zrobilismy tez zrzutke na dynamit, bo Julio byl specem od odpalania dynamitu i mial nam zrobic pokazowa eksplozje. Jedna laske dynamitu mozna dostac za 15 BOBow. Przewodnik wytlumaczyl nam tez od razu dlaczego gornicy chleja czysty spiryt. Podobno jak wala czysty, to znajduja czyste zyly srebra, a jak inny, to znajduja srebro zanieczyszczone. Przemawia do mnie taka argumentacja :) Dowiedzielismy sie tez ciekawostki na temat boliwijskich pieniedzy. Otoz Boliwii nie oplaca sie drukowac i wybijac swoich wlasnych pieniedzy. Kraj jest technologicznie tak zacofany, ze wydrukowanie banknota 10 BOBowego o wartosci 1,5 USD kosztuje prawie 1 USD! Banknoty boliwijskie drukowane sa we Francji, gdzie koszt wynosi 0,01USD, a monety wybijane sa w Kanadzie. W swietle tych faktow niezbyt dobrze wrozy temu krajowi prezydentura socjalisty Evo Moralesa, ktory wlasnie oglosil nacjonalizacje kilku elektrowni. Moales twierdzi tez, ze Coca-Cola powoduje lysienie wsrod Europejczykow i ze Indianie nie sa lysi, bo jej nie pija... Ze swojej strony powiem, ze nigdzie na swiecie nie widzialem zeby ludzie pili tyle Coli co w Boliwii. Pija ja doslownie do kazdego posilku. Coz, zycze Boliwii powodzenia z takim preziem jak Evo! :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XBwE_OQMI/AAAAAAAAG5o/7W04lCKl_dw/s1600/IMG_5023.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XBwE_OQMI/AAAAAAAAG5o/7W04lCKl_dw/s320/IMG_5023.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Przed szychta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XCcKVXY-I/AAAAAAAAG5w/DHrCxKmm5DU/s1600/IMG_5024.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XCcKVXY-I/AAAAAAAAG5w/DHrCxKmm5DU/s320/IMG_5024.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jak Michcio zostal gornikiem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Do kopalni weszlismy na wysokosci 4300 metrow. Na tym poziomie ciezko jest oddychac i cokolwiek robic na powierzchni ziemi, a co dopiero pod nia. Wydobycie prowadzone jest na 6 poziomach z tego co pamietam, my bylismy na 2 lub 3 od gory. Gornicy oprocz mlotow pneumatycznych (nie we wszystkich kopalniach) i powietrza tloczonego mechanicznie z zewnatrz nie maja zadnego innego „wsparcia” ze strony maszyn. Cala reszta prac odbywa sie recznie lub przy lekkiej pomocy dynamitu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XDngjDQ7I/AAAAAAAAG54/l5j9s6zBOEI/s1600/IMG_5044.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XDngjDQ7I/AAAAAAAAG54/l5j9s6zBOEI/s320/IMG_5044.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;1 z przodu 2 z tylu, czyli 2-tonowy wozek jedzie pod gore.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nasza trasa wiodla od wejscia do kopalni az do samego przodka, gdzie dawali czadu mlotami, a temperatura siegala 40 stopnii. Bylo to jakies 300 metrow od wejscia w glab gory. Po drodze odwiedzilismy gornika, ktory kopal tylko sam dla siebie, a nie dla kooperatywy. Napierdzielal 3-4 godziny mlotkiem i dlutem, zeby w skale zrobic 10 centymetrowy otwor na dynamit, podpalal lont i uciekal. Zeby z nim pogadac musielismy zejsc 4 metry w dol przez otwor w dnie tunelu, a pozniej przecisnac sie do malej jamki w ktorej pracowal. Zostawilismy mu w prezencie butelke czystego alkoholu i zeby oddac czesc matce ziemi (pacha mama) i bogowi gory (Tio) wychylilismy po nakretce spirytusu. Nic nie smakuje tak jak lyk spirytusu na 4000 metrow!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XEoZ7KPNI/AAAAAAAAG6A/YdyzaSalMiI/s1600/IMG_5103.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XEoZ7KPNI/AAAAAAAAG6A/YdyzaSalMiI/s320/IMG_5103.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Kto jest straszniejszy, Tio czy Aga?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XFtBwPXQI/AAAAAAAAG6I/UCfWAbD_2LE/s1600/IMG_5078.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XFtBwPXQI/AAAAAAAAG6I/UCfWAbD_2LE/s320/IMG_5078.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A gdybym byl mlotkowym, to co bys powiedziala? Warto zwrocic uwage na tygryska na koszulce oraz koke wypelniajaca policzek pana gornika.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gornicy wydobywaja swoj urobek w warunkach iscie sredniowiecznych. Do jego transportu uzywaja wagonikow 2 lub 4-tonnych. Wagoniki napedzane sa sila ludzkich miesni. W przypadku 2-tonnych jest to 3 osoby, a w przypadku 4-ek jest to 4 osoby. Po prostu masakra! Widzielismy te wozki smigajace po waskich korytarzach, z ktorych niektore w polowie wypelnione sa woda, a w wiekszosci ich wysokosc nie przekracza 1,5 metra. Zasada byla taka, ze jak sie slyszalo wozek jadacy ze spora predkoscia, to od razu musielismy odskakiwac na bok, albo jesli nie bylo miejsca, to biec jak najszybciej tam gdzie ono bylo. Co dalo sie przewidziec, hamulcow w wozkach brak. :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XG2MzUEyI/AAAAAAAAG6Q/myQQczUJGgE/s1600/IMG_5090.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XG2MzUEyI/AAAAAAAAG6Q/myQQczUJGgE/s320/IMG_5090.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Przodujacy gornicy na przodku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XHqntd-5I/AAAAAAAAG6Y/Arm7WF9R3Pk/s1600/IMG_5102.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XHqntd-5I/AAAAAAAAG6Y/Arm7WF9R3Pk/s320/IMG_5102.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;4 tony wyjezdzaja z kopalni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ludzie w tej kopalni pracuja od 16. wieku. Podobno podczas we wnetrzu „gory, ktora zjada ludzi” zginelo 8 milionow ludzi od tamtego czasu. Nie wiem czy te dane uwzgledniaja tez tych, ktorzy zmarli na pylice i inne choroby gornicze, bo masek tlenowych tam nie doswiadczysz raczej, a azbest i inne przyjemne chemikalia sa powszechnie obecne w korytarzach. Wiek pracujacych zaczyna sie od 9 lat, a konczy przewaznie okolo 40, bo rzadko ktory gornik dozywa, az tak sedziwego wieku... W dobry dzien z wozka urobku mozna miec nawet 50% srebra. Jesli dzien jest zly to moze to byc tylko 10%...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XI4KQ5K7I/AAAAAAAAG6g/avBgFqd-32s/s1600/IMG_5109.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XI4KQ5K7I/AAAAAAAAG6g/avBgFqd-32s/s320/IMG_5109.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z naszym przewodnikiem po kopalni, Julio.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po wyjsciu z plataniny korytarzy Julio zafundowal nam jeszcze pokazowy wybuch dynamitu. Wrazenia nawet bez tego ostatniego akcentu byly niesamowite! Jak dla mnie bylo to jedno z najlepszych przezyc w calej Ameryce Lacinskiej. Jesli bedziecie w Potosi, to koniecznie trzeba to zobaczyc! Co prawda pozniej nasze ubrania musialy przejsc przymusowe kilkakrotne pranie, a nawet 2 tygodnie pozniej moj aparat fotograficzny mial zapach kopalnianych gazow, ale warto bylo!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XJ8EoGfEI/AAAAAAAAG6o/IOuY4z0lsfA/s1600/IMG_5137.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XJ8EoGfEI/AAAAAAAAG6o/IOuY4z0lsfA/s320/IMG_5137.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Big bang.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Po poludniu tego samego dnia udalismy sie na nowy dworzec autobusowy w Potosi. Dworce w Boliwii maja to do siebie, ze oprocz tego, ze sa na nich biura przewoznikow, to sa bardzo glosne. W Uyuni tego nie doswiadczylismy tak bardzo, bo dworca nie bylo (tylko ulica i z niej wchodzilo sie do biur), ale i tak dalo sie slyszec krzyki osob naganiajacych do zakupu biletow w ich biurze. W Potosi za to, w nowym okraglym terminalu akustyka byla wspaniala i te 10 osob dracych sie na cale gardlo „Sucre!!! La Paz!!!! Oruro!!!” tworzylo niesamowity jazgot. Wydawalo im sie chyba, ze kto glosniej krzyczy ten sprzeda wiecej biletow.:) &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Droga do Sucre byla prawie tak samo widokowa jak ta do Potosi, ale na szczescie dla Agi w polowie zapadl zmrok i nie bylo widac co czekalo nasz autobus w razie pomylki kierowcy. Do Sucre pojechalismy tylko we dwojke i postanowilismy zostac tam na 4 noce, odpoczac po Salar, kopalni i wykorzystac to, ze dwojki w Boliwii sa w takiej samej cenie jak pokoje wieloosobowe (w przeliczeniu na glowe). Miasto urzeklo nas od samego poczatku. Piekne biale, kolonialne budynki w centrum, bardzo ladny park i waskie uliczki w sercu miasta. Dni mijaly nam na jedzeniu, glownie w centralnie polozonym Joy Ride Cafe (turystycznie, ale tanio i sluszne porcje oraz internet za darmo:)) i spacerach. Ostatniego dnia pojechalismy na jarmark do Tarabuco, reklamowany przez agencje jako „najbardziej kolorowy jarmark w calej Ameryce Lacinskiej”. Kolorowo bylo faktycznie, niektorzy tubylcy poubierani byli w odswietne stroje, ale sam jarmark niczym nas nie zachwycil. Po prostu stragany, duzo zebrakow i naciagaczy czyhajacych na gringos, nic specjalnego. Ciekawsi byli ludzie i to wlasnie na nich urzadzilem sobie foto safari. Na szczescie mam niezly zoom w aparacie, wiec moglem to wykorzystac i robic zdjecia z daleka i prawie z ukrycia. Bylo to konieczne, bo normalnie za zdjecia trzeba placic. Lokalsi podchodza i oferuja roznorakie wstazeczki, opaski i inne produkty, a jesli sie odmawia to oferuja swoja osobe do zdjecia, oczywiscie za odpowiednia oplata. Wolalem wiec polowac na tych, ktorzy sie tego nie spodziewali i lapac ich w bardziej „zyciowych” sytuacjach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XLSd9AixI/AAAAAAAAG6w/l2f_qN0xIk0/s1600/IMG_5161.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XLSd9AixI/AAAAAAAAG6w/l2f_qN0xIk0/s320/IMG_5161.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Biale miasto - Sucre.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XMeO6DEEI/AAAAAAAAG64/R52I7wOGm4k/s1600/IMG_5185.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XMeO6DEEI/AAAAAAAAG64/R52I7wOGm4k/s320/IMG_5185.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Piekna kolonialna architektura.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XOcDz2c3I/AAAAAAAAG7A/nQ3GsxHIuqw/s1600/IMG_5232.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XOcDz2c3I/AAAAAAAAG7A/nQ3GsxHIuqw/s320/IMG_5232.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Kazdy chce sie zalapac na zdjecie na bloga :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XPtpY7A7I/AAAAAAAAG7I/Jt-1W7PCgak/s1600/IMG_5238.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XPtpY7A7I/AAAAAAAAG7I/Jt-1W7PCgak/s320/IMG_5238.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dobrotliwy Inek zajmuje sie hiszpanskim sercem... Tarabuco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XQlalf0PI/AAAAAAAAG7Q/TstHRaOqewc/s1600/IMG_5271.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XQlalf0PI/AAAAAAAAG7Q/TstHRaOqewc/s320/IMG_5271.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Szoping w wersji boliwijskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XRi_FS9zI/AAAAAAAAG7Y/KodzCtLeJsE/s1600/IMG_5252.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XRi_FS9zI/AAAAAAAAG7Y/KodzCtLeJsE/s320/IMG_5252.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kolorowe jarmarki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XSYLJVk6I/AAAAAAAAG7g/wVhEf5ywrd4/s1600/IMG_5314.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XSYLJVk6I/AAAAAAAAG7g/wVhEf5ywrd4/s320/IMG_5314.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ustrzelone na foto safari.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Do La Paz zabral nas nocny autobus z kierowca piratem, chyba firmy Trans Copacabana. Ku naszemu zaskoczeniu dostalismy grube koce, a autobus byl tak cichy, ze wydawalo sie ze caly czas jechal „na luzie”. Przejechalismy po raz kolejny przez Potosi (ta jedyna asfaltowa droga w Boliwii), pozniej Oruro i w La Paz bylismy godzine przed czasem, mimo ze po drodze autobus zepsul sie 2 razy na 20 minut. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;La Paz nie zwiedzalismy wcale. Juz wczesniej uzgodnilismy z Marta, Oisinem i Seba, ze od razu po przyjezdzie zlapiemy autobus do Copacabany nad jeziorem Titicaca. Oni tez juz mieli takiego busa zarezerwowanego i mielismy sie spotkac na miejscu. O ile sie nie myle byl to poniedzialek. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Droga nad swiete inkaskie jezioro wiodla poczatkowo po bardzo plaskim terenie, ale gdy tylko wjechalismy troche wyzej, ujrzelismy jezioro w calej krasie. Widok byl niesamowity, wielkie jezioro na takiej wysokosci, a na jego powierzchni wysepki. Dookola gory i surowy krajobraz, a na niebie blekit i tylko kilka chmurek. Podczas przeprawy promowej spotkalismy sie na chwile z reszta ekipy, bo jechali w innym busie chwilke za nami.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XTXNznA3I/AAAAAAAAG7o/le1Gxke3m0c/s1600/IMG_5328.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XTXNznA3I/AAAAAAAAG7o/le1Gxke3m0c/s320/IMG_5328.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Titicaca z ladnym tlem - polecam pelny ekran!&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W Copacabanie bylismy kolo poludnia. Sprawdzilismy kilka hosteli i po lekkich negocjacjach najlepsza cene i warunki znalezlismy calkiem niedaleko portu dla turystycznych stateczkow. Szybko tez zdecydowalismy sie na jednodniowa wycieczke na Isla del Sol. O ile sama wyspa jest podobno bardzo interesujaca, to na pewno nie byla taka nasza wycieczka. Zeby wyspe porzadnie obejrzec najlepiej jest na niej zostac na noc. Wtedy mozna zobaczyc wszystkie inkaskie ruiny i nie jest sie poganianym przez przewodnika jak my bylismy. Dodatkowo nasz przewodnik niewiele mowil po angielsku, a w takim jezyku sprzedal nam swoje uslugi i oklamal nas, ze po wyspie nie mozna chodzic samemu. Ogolnie nasz pobyt na wyspie trwal chyba maksymalnie godzine, za to droga w jedna strone pochlonela okolo 2 godzin. Widoki bardzo ladne, ale placilismy nie za plywanie lodka tylko za zwiedzanie ruin na wyspie, a tego na pewno bylo za malo. Jesli tam plynac to tylko na noc i nie dawac sie naciagac tubylcom.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XUUgQurlI/AAAAAAAAG7w/GNdYYOZdGYk/s1600/IMG_5351.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XUUgQurlI/AAAAAAAAG7w/GNdYYOZdGYk/s320/IMG_5351.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;W drodze na Isla del Sol.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XVgq_8OcI/AAAAAAAAG74/tQFs9ixiilo/s1600/IMG_5370.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_XVgq_8OcI/AAAAAAAAG74/tQFs9ixiilo/s320/IMG_5370.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Aga byla raczej malo ukontentowana uslugami naszego przewodnika po Isla del Sol.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nastepnego dnia o 10 ruszylismy do Peru. Kupilismy bilety za 80 BOBow prosto do Peru, do Cusco. Bez przesiadek w pieknym (na zdjeciu) autobusie semi-cama z „bano”, czyli kibelkiem. Rzeczywistosc okazala sie troche inna niz nam oferowala boliwijka w biurze. Najpierw bus do Puno, przy ktorym gimbusy to szczyt luksusu, a pozniej przesiadka i autokar w stylu wczesnego Autosanu do Cusco. Oczywiscie wszystko bez „bano”. :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tym malo optymistycznym akcentem zakonczyla sie nasza przygoda z Boliwia. Marta, Seba i Oisin byli kilka dni w La Paz i przejechali na rowerach „droge smierci”, z ktorej kilka dni wczesniej spadla jakas Izraelitka (surprise, surprise!), wiec moze Marta jako wspolautorka ninjeszego bloga zechce kiedys opisac „co wydarzylo sie w La Paz county...”&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" lang="pl-PL" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Michal, Michciem pieszczotliwie zwany&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-890219193152814086?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/890219193152814086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/todo-bolivia-czyli-cala-reszta-boliwii.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/890219193152814086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/890219193152814086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/todo-bolivia-czyli-cala-reszta-boliwii.html' title='Todo Bolivia, czyli cala reszta Boliwii w jednym poscie - nadrabiania zaleglosci c.d.'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S_W9TOYdaJI/AAAAAAAAG5I/75hHilVVKbU/s72-c/IMG_4963.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-3844631136847832938</id><published>2010-05-08T04:02:00.003+01:00</published><updated>2010-05-08T11:41:26.423+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='salar de uyuni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chile'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='boliwia'/><title type='text'>O sole mio, czyli boliwijska Wieliczka - Salar de Uyuni.</title><content type='html'>&lt;style type="text/css"&gt; &lt;!--  @page { margin: 2cm }  P { margin-bottom: 0.21cm } --&gt; &lt;/style&gt; &lt;br /&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Zacznijmy od stanu aktualnego...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Plaza nad Oceanem Spokojnym, jakies 40 km na polnoc od Valparaiso na wybrzezu chilijskim. Teraz, czyli 3 maja, wlasnie w takim miejscu jestesmy. Poranny jogging z psem po plazy - jak w amerykanskim filmie, sniadanie na tarasie i teraz relaks. Mozna swiat doganiac! :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Ale jest tez sporo zaleglosci na blogu, wiec skoro mam troche czasu (dziewczeta pojechaly na szoping do pobliskiej wsi), to wykorzystam go wlasciwie i podgonie troche z opisem naszych przygod.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;San Pedro de Atacama opuscilismy nie pamietam kiedy, ale pamietam, ze wyjezdzalem stamtad pelny obaw. Boliwia i Peru to miala byc prawdziwa Ameryka Lacinska, a nie jakies tam Brazylie, Chile i Argentyny, wygladajace jak cieple poludnie Europy (przynajmniej jesli chodzi o krajobrazy miejskie). Z niepokojem przekraczalem granice chilijsko-boliwijska u podnoza Licancabura. Zupelnie nie wiedzialem czego sie spodziewac, bo w koncu Boliwia na swoim Altiplano wygrywa w pilke nozna nawet z Brazylia! Oczytalem sie poza tym o cwaniakach, przekretach, narkotykach, falszywych pieniadzach i rozkrecanych bankomatach. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Do Boliwii wjezdzalismy po wykupieniu wycieczki po Salar de Uyuni w biurze Cordillera (cena 65000 chilijskich pesos). Celem mialo byc Uyuni, bo byla to wersja 3 dniowa (2 noce, w tym jedna w hotelu solnym). W wersji 5dniowej wraca sie do San Pedro. Na granicy spotkalismy sie z naszym kierowca – Noelem i poznalismy wspoltowarzysza naszej wyprawy – Davida. David poczatkowo mial jechac z innym biurem, ale zabral sie z nami bo jego agencja nie odebrala go z hostelu w San Pedro. Nas bylo 5 osob, a do jeepa wchodzi 6, wiec przylaczyl sie do nas. Nawet nam to pasowalo, bo David wladal dosc sprawnie hiszpanskim (Amerykanin mieszkajacy od 2 miesiecy w Bs As).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Po zapakowaniu wszystkich gratow na dach jeepa (landcruiser, wczesne lata ’80;)) wyjechalismy w nieznane. Noel opowiadal o okolicy i rzucal ciekawostkami, David tlumaczyl i dodawal duzo od siebie ubarwiajac wszystko po amerykansku. Pierwsze na trasie byly o ile dobrze pamietam dwie laguny: zielona i biala. Mialy rozne kolory dlatego, ze zasilane byly wodami z dwoch roznych kraterow wulkanicznych. Jedna byla kompletnie pozbawiona zycia, a w drugiej plasaly sobie flamingi w poszukiwaniu swoich lakoci. O dziwo ta pozbawiona zycia okazala sie zielona. Mnie zielen zawsze kojarzyla sie z zyciem a biel z jakimis chemikaliami (a moze to tylko ja sie zdziwilem?).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Zaraz po lagunach Noel pokazal nam Niedzwiedzia Straznika Gor. Tylko ja go zobaczylem, ale tylko ja i Noel zulismy koke w tym czasie ;) Dlugo musielismy tlumaczyc i pokazywac reszcie gdzie jest ten Niedzwiedz. Niedzwiedziem byly skaly, ktore na jednej z gor w poblizu lagun tworzyly ksztalt lba i lap niedzwiedzich. Podchwytliwe bylo to, ze te lapy i leb skierowane byly jakby niedzwiedz schodzil z gory w dol, jakby sie z niej zeslizgiwal po zboczu... I wcale nie zuje koki piszac to w tej chwili. :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Dobra, stan aktualny sie zmienil... Jestesmy w Santiago od 2 dni. Jutro lecimy na Wyspe Wielkanocna, wiec to juz chyba najwyzszy czas nadrabiac dalej zaleglosci w blogowaniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Dalszy ciag naszej podrozy po Salar de Uyuni to Laguna Colorada, ktora byla rownoczesnie naszym punktem noclegowym. Laguna piekna, kolory faktycznie byly rozne, od czerwonego przez pomaranczowy, karmazynowy i rozne inne fajne odcienie, znane tylko kobietom ;) Do tego byly bielace sie brzegi laguny i rozowe flamingi brodzace sobie w poszukiwaniu zarcia. Co do noclgu, to panie w biurze Cordilliery ostrzegaly nas, ze nie ma kocy i poscieli i zeby sobie zabrac spiwory lub wynajac na miejscu. Az tak zle to nie bylo, byly lozka, posciel, koce, wiec zimno nie bylo. Bylo za to szybko ciemno i oddychalo sie troche do bani, bo bylismy w okolicach 4000m. Najwyzszym punktem tego dnia i calej dotychczasowej podrozy byly gejzery blotne na 4900m (nastepna szansa pobicia rekordu wysokosci dopiero w Nepalu!). Najstraszniejsze podczas pierwszego noclegu bylo to, ze ktos zauwazyl jak nasz kochany kierowca “spozywa” :)...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TT0e-JWmI/AAAAAAAAG3o/nTB1vzZ3FdI/s1600/DSC_6257.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TT0e-JWmI/AAAAAAAAG3o/nTB1vzZ3FdI/s320/DSC_6257.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;Gejzery blotne na wysokosciach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TUxPebUZI/AAAAAAAAG3w/IgKNOsqygpI/s1600/DSC_6296.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TUxPebUZI/AAAAAAAAG3w/IgKNOsqygpI/s320/DSC_6296.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;Oisin i Marta + Laguna Colorada&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Nastepnego dnia rano naszego kierowce panie z hostelu polewaly lodowata woda w ramach pobudki. Na szczescie byl w stanie dosc niezlym, ale i tak po wejsciu do samochodu czulismy sie jak w gozelnii. Wspomne jeszcze tylko, ze nie byl nawet w stanie przymocowac porzadnie naszych plecakow na dachu jeepa i musial pomoc mu inny kierowca z tej samej agencji. Troche slabo, no ale co mozna zrobic jesli jest sie w srodku niczego i ma sie do wyboru jazde przez bezdroza z kierowca na kacu lub siedzenie na tylku i czekanie na nie wiadomo co, bo nie wiadomo co zrobi kierowca i agencja jesli sie zbuntujemy. Pokornie wiec pojechalismy z Noelem i nawet jechal jakos szybciej i pewnie niz poprzedniego dnia. Tylko jakos mnie rozmowny sie wydawal. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Wypada wspomniec tez w tym miejscu, ze David, nasz tlumacz i czlowiek na doczepke z innej agencji, mial troche inna rozpiske swojej wycieczki (oczywiscie z tej innej agencji, ale i tak chcial ja zrealizowac). No wiec drugi dzien spedzilismy na wysluchiwaniu jego argumentacji jak to bardzo chce wstac kolejnego dnia wczesnie i jak wazne dla niego jest zobaczenie gwiazd i wschodu Slonca nad Salar. Pogadal z Noelem o tym i okazalo sie, ze jest nawet mozliwosc pojechania do hotelu blizej Salar zeby wyjechac wczesnie rano i zobaczyc gwiazdy i wschod. Noel mial tylko zadzwonic do hotelu czy maja miejsca, ale to mialo byc dopiero po dotarciu do punktu docelowego tego dnia, czyli San Juan. Jesli okazaloby sie, ze sa miejsca blizej Salar to mielismy zaplacic za paliwo i pojechac wlasnie tam. Dla mnie dziwne bylo to, ze mielismy placic za paliwo skoro i tam to bylo po drodze do Salar, no ale nie uprzedzajmy wypadkow...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TSfKA-v9I/AAAAAAAAG3g/rTvC6YZhJcw/s1600/DSCF7045.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TSfKA-v9I/AAAAAAAAG3g/rTvC6YZhJcw/s320/DSCF7045.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;David i Noel wzniesli sie na wyzyny swoich umiejetnosci :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Drugiego dnia zobaczylismy niesamowite Arbol de Piedra – drzewo skalne uformowane przez lata erozji. W ogole caly krajobraz Andow na granicy Chile i Boliwii jest kosmiczny. To tak jakby pustynia, tylko ze na 4000m powyzej poziomu morza. W dzien goraco, kurz i wiatr, a do tego straszne Slonce (konieczne kremy z filtrem!!!), a w nocy temperatura spada do 0. Kompletny brak drzew, ze zwierzat tylko flamingi i wikunie, a z ludzi tylko zagraniczni turysci placacy po 35 BOBow (a wkrotce chyba nawet ponad 100) za wjazd do Parku Narodowego. BOBy, czyli boliwijskie bolivianos sa co prawda bardzo tanie, ale i tak 3 krotna podwyzka, ktora szykuje dyrekcja Parku to chyba lekka przesada!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TVmsjGyuI/AAAAAAAAG34/vCRppAJmQvk/s1600/DSC_6383.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TVmsjGyuI/AAAAAAAAG34/vCRppAJmQvk/s320/DSC_6383.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt; Czy to Chopin w Lazienkach?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TW7e_OHlI/AAAAAAAAG4I/PyNyZNbMWXA/s1600/DSC_6416.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TW7e_OHlI/AAAAAAAAG4I/PyNyZNbMWXA/s320/DSC_6416.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Gdyby kozka nie skakala to by nie byla w Boliwii?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Zobaczylismy tez jakies skaly Salvadora Dali tego dnia. Dlaczego Salvadora? Bo kolorystycznie byly podobne do ulubiony kolorow mistrza :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TWU3HTsYI/AAAAAAAAG4A/pQmoC0YJ-oE/s1600/DSC_6395.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TWU3HTsYI/AAAAAAAAG4A/pQmoC0YJ-oE/s320/DSC_6395.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;Na Altiplano ciezko sie zgubic. Drog jest wiele.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Drugi dzien to tez walka Davida, ktory zaczal juz nas mocno draznic, z radiem i iPodem. Polegalo to na tym, ze Dave wlaczal jakas piosenke ze swojego iPoda i pytal po kolei kazdego z naszej grupki czy ta muzyka mu odpowiada. Niestety chyba nie zdazylo sie tak, ze muzyka odpowiadala kazdemu, wiec David byl na tyle mily, ze nawet jesli stosunek glosow byl 4:1 to zmienial muzyke. Skutkowalo to tym, ze co 30 sekund wlaczal nowy kawalek, a po 10 zmianach wszyscy mielismy juz dosc tego procederu. Zasugerowalismy wiec zeby zostawil iPoda po prostu na losowym wyborze i to podzialalo. Odczepil sie od dj-owania... na pol godziny... Potem znowu sie zaczelo. Jeszcze nigdy nie spotkalem takiego upartego i przekonanego o swej nieomylnosci czlowieka. Aga musiala wysluchiwac jego opowiesci o kobietach. Z kazda, lub przynajmniej prawie kazda mial “to cos specjalnego”. Od razu po tym jak kobiety na niego patrzyly widzial, ze bedzie miedzy nimi cos... Uprzedze pytania Szanownych Pan, David caly czas jest kawalerem, w dodatku bez partnerki, czemu sie w sumie nie dziwie :) Atrakcyjnosc fizyczna przecietna, a fizyczna tym bardziej nie najlepsza, wysokie mniemanie o sobie, niskie o innych. Jesli ktoras z Pan jest chetna, to Seba dysponuje namiarami ;)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Drugi dzien to tez piec lagun na boliwijskim Altiplano. Pieknie bylo! Jednak po dwoch juz mielismy serdecznie dosc! Nie bylo miedzy nimi zbyt wielu roznic – flamingi, gory dookola, biale brzegi od wyschnietych mineralow. Jedna stanowczo by wystarczyla. A moze po prostu bylismy zbyt zmeczeni kurzem przenikajacym do samochodu przez wszystkie szczeliny naszego landcruisera (a bylo ich bez liku), lub ciaglym slowotokiem Davida? Pewnie i to i to.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TYQGF9AYI/AAAAAAAAG4Y/rDqdpX6WIG8/s1600/DSC_6545.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TYQGF9AYI/AAAAAAAAG4Y/rDqdpX6WIG8/s320/DSC_6545.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;Rzecz normalna - I oficer marynarki handlowej zmieniajacy kolo w jeepie w Boliwii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Dzien zakonczyl sie w San Juan w hotelu solnym. Dokladnie tym ktory byl w naszym rozkladzie jazdy (ku rozpaczy Davida!). Gdy dojechalismy do San Juan, Noel zgodnie z obietnica poszedl zadzwonic i sprawdzic czy mozemy pojechac do hotelu blizej Salar. Wedlug mnie nawet nie fatygowal sie dzwonic do hotelu, tylko ustawil sie z kumplami ;) Wrocil i powiedzial, ze nie mozemy dalej jechac, bo juz wszystko jest w tym hotelu w San Juan i maja jedzenie i pokoje, itp. Krotko mowiac latwa sciema biorac pod uwage pozniejsze wypadki. Wyladowalismy wiec w hotelu solnym w San Juan. Sciany z soli, lozka z soli, sol na podlodze, po prostu Wieliczka z dala od domu! Wieczor umilil nam bardzo smaczny obiad – boliwijska zupa warzywna plus makaron o ile sie nie myle. Dodatkowa atrakcja wieczoru byl, a jakze by inaczej, David. David juz pierwszego dnia pozyczyl od Marty aparat i juz drugiego dnia padly mu baterie. Kolejny zestaw baterii pozyczyl ode mnie. Dodatkowo mial laptopa, ktory jak wiadomo wszem i wobec dziala rowniez na baterie. Dlatego wlasnie z bateriami zwiazane byly atrakcje dostarczane nam przez Davida. Po przybyciu do hotelu dowiedzielismy sie, ze mozemy sobie naladowac w nim baterie jesli mamy taka potrzebe. David koniecznie chcial to zrobic, wiec zaplacil 5 BOBow i rozpoczal ladowanie. Jako, ze mial szybka ladowarke do baterii to jego (czyli moje i Marty) baterie do aparatu szybko sie naladowaly. Komp ladowal sie swoja droga. Zeby jednak nie bylo zbyt prosto, to David chcial chyba podzielic sie z kims jeszcze kosztami ladowania, bo przez caly wieczor chodzil po hotelu i kazdego napotkanego przechodnia pytal czy ma jakies baterie do naladowania. Naliczylismy, ze nas pytal przynajmniej 10 razy. Od tamtego czasu w naszych slownikach zagoscil zwrot “czy potrzebujesz naladowac swoje baterie?” lub “do you need to charge your batteries?” w oryginale. Niestety my bylismy w miare przygotowani na 3-dniowa podroz przez Altiplano i jesli nie mielismy zapasu baterii, to znaczy, ze ich po prostu nie potrzebowalismy, ku rozpaczy biednego Dave'a...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TX6AHeVvI/AAAAAAAAG4Q/l8xQUzDFfek/s1600/DSC_6537.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TX6AHeVvI/AAAAAAAAG4Q/l8xQUzDFfek/s320/DSC_6537.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;Flamencos.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Kolejne wspomnienie, ktore przychodzi mi do glowy tez jest zwiazane z Davidem. Uknul on, wspomniany juz wczesniej, podstepny plan zobaczenia gwiazd i wschodu Slonca nad Salar. W tym celu nalezalo wstac o 4 rano i wyjechac w kierunku Salar. Plan wydawal mu sie na tyle przebiegly, ze powiedzial nam zebysmy pod zadnym pozorem nie mowili ludziom z drugiego jeepa z tej samej firmy. Jaki byl cel tego podstepu? Nie wiem do dzisiaj. Koniec koncow, okazalo sie ze ludzie z drugiego jeepa dostali dokladnie taka sama oferte od swojego kierowcy. Jechac rano i zobaczyc wschod lub jechac normalnie o 8. Kiedy David dowiedzial sie o tym, wytoczyl dodatkowy argument za tym zeby jechac o 4 rano – musial przedluzyc swoja wize w Uyuni i dlatego chcial byc tak jak najwczesniej (Amerykanie potrzebuja wiz w Boliwii! Oh yes!!!:)). Niestety pech Dave'a po raz kolejny dal o sobie znac, bo ludzie z drugiego jeepa wcale nie chcieli wstawac rano, a i nam wcale do tego nie bylo spieszno. Dodatkowo, co okazalo sie pozniej, kierowcy raczej nie chcieli sie rozdzielac i jesli jeden samochod nie jechal, to zostawaly obydwa. Zostalismy wiec i wyjechalismy jak normalni ludzie o 8 rano, po sniadaniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Warto jeszcze wspomniec, ze w hotelu solnym w ktorym bylismy dzieciaki z miasteczka urzadzily wystep muzyczny dla gosci. Zaangazowanie i poziom umiejetnosci muzycznych wsrod nieletnich czlonkow zespolu bylo bardzo zroznicowane, ale bardzo milo bylo posluchac boliwijskiego folku w amatorskim wykonaniu. Najciekawszym jak dla mnie akcentem ich wystepu byl jednak nieproszony gosc w postaci skorpiona. Podczas jednej z ostatnich piosenek zauwazylismy, ze czlonkowie zespolu bardziej niz na graniu koncentruja sie na wpatrywaniu sie w ruszajacego sie robaka na solnym klepisku. Zazartowalem, ze to pewnie skorpion, bo zamajaczylo mi przed oczami cos jakby ten charakterystyczny ogonek z kolcem i jadem. Chlopaki z kapeli szybko sobie z nim poradzili po zakonczeniu kawalka. Po prostu przygnietli insekta obuwiem kilkakrotnie. Po calym wystepie zegzaminowalismy miejsce zbrodni i ku naszemu przerazeniu okazalo sie, ze byl to faktycznie skorpion bardzo maly, ale jednak... A ja tam chodzilem na bosaka!:) Pozniej jeszcze nam jakis Anglik powiedzial, ze im skorpion mniejszy, tym ostrzejszy ma jad. Reszte czasu przed snem spedzilismy na sprawdzaniu podlogi i scian...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Drugiej nocy Noel znow dal czadu. Tym razem byl pijany juz o 22 i zasnal za kolkiem samochodu. David to zauwazyl i oczywiscie w tamtej chwili doszczetnie w gruzach legly jego plany. Nie bedzie wschodu Slonca, nie bedzie wczesniejszego przyjazdu do Uyuni. Chyba w tamtym momencie postanowil nas ukarac za brak wsparcia. Przestal sie do nas odzywac. Nie wiedzial chyba jednak, ze bardziej robil nam tym przysluge:) Noel na kacu i tak niewiele mowil, a cisza jaka dal nam David w sam raz pasowala do zmeczenia i nastrojow po 2 dniach w kurzu i telepiacym sie jeepie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TZNbfyyDI/AAAAAAAAG4g/ZKvu83chH1M/s1600/IMG_4744.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TZNbfyyDI/AAAAAAAAG4g/ZKvu83chH1M/s320/IMG_4744.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;David obrazony.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Trzeci dzien zaczal sie od przymusowego postoju pol godziny drogi od San Juan. Nasz genialny kierowca nie dolal paliwa poprzedniego wieczoru, bo byl zajety “czyms innym”. Czekalismy wiec na nastepny samochod, bo mimo obecnosci pojemnika z paliwem, nasz kierowca nie mial wezyka, ktorym mogl je wlac do baku. Pol godziny czekania umililismy sobie wyobrazaniem sobie tego co by bylo, gdyby to sie stalo o 4 rano i gdyby nie jechal za nami drugi samochod...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Reszta dnia minela na jezdzie po Salar de Uyuni. Tego co tam widac nie da sie opisac, wiec pozostawie to zdjeciom. Po drodze zjedlismy strusia na wyspie kaktusow na srodku Salar.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TbP8-SegI/AAAAAAAAG5A/neNpsuGwSxw/s1600/IMG_4850.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TbP8-SegI/AAAAAAAAG5A/neNpsuGwSxw/s320/IMG_4850.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;King Sajz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TZxS3UGiI/AAAAAAAAG4o/T-51T16F2s8/s1600/IMG_4760.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TZxS3UGiI/AAAAAAAAG4o/T-51T16F2s8/s320/IMG_4760.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;Moja ulubiona poza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TaQLArq_I/AAAAAAAAG4w/FMSlvmOE1a4/s1600/IMG_4838.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TaQLArq_I/AAAAAAAAG4w/FMSlvmOE1a4/s320/IMG_4838.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Na wyspie kaktusow kaktus mi na rece nie wyrosl.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Po zjezdzie z Salar zajechalismy do wioski z jarmarkami i straganami “tylko dla turystow”. Stamtad juz tylko pol godziny mielismy do Uyuni. Wyjezdzajac z wioski minelismy stacje i David zapytal Noela czy ma wystarczajaco benzyny, odpowiedz byla pozytywna. Niestety na tej pozytywnej odpowiedzi przejechalismy tylko 3 kilometry, a pozniej stanelismy... Noel zabral kanister na plecy, a do kieszeni pieniadze pozyczone od Davida i poczlapal (bo tylko tak mozna nazwac jego chod) z powrotem w kierunku stacji benzynowej. Wrocil po 1,5 godzinie przywieziony motorkiem przez jakiegos starszego pana z mniej wiecej 26 ubytkami w uzebieniu. &lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Ostatnim punktem eskapady na Salar bylo Cemetario de Trenes. Cmentarzysko pociagow faktycznie robilo imponujace wrazenie. Uyuni kiedys bylo jednym z wazniejszych wezlow kolejowych w Ameryce Lacinskiej, teraz odjezdza stamtad kilka pociagow na tydzien. Na cmentarzu byly sklady majace nawet po 100 lat, do tego masa wagonow i innego zardzewialego masywnego zlomu. Poza tym, Uyuni zrobilo na nas od poczatku bardzo zle wrazenie. Wszedzie walaly sie smieci. Ludzie tam wyrzucaja smieci po prostu za okno i o ile w miescie jeszcze jest ok bo zbieraja je sluzby, to zaraz za rogatkami wala sie pelno smierdzacego syfu. Pelno foliowych smietnikowych workow i wyglada to raczej jak wysypisko smieci a nie jedno z glownych turystycznych miast w Boliwii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-Ta1CLFLNI/AAAAAAAAG44/PqqDCPqY1dM/s1600/IMG_4941.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-Ta1CLFLNI/AAAAAAAAG44/PqqDCPqY1dM/s320/IMG_4941.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;&amp;nbsp;Martwe pociagi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;W Uyuni postanowilismy sie rozdzielic. Marta i Oisin chcieli jechac do La Paz. Chcieli pobyc przez chwile w jednym miejscu razem. Kupili wiec bilet i mieli jechac z poznana australijsko-kanadyjska para z drugiego jeepa. Aga, ja i Seba postanowilismy pozwiedzac troche Boliwie i kupilismy na nastepny dzien bilet do Potosi. Zjedlismy jeszcze ostatni wspolny posilek w Uyuni – pizze, w najwyzej polozonej pizzerii na swiecie (3800m, szef z US and A).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Podsumowujac, odradzamy Cordillere a szczegolnie przerdzewialego landcruisera i jego kierowce Noela! &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="western" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman,serif;"&gt;Michal&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-3844631136847832938?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/3844631136847832938/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/o-sole-mio-czyli-boliwijska-wieliczka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3844631136847832938'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3844631136847832938'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/o-sole-mio-czyli-boliwijska-wieliczka.html' title='O sole mio, czyli boliwijska Wieliczka - Salar de Uyuni.'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S-TT0e-JWmI/AAAAAAAAG3o/nTB1vzZ3FdI/s72-c/DSC_6257.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-4942751383000540556</id><published>2010-05-02T15:52:00.001+01:00</published><updated>2010-05-02T15:53:13.409+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='el calafate'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='argentyna'/><title type='text'>El Calafate i okolice - fotosy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Kv6zh_XI/AAAAAAAAG2Y/Emc9djio6gg/s1600/IMG_3635.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Kv6zh_XI/AAAAAAAAG2Y/Emc9djio6gg/s320/IMG_3635.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Perito Moreno sie nie klania, ale Agusia tak :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92LmUkfIwI/AAAAAAAAG2g/UYcRLLfgdPs/s1600/IMG_3645.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92LmUkfIwI/AAAAAAAAG2g/UYcRLLfgdPs/s320/IMG_3645.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Dziewczeta przytloczone natlokiem lodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Mq7MFxDI/AAAAAAAAG2o/JIKjj4XTu4o/s1600/IMG_3652.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Mq7MFxDI/AAAAAAAAG2o/JIKjj4XTu4o/s320/IMG_3652.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;"Tylem do czola". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92N7O6OWsI/AAAAAAAAG2w/VFjXVlW8tcU/s1600/DSC_4597.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92N7O6OWsI/AAAAAAAAG2w/VFjXVlW8tcU/s320/DSC_4597.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Michciu, Cerro Torre i Fitz Roy. Michciu to oczywiscie ten najwyzszy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Ol58Il1I/AAAAAAAAG24/t0Witl2rBqY/s1600/DSC_4619.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Ol58Il1I/AAAAAAAAG24/t0Witl2rBqY/s320/DSC_4619.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Architektura przestrzeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92PK3_eOyI/AAAAAAAAG3A/hhyHwig4oKM/s1600/DSC_4655.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92PK3_eOyI/AAAAAAAAG3A/hhyHwig4oKM/s320/DSC_4655.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po takich drogach sie jezdzi szybko... bardzo szybko!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92QKBPwLwI/AAAAAAAAG3I/_OSpK3DlFJg/s1600/DSC_4723.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92QKBPwLwI/AAAAAAAAG3I/_OSpK3DlFJg/s320/DSC_4723.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kompozycja wertykalna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Q2-bltVI/AAAAAAAAG3Q/HF-HiBUmHRE/s1600/DSC_4703.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Q2-bltVI/AAAAAAAAG3Q/HF-HiBUmHRE/s320/DSC_4703.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tytus, Romek i Atomek (kolejnosc na zdjeciu przypadkowa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92RbBPYB1I/AAAAAAAAG3Y/UvS7zrS1EOA/s1600/DSC_4699.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92RbBPYB1I/AAAAAAAAG3Y/UvS7zrS1EOA/s320/DSC_4699.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Seba NIE pozuje do zdjecia :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-4942751383000540556?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/4942751383000540556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/el-calafate-fotosy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4942751383000540556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4942751383000540556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/05/el-calafate-fotosy.html' title='El Calafate i okolice - fotosy'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Kv6zh_XI/AAAAAAAAG2Y/Emc9djio6gg/s72-c/IMG_3635.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-4865891439918917941</id><published>2010-04-24T00:05:00.003+01:00</published><updated>2010-05-02T15:16:22.470+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='trekking'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='chile'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><title type='text'>Puerto Natales + Torres del Paine - fotosy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9InWonFJsI/AAAAAAAAG0w/ES8CzLwJswo/s1600/IMG_3401.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9InWonFJsI/AAAAAAAAG0w/ES8CzLwJswo/s320/IMG_3401.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W Torres del Paine troche wialo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zBu8PYpYI/AAAAAAAAG04/xdoiNUXGfJs/s1600/IMG_3404.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zBu8PYpYI/AAAAAAAAG04/xdoiNUXGfJs/s320/IMG_3404.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Poczatkowo humory dopisywaly, po kilku godzinach nie bylo juz tak wesolo ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zCtU04VPI/AAAAAAAAG1A/SFS7_XkZWTQ/s1600/IMG_3412.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zCtU04VPI/AAAAAAAAG1A/SFS7_XkZWTQ/s320/IMG_3412.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Lodowiec Gray - czesc gigantycznego patagonskiego pola lodowego. Wiatr, deszcz, zimno, czyli miodzio - wysmienity poczatek trekkingu!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zECcHySgI/AAAAAAAAG1I/IpQNx-Vf1Gk/s1600/IMG_3461.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zECcHySgI/AAAAAAAAG1I/IpQNx-Vf1Gk/s320/IMG_3461.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Titanic by sie raczej nie przeslizgnal...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zFDklb7JI/AAAAAAAAG1Q/CbETDRAD9JA/s1600/IMG_3490.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9zFDklb7JI/AAAAAAAAG1Q/CbETDRAD9JA/s320/IMG_3490.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Widoki byly piekne, a rzucane na wiatr i podejscia przeklenstwa byly niewybredne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S91-om79ZXI/AAAAAAAAG1Y/0x9HBisEgg8/s1600/IMG_3502.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S91-om79ZXI/AAAAAAAAG1Y/0x9HBisEgg8/s320/IMG_3502.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zdobywanie Valle de Frances i towarzyszacy temu wiatr zapamietamy na ZAWSZE!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S91_sUYdkqI/AAAAAAAAG1g/FqrCigcu6DA/s1600/IMG_3526.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S91_sUYdkqI/AAAAAAAAG1g/FqrCigcu6DA/s320/IMG_3526.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Modlitwy o dobra pogode zostaly ostatecznie wysluchane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Ac8fYFDI/AAAAAAAAG1o/9ocEyPv_AwY/s1600/IMG_3529.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92Ac8fYFDI/AAAAAAAAG1o/9ocEyPv_AwY/s320/IMG_3529.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Z cyklu "Pier...e, nie ide!" Przedostatnie podejscie na calym trekkingu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92DbvWQRSI/AAAAAAAAG1w/Rqbm3lKyrWs/s1600/IMG_3535.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92DbvWQRSI/AAAAAAAAG1w/Rqbm3lKyrWs/s320/IMG_3535.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Trzy granitowe wieze Torres del Paine tuz przed wschodem Slonca. Prawda, ze piekne?! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92ErO8NmRI/AAAAAAAAG14/BjKvIndWbNo/s1600/IMG_3587.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92ErO8NmRI/AAAAAAAAG14/BjKvIndWbNo/s320/IMG_3587.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Let the sunshine in...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92FufodItI/AAAAAAAAG2A/zEEjCTW0fis/s1600/IMG_3593.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92FufodItI/AAAAAAAAG2A/zEEjCTW0fis/s320/IMG_3593.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Najsssss.... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92G-0Lw8BI/AAAAAAAAG2I/JGrQhJmjFzo/s1600/IMG_3599.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92G-0Lw8BI/AAAAAAAAG2I/JGrQhJmjFzo/s320/IMG_3599.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zakonczenie trekkingu bylo malo oryginalne, ale jakze przyjemne!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92ItbcTPaI/AAAAAAAAG2Q/26aGNEgclPM/s1600/IMG_3608.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S92ItbcTPaI/AAAAAAAAG2Q/26aGNEgclPM/s320/IMG_3608.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie wszyscy zdaja sobie sprawe jak wiele szczescia moze dac cieple lozko, posciel i prysznic po 3 nocach w Torres...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-4865891439918917941?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/4865891439918917941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/puerto-natales-torres-del-paine-fotosy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4865891439918917941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4865891439918917941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/puerto-natales-torres-del-paine-fotosy.html' title='Puerto Natales + Torres del Paine - fotosy'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9InWonFJsI/AAAAAAAAG0w/ES8CzLwJswo/s72-c/IMG_3401.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-5421940320570093536</id><published>2010-04-23T21:13:00.005+01:00</published><updated>2010-04-23T23:35:41.809+01:00</updated><title type='text'>Dalej na polnoc - Salta i San Pedro de Atacama w Chile</title><content type='html'>Z Mendozy do  Salty jechalismy nocnym autobusem linii Andesmar. Mimo kilkakrotnego zwrocenia uwagi tak napizdzal klimatyzacja, ze trzeslismy sie z zimna i nie moglismy spac. &lt;br /&gt;Do Salty zawitalismy tylko na ok 24h, potraktowalismy ja jako przystanek miedzy Mendoza a San Pedro de Atacama w Chile. Dotarlismy do hostelu (hostel In Salta), ktory okazal sie byc uroczym miejscem, i po odespaniu kiepskiej nocnej podrozy ruszylismy cos zjesc i rzucic okiem na miasteczko. Salta jest bardzo ladnym miastem w stylu kolonialnym, szczegolnie centrum i rynek sa bardzo zadbane.Zostalismy tam tylko jedna noc, wiec pozostal pewien niedosyt, ale moze to i dobrze :) Pokrecilismy sie troche po centrum i wrocilismy do hostelu, gdzie wieczorem zorganizowana zostala kolacja dla gosci (za niewielka sume) z muzyka na zywo. Jednak kolacja przeszla nasze najsmielsze oczekiwania, nie tylko samo jedzenie - jego ilosc i jakosc, do tego wino i napoje. Byla swietna muzyka, gosciu na gitarze i pancia ktora spiewala, a do tego czesc artystyczna, najpierw w wykonaniu miejscowych "Gaucho" i dziewek, a pozniej porwali oni do tanca gosci :) zabawa byla swietna.&lt;br /&gt;Nastepnego dnia wczesnie rano pojechalismy na dworzec z zamiarem dalszej podrozy do San Perdro de Atacama w Chile. Mielismy nadzieje, ze uda sie wszystko i wszyscy razem znajdziemy sie w tym samym autobusie, gdyz bilety udalo sie kupic tylko dla dwoch osob. Ale sprytny Pan, ktory sprzedawal nam bilety dzien wczesniej obiecal ze wszyscy wsiadziemy do autobusu i ewentualnie ktos bedzie jechal obok kierowcy. Umowilismy sie z Panem o 6.15 na dworcu i odetchnelismy kiedy sie pojawil :) no ale zabral gdzies Marte, Sebe i Oisina i mieli wsiasc poza dworcem, tak zeby nikt nie widzial, gdyz kasa szla bezposrednio do ich kieszeni:) My poszlismy na stanowisko, z ktorego mial odjechac autobus i kiedy w koncu przyjechal to nam ulzylo, jak zobaczylismy w luku bagazowym plecaki pozostalej trojki :) Tak jak gosciu mowil, zgarnelismy ich juz po wyjezdzie z dworca :) &lt;br /&gt;Podroz autobusem do San Pedro de Atacama byla niezapomniana, po pierwsze ze wzgledu na sama trase,gdzie autokar musial sie wspinac wezykiem nad przepasciami na wysokosc 4000 m, po drugie na odczuwalne przez niektorych skutki choroby wysokosciowej:) Dopiero pozniej dowiedzielismy sie, ze jezeli bedzie sie na takiej wysokosci, to poprzedniego dnia nie wolno jesc miesa i pic alkoholu. Poza tym nalezy zaopatrzyc sie w liscie koki, ktorych zucie bardzo pomaga na dolegliwosci zoladkowe i niesamowity bol glowy, zwiazane z wysokoscia. Sprawdzilam na sobie, to prawda i byc moze jest to jedyne antidotum, ktore pozwolilo mi przetrwac pierwszy tydzien :) Polecam rowniez "mate de coca", napar z suszonych lisci koki, ktorego wszyscy zostalismy fanami - nie tylko ze wzgledu na wlasciwosci prozdrowotne, ale rowniez walory smakowe :)&lt;br /&gt;W San Pedro zatrzymalismy sie w "Hostal Iquisa", gdzie ja poddalam sie chorobie wysokosciowej, a reszta grupy ruszyla organizowac pobyt, co by nie tracic czasu. Nasz plan byl bardzo napiety, mialam noc i przedpoludnie zeby dojsc do siebie. Na szczescie juz nastepnego dnia rano czulam sie duzo lepiej. Po poludniu pojechalismy do Doliny Ksiezycowej i Doliny Smierci. Niesamowite krajobrazy, naprawde jak z ksiezyca!! Wyksztaltowane zostaly przez erupcje wulkanow (ktorych w samych Andach jest ok 2,5 tys, z czego 150 czynnych) i wieloletnia erozje. Zobaczylismy jeszcze zachod slonca w towarzystwie setek innych turystow i wieczorem wrocilismy do San Pedro. Tego samego wieczoru po 22 pojechalismy na obserwacje gwiazd do astronoma, ktory ma 8 wielkich teleskopow i organizuje grupowe obserwacje. Najpierw dostalismy wyklad na temat wszechswiata, pozniej rozpiechrzlismy sie miedzy teleskopami i kazdy mogl pogapic sie na rozne planety i konstelacje, ktore byly widoczne z roznych teleskopow. Na koniec gosciu kazdemu zrobil przez teleskop zdjecie ksiezyca i poszlismy do domu na kubek goracej czekolady. &lt;br /&gt;Bylismy w hostelu po polnocy, a nastepnego dnia o 4 rano podjechal po nas bus ruszylismy 90 km w gore na "Geyers el Tatio". Najwiekszy efekt jest miedzy 6 a 7 rano, kiedy jest juz widno,ale temperatura jeszcze ponizej zera. Wtedy wlasnie woda buchajaca z gejzerow, o temp przekraczajacej 85stopni, stykajaca sie z zimnym powietrzem daje ten niesamowity spektakl. Pozniej odwazylismy sie na kapiel w basenie z goraca woda z gejzerow.Rewelacyjne uczucie, kiedy plywalismy sobie w goracej wodzie, mniej fajnie, kiedy trzeba bylo wyjsc i przebrac sie w temp ponizej zera :) Telepalo nami, jakbysmy byli podlaczeni pod prad :) Na szczescie szybko wyszlo slonce i po chwili nie odczuwalismy juz przerazliwego zimna. &lt;br /&gt; Wrocilismy do hostelu ok poludnia, poszlismy spac na 2 godziny i o 15 mielismy kolejna wyprawe na laguna Cejar,chyba najbardziej slony zbiornik wodny na swiecie. Jest tak slona, ze nie mozna sie w niej zanurzyc:) Bylismy unoszeni na powierzchni jak styropian :) Podobno kapiel w niej odmladza o 10 lat :) Rzeczywiscie nasza Pani przewodnik wygladala jak dziewczynka, a mowila ze codziennie przyjezdza i kapie sie w tej lagunie :)Po 40 min ruszylismy dalej do kolejnej laguny, juz nie slonej, ale za to mozna bylo do niej skakac z wysokosci ok 4 metrow. Tylko Oisin odwazyl sie skoczyc na glowke, reszta wykonala po tzw. bombie :)Pozniej podjechalismy jeszcze na Salar de Atacama, pustynie solna, duzo mniejsza niz Salar de Uyuni w Boliwii, ale otoczona Andami i pieknym widokiem. Dostalismy tam przekaski i po slynnym drinku "pisco sour". Byla to swietna wycieczka, Seba po porannej wyprawie na gejzery zrezygnowal z tego wyjazdu, chcial odpoczac i odespac. A szkoda, gdybym wiedziala co traci zanim wyjechalismy to wyciagnelabym go za uszy :)&lt;br /&gt;Tak dobiegl konca nasz pobyt w San Pedro de Atacama, skad nastepnego ranka ruszylismy na 3 dniowe safari na Salar de Uyuni. Ale o przezyciach z pustyni solnej w Boliwii w natepnym odcinku :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;siostra_Tomka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-5421940320570093536?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/5421940320570093536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/dalej-na-polnoc-salta-i-san-pedro-de.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5421940320570093536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5421940320570093536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/dalej-na-polnoc-salta-i-san-pedro-de.html' title='Dalej na polnoc - Salta i San Pedro de Atacama w Chile'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-3228829339073355707</id><published>2010-04-23T00:01:00.003+01:00</published><updated>2010-04-23T22:03:26.681+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ushuaia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='argentyna'/><title type='text'>Ushuaia - fotosy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DTDhb5XYI/AAAAAAAAG0o/QVc4mK_oqLs/s1600/IMG_3349.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DHYJLLuDI/AAAAAAAAGzY/HfzHxaxJvGI/s1600/IMG_3111.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DHYJLLuDI/AAAAAAAAGzY/HfzHxaxJvGI/s320/IMG_3111.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Striptiz na koncu swiata ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DIiJ4ixGI/AAAAAAAAGzg/f8djrli68JY/s1600/IMG_3133.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DIiJ4ixGI/AAAAAAAAGzg/f8djrli68JY/s320/IMG_3133.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To juz jest koniec, nie ma juz nic...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DJbRKdRuI/AAAAAAAAGzo/rur94djINxk/s1600/IMG_3143.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DJbRKdRuI/AAAAAAAAGzo/rur94djINxk/s320/IMG_3143.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twardy trekking na Lagune Esmeralda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DMF4WKR-I/AAAAAAAAGzw/MufimLZDu-Q/s1600/IMG_3168.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DMF4WKR-I/AAAAAAAAGzw/MufimLZDu-Q/s320/IMG_3168.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz pierwszy kontakt z Patagonia byl bardzo pociagajacy wizualnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DMySS6R_I/AAAAAAAAGz4/EMYZAHck674/s1600/IMG_3200.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DMySS6R_I/AAAAAAAAGz4/EMYZAHck674/s320/IMG_3200.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Esmeralda nie poskapila nam swoich urokow...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DN9rDLPsI/AAAAAAAAG0A/q_IjtRMusXw/s1600/IMG_3231.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DN9rDLPsI/AAAAAAAAG0A/q_IjtRMusXw/s320/IMG_3231.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na lodowcu Martial spotkac mozna przykladowo takie okazy fauny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DPvUYV0kI/AAAAAAAAG0I/MXIUQTeJntU/s1600/DSC_4074.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DPvUYV0kI/AAAAAAAAG0I/MXIUQTeJntU/s320/DSC_4074.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Mozna tez rozlozyc nogi na sniegu...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DQ3zX5YBI/AAAAAAAAG0Q/dNgp0fG9uM8/s1600/IMG_3307.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DQ3zX5YBI/AAAAAAAAG0Q/dNgp0fG9uM8/s320/IMG_3307.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Lub zrobic zdjecie do albumu rodzinnego :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DR5Jl0AII/AAAAAAAAG0Y/T_8t-87LrtM/s1600/DSC_4127.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DR5Jl0AII/AAAAAAAAG0Y/T_8t-87LrtM/s320/DSC_4127.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Camino de Guanaco jest, jak sama nazwa wskazuje, raczej dla guanako niz dla ludzi. Niekonczace sie podejscie daje w tylek fizycznie i psychicznie...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DSW7AwQdI/AAAAAAAAG0g/ij4r46KHiyo/s1600/DSC_4166.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DSW7AwQdI/AAAAAAAAG0g/ij4r46KHiyo/s320/DSC_4166.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Ale za to widoki na poludnie sa pociagajace.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DTDhb5XYI/AAAAAAAAG0o/QVc4mK_oqLs/s1600/IMG_3349.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DTDhb5XYI/AAAAAAAAG0o/QVc4mK_oqLs/s320/IMG_3349.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Chociaz Antarktydy dostrzec sie nie udalo, to Ziemia Ognista daje rade!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-3228829339073355707?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/3228829339073355707/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/ushuaia-fotosy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3228829339073355707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3228829339073355707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/ushuaia-fotosy.html' title='Ushuaia - fotosy'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S9DHYJLLuDI/AAAAAAAAGzY/HfzHxaxJvGI/s72-c/IMG_3111.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-1948851449393858713</id><published>2010-04-19T22:31:00.003+01:00</published><updated>2010-05-02T15:19:55.254+01:00</updated><title type='text'>Vol 4 i jeszcze duzo przed nami - Bariloche, Mendoza</title><content type='html'>Z El Calafate pojechalismy dalej na polnoc do Bariloche. Niewielkie miasteczko, polozone nad jeziorem,  ludzaco jest podobne do szwajacarskich kururtow. Slynie z produkcji czekoladek. Oferuje wiele atrakcji turystycznych, takich jak jazda konna, rafting, trekking itp., ale ceny sa maxymalnie wywindowane.My podczas czterodniowego pobytu w Bariloche skusilismy sie tylko na jazde konna. Doswiadczenie i to dosyc spore w tej dziedzinie ma tylko Jarta, reszta zalogi obila sobie porzadnie tylki i konie robily sobie z nami co chcialy:)To konie decydowaly kiedy ida, biegna lub kiedy robia sobie przerwe na skubanie trawy. My nie mielismy prawie nic do gadania:)                             &lt;br /&gt;Mielismy w planie rowniez jazde rowerami, jednak dzien wczesniej obchodzilismy slynne irlandzkie swieto Sw. Patryka i nie wstalismy  wystarczajaco wczesnie zeby zdazyc:)&lt;br /&gt;Po leniwym i zbyt dlugim pobycie w Bariloche ruszylismy do Mendozy. Marzylismy, zeby w jednym miejscu pobyc dluzej niz 5 dni i postanowilismy to marzenie zrealizowac w Mendozie. Przyczynil sie do tego rowniez fakt, ze czekalismy na Oisina, ktory mial do nas dolaczyc do Mendozy pod koniec marca. Spedzilismy wiec tam  w sumie 11 dni. Nie mam slow, zeby opisac jak bardzo podobalo mi sie w Mendozie. Wszystko bylo tak jak powinno. Swietny hostel ( La Cava) w ktorym najbardziej odpowiedzialnym pracownikiem byl pies Luca :)  Luca jest przesmieszna mieszanka wilczura i jamnika, a dokladniej morde i wydluzony tulow nalezaly do wilczura , a krotkie nozki do jamnika. Wzbudzal smiech i zainteresowanie wszystkich mieszkancow hostelu i ludzi na ulicy:) Mysle , ze byl najszczesliwszym psem na swiecie, gdyz nie mial zadnych zakazow i ograniczen, byl wyglaskany i karmiony przez wszystkich i kazdy sie z nim bawil. Lubil najbardziej tego, ktory w danym momencie zabral go na spacer:) Nawet raz sam sie zabral, a dokladniej ktos go wypuscil z hostelu i dogonil mnie i Michcia jak bylismy w drodze na zakupy ubraniowe. Skonczylo sie na tym, ze Michcio musial zostawac z Luca na zewnatrz, gdyz jak tyko probowalismy wejsc we dwoje do sklepu, to Luca nie znajac slowa  ’’nie’’  wchodzil wszedzie za nami buszujac miedzy wieszakami:) Byl to na pewno jego najdluzszy w zyciu spacer, bo jak wrocilismy to z radosci probowal przebzykac noge Michcia:)  &lt;br /&gt;Wlasciciele hostelu, Nico i Juan od rana pala ziolo, ale sa bardzo sympatyczni, otwarci i pomocni:)W Mendozie nie robilismy wiele, totalny luz, czemu zdecydowanie sprzyjala atmosfera hostelu. Odpoczywalismy po intensywnych kilku tygodniach. Marta wiekszosc czasu spedzala w hamaku w ogrodzie, czytajac ksiazki:) Jednak pobyt w Mendozie nie mogl sie obyc bez bez objazdu winnic rowerami i degustacji win. Caly dzien spedzilismy jezdzac od winnicy do winnicy, probujac kilku rodzajow win w kazdej z winnic. Sielsko anielsko. Na szczescie rowery znaly droge i dowiozly nas z powrotem do wypozyczalni:) Oprocz degustacji byly tez oczywiscie zakupy. Z kazdej winnicy po pare rodzajow win, troche przetworow i kosmetykow z oliwek z malej rodzinnej fabryki  produkujacej oliwe z oliwek i inne produkty z nich. &lt;br /&gt;Ktoregos dnia wybralismy sie na rafting i canopy ( zjezdzanie po linkach nad przepasciami w uprzezach podczepionych do tych linek). Bardziej bylismy podeksytowani na mysl o canopy, jednak wrazenie po bylo zupelnie odwrotne. Duzo bardziej podobal nam sie rafting. Czekamy z niecierpliwoscia na Nowa Zelandie zeby to powtorzyc, bo podono tam jest jeden z najlepszych na swiecie. &lt;br /&gt;W kolejny upalny dzien pojechalismy sie poopalac i ochlodzic w aquaparku -spa ‘’Termas Cacheuta’’. Mozna tam poplywac, poopalac sie, wymasowac porzadnie cale cialo masazem podwodnym, ktorego sila moze zrobic siniaki,  polezec w goracej slonej wodzie z babelkami. Dla kazdego cos dobrego. Zrezygnowalismy z kremu do opalania z filtrami, gdyz chcielismy w koncu przestac wyrozniac sie swoimi bladymi cialami:) Pierwsza oznaka, ze przesadzilismy byly kokardki opalone od stroju na plecach Jarty. Juz w drodze powrotnej kazdy z nas czul, ze to sie zle skonczy  i ubrania dotykajce skory powodowaly bol. Kolejne dni byly traumatyczne, nie moglismy spac, siedziec, lezec. Nic nie moglismy:) Pocierpielismy pare dni, ale w koncu moglismy sie cieszyc piekna brazowa opalenizna, mimo ze troche z niej w koncu zeszlo:)&lt;br /&gt;Na ostatnie 2 dni w Mendozie dolaczyl do nas Oisin. Z zalem, juz w piec osob, opuszczalismy Mendoze. Chcielibysmy tam jeszcze kiedys wrocic, jezeli wrocimy to na pewno do hostelu La Cava:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostra_Tomka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-1948851449393858713?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/1948851449393858713/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/vol-4-i-jeszcze-duzo-przed-nami.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1948851449393858713'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1948851449393858713'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/vol-4-i-jeszcze-duzo-przed-nami.html' title='Vol 4 i jeszcze duzo przed nami - Bariloche, Mendoza'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-6194357035090141508</id><published>2010-04-15T02:33:00.003+01:00</published><updated>2010-04-15T03:24:31.409+01:00</updated><title type='text'>No to za ciosem i El Calafate. Vol 3</title><content type='html'>W El Calafate najwieksza atrakcja jest lodowiec Perrito Moreno.  Oprocz tego jest jeszcze szereg innych atrakcji, jakie oferuja agencje w Parku Narodowym Los Glaciares. Jednak my w zwiazku z ograniczonym czasem jaki przeznaczylismyna El Clafate, oraz z wysokimi cenami atrakcji,  ograniczylismy sie do zobaczenia Perrito Moreno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naszym mottem w El Calafate zostalo slynne powiedzenie: '' Kto pod kim dolki kopie ten sam w nie wpada'':)  A wszystko zaczelo sie od spotkania na dworcu po przyjezdzie grupki czterech rodakow, ktorzy powiedzieli nam, ze jak dojedziemy do wjazdu do parku narodowego przed 7 rano, to nie bedziemy musieli placic wejsciowki. Wynajelismy wiec wieczorem samochod na 2 dni. Nastawilismy budziki na 5 rano, zeby wyjechac od razu i dojechac tam przed 7, przemknac sie zanim otworza park i podziwiac piekny lodowiec zaoszczedzajac przy okazji sporo kasy. Wszystko szlo zgodnie z planem, do momentu dojechania do bramy parku, o godzinie 6.20, ktora owszem mozna byloby spokojnie przejechac... gdyby nie nocny stroz ktory czuwal przy wjezdzie :) skonczylo sie na tym, ze musielismy czekac do 7 na pracownikow, bylo zimno jak cholera, a do tego bylismy glodni, bo w hostelu sniadanie zaczynalo sie o 6.30, a my wyjechalismy wczesniej i nic nie kupilismy do jedzenia :) oczywiscie zaplacilismy za bilety, ale pocieszeniem dla nas bylo to ze nie bylismy jedyni i jeszcze jeden samochod juz czekal przy wjezdzie jak dojechalismy:)&lt;br /&gt;Lodowiec Perrito Moreno jest ogromny i robi niesamowite wrazenie. Dodatkowa atrakcja sa odglosy i widok, jaki towarzyszy oblamywaniu sie scian lodowca. Po 2 godzinach spedzonych na podziwianiu wrocilismy do El Calafate i reszte dnia spedzilismy na szwedaniu sie po miasteczku i drobnych przyjemnosciach.&lt;br /&gt;Nastepnego dnia wyjechalismy rano do oddalonego o 230 km El Chalten. Chcielismy zobaczyc slynne szczyty Fitz Roy i Cerro Torre. Nie sa one najwyzszymi szczytami, ale ze wzgledu na budowe i stale zmieniajace sie warunki pogodowe sa ogromnym wyzwaniem dla alpinistow i sa uznawane za jedne z najciezszych technicznie na swiecie.&lt;br /&gt;Trase o dlugosci 230 km przejechalismy w 2 godziny. Na bezkresnej Patagonii rzadko kiedy mija sie jakis inny samochod, drogi sa szerokie i rowne, praktycznie bez zakretow. Jedyna atrakcja na tej nudnej, ale pieknej widokowo trasie bylo scigajace sie z nami Guanako, ktore z jakiegos powodu koniecznie chcialo przebiec nam przed samochodem:) jak chcialo tak zrobilo, chociaz dziwne wydawalo sie, ze tak pozornie niezgrabnie wygladajace zwierze moze sie rozpedzic do takiej predkosci :) Szybko dojechalismy do El Chalten. Po krotkiej naradzie wybralismy trekking pod Cerro Torre, gdyz z braku czasu nie bylismy w stanie pojsc rowniez pod Fitz Roy. Widzielismy go jednak od tylu z trasy ktora szlismy. Trekking pod Cerro Torre jest bardzo przyjemny i niezbyt trudny. Za to widoki i sam szczyt - rewelacyjne!! Znowu pogoda byla dla nas laskawa, gdyz bardzo rzadko zdarza sie, zeby te szczyty nie byly pokryte chmurami. A wtedy nie widac doslownie nic i cala wyprawa na nic by sie zdala.&lt;br /&gt;Samo miasteczko El Calafate bardzo turystyczne i dosc drogie, stanowi baze wypadowa do oddalonego 80 km parku Los Glaciares, oraz El Chalten.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostra_Tomka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-6194357035090141508?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/6194357035090141508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/no-to-za-ciosem-i-el-calafate-vol-3.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6194357035090141508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6194357035090141508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/no-to-za-ciosem-i-el-calafate-vol-3.html' title='No to za ciosem i El Calafate. Vol 3'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-4361720165337355011</id><published>2010-04-15T01:10:00.003+01:00</published><updated>2010-05-02T15:18:59.101+01:00</updated><title type='text'>Zaleglosci vol 2 - Puerto Natales i trekking w Torres del Paine</title><content type='html'>Naszym kolejnym celem po Ushuai bylo Puerto Natales w Chile. Male miasteczko, ktore stanowi baze wypadowa do parku narodowego Torres del Paine. Zatrzymalismy sie tam w hostelu Backpackers Kawashkar, ktory z czystym sumieniem moge polecic kazdemu, kto zawita do Puerto Natales. Omar - wlasciciel hostelu - stworzyl niesamowity klimat, sypie radami jak z rekawa i jest bardzo  pomocny:) dosc powiedziec, ze czekal na nas do okolo polnocy, zeby pokazac nam w ogrodku z latarkami na glowie jak rozlozyc namiot :) na miejscu jest wypozyczalnia sprzetu turystycznego niezbednego do trekkingu w Torres del Paine.  Do tego przyzwoita cena i pyszne sniadanie :) acha, i pamietajcie zeby nie karmic psa Ajaxa :)&lt;br /&gt;Wyposazeni w wiedze (hehe), wszelki niezbedny sprzet (spiwory, namioty, butle gazowe) oraz jedzenie na 4 dni wyruszylismy rano z hostelu na podboj Torres del Paine. Postanowilismy zrobic tzw. trekking ''W'' w 4 dni (3noce). Troche karkolomnie, bo zazwyczaj robi sie ta trase zostajac w parku 4 lub 5 nocy. Cala trasa ma 72 km.&lt;br /&gt;Po 2 godz jazdy autobusem dojechalismy na miejsce i rozpoczelismy nasza przygode. Zmienilismy nasz pierwotny plan i postanowilismy dac sobie mocno w tylek i zrobic cale ''W'' z plecakami wazacymi ok 15 kg ( pierwotna wersja zakladala, ze pierwszego dnia zostawimy u podnoza gory caly sprzet i pojdziemy tylko z woda i przekaskami pod lodowiec Glaciar Grey).  Dojscie do campingu zajelo nam 7 godzin.Wiatr dochodzacy miejscami do 160 km/h. Z tego wiatru wlasnie, oprocz pieknych widokow, najbardziej slyna Torresy. Zostalismy poinformowani przed wyjazdem, zeby caly czas byc przygotowanym na to zeby pasc z plecakami na ziemie w razie podmuchow. Praktycznie caly czas trzeba byc skupionym, gdyz wiatr przychodzi z nikad, jest cisza kompletna i nagle tak silny podmuch ze nie wiadomo co sie dzieje. Bywaly nawet smiertelne wypadki, kiedy wiatr zdmuchiwal ludzi.&lt;br /&gt;Po kliku godzinach z plecakami nie moglismy sie juz doczekac, kiedy w koncu ujrzymy camping. Niestety ostatnie podejscie bylo bardzo strome, wiec po 6 godzinach marszu nogi odmawialy posluszenstwa i trasa wydawala sie nie miec konca. Klelam na czym swiat stoi. Nie przypuszczalam ze na tylu rzeczach moze stac swiat... :)&lt;br /&gt;Mniej wiecej tak wygladal nasz kazdy dzien. Wstawalismy rano, jedlismy sniadanie, skladalismy namioty, wyruszalismy w droge, 7-8 godzin marszu, rozkladanie namiotow i zgon o 19 wieczorem :)  mycie, a raczej podmywanie sie lodowata woda z rzeki polewana z butelki. chodzenie spac i wstawanie z kurami. 4 dni w tych samych ubraniach. W nocy zimno i wialo jak cholera, a  campingi sa umieszczone miedzy drzewami. Chociaz i tak mielismy szczescie i pogoda nam dopisala, bo nie padalo w ogole.&lt;br /&gt;Ostatni dzien byl niesamowity, gdyz jakims cudem niewyobrazalnym wstalismy o 4.30 rano (oprocz Seby ktory na dzwiek budzika odwrocil sie dupa do Jarty i powiedzial : pier...e nie ide!! i nie poszedl!!) , zeby z latarkami czolowkami wspiac sie pod Torresy i zobaczyc - ponoc niesamowity - wschod slonca. Wschod slonca byl rzeczywiscie piekny, ale wieksze wrazenie zrobilo na nas samo podejscie pod Torresy, kompletna nieznajomosc trasy, w totalnych ciemnosciach i strasznym zimnie (padal snieg). Z potezna dawka adrenaliny oraz wylewajaca sie miejscami glupota dotarlismy na miejsce w godzine krocej niz zakladala mapa. Na gorze czekalismy wiec na wschod slonca ponad godzine szczekajac zebami i pogryzajac Snickersy. Ciemnosc rozswietlal juz ksiezyc i zanim zrobilo sie jasno cale otoczenie wygladalo jakbysmy nagle znalezli sie na ksiezycu. Niesamowite wrazenie! Pozniej wschod slonca i zmieniajace wraz ze sloncem kolory skaly, fotki i biegiem na dol :)  Seba juz czekal na nas z goraca herbata... nie no ponioslo mnie - sami sobie zrobilismy, ale marzylismy w drodze, zeby nam zrobil :) poskladal za to namioty :)szybkie sniadanie i pozniej juz caly czas w dol,  do schroniska skad mial zabrac autobus. I tylko wspolczulismy tym ktorzy z wielkimi plecakami szli w druga strone i dopiero zaczynali wedrowke :)&lt;br /&gt;Teraz z perspektywy czasu (kiedy juz nie niesiemy ciezkich plecakow pod niekonczaca sie gore:)) oceniamy, ze trekking w Torres del Paine byl jednym z high light'ow naszego pobytu w Ameryce Poludniowej.&lt;br /&gt;Wrocilismy jeszcze na jedna noc do tego samego hostelu i po 4 dniach jedzenia zupek w proszku, suszonych owocow i slodyczy  w koncu zjedlismy dobra zasluzona kolacje i napilismy sie piwa :)&lt;br /&gt;Nastepnego dnia wyruszylismy z powrotem do Argentyny - El Calafate.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostra_Tomka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-4361720165337355011?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/4361720165337355011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/zaleglosci-vol-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4361720165337355011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4361720165337355011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/zaleglosci-vol-2.html' title='Zaleglosci vol 2 - Puerto Natales i trekking w Torres del Paine'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-8279714369844989029</id><published>2010-04-10T20:16:00.004+01:00</published><updated>2010-05-02T15:17:58.503+01:00</updated><title type='text'>Nadrabianie zaleglosci vol 1 - Ushuaia</title><content type='html'>W zwiazku z awaria komputera i ograniczonym czasem korzystania z komputerow hostelowych nastapilo wyrazne opoznienie w relacji z naszej podrozy.&lt;br /&gt;Jestesmy juz w Boliwii, ale wiele miejsc i przezyc za nami, w miare mozliwosci systematycznie bedziemy nadrabiac zaleglosci.&lt;br /&gt;Nowy komputer zostal zakupiony przez Jarte i dostarczony przez Oisina (przyszlego meza Jarty). Oisin jest kolejnym po Sebie wsparciem z zewnatrz. Niestety jest z nami tylko przez 3 tygodnie i musi wracac do pracy. Ale juz wiemy ze nawiedzi nas znowu w Nowej Zelandii :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanelismy na Buenos Aires. Stamtad polecielismy na kraniec swiata do Ushuai. Lot i ladowanie do przyjemnych nie nalezaly, chociaz w obliczu dzisiejszej tragedii wstydem byloby narzekac. Silny wiatr oraz pas startowy na wodzie wzmagaly tylko doznania. Wszystko zakonczylo sie szczesliwie.&lt;br /&gt;W Ushuai bylismy 4 dni. Piekne miejsce, chociaz bardzo turystyczne i dosyc drogie. Skupilismy sie na wyczynach outdoorowych, bylo duzo trekkingu, podziwianie widokow i wizyta w Parku Narodowym Tierra del Fuego.&lt;br /&gt;W pierwszy dzien rozejrzelismy sie po miescie, ustalilismy plan dzialania na najblizsze dni.&lt;br /&gt;Dzien drugi to trekking na Laguna Esmeralda. Widzielismy ludzi wracajacych z tego trekkingu ubloconych po pas. Rzeczywiscie pierwsza czesc trasy to przyjemny trekking, ale juz samo podejscie pod jezioro to juz bardziej szukanie w miare bezpiecznego miejsca do postawienia stopy, zeby nie wpieprzyc sie po kolana w bloto :) i o dziwo doszlismy do jeziora czysciutcy i o wiele szybciej niz ci, ktorzy probowali przebic sie przez bagno. Jak wrocilismy z powrotem do wyjscia to chyba nikt nie wierzyl ze tam doszlismy:)&lt;br /&gt;Trzeci dzien to przyjemny trekking wzdluz wyciagu narciarskeigo pod lodowiec Martial, oraz do punktu widokowego z piekna panorama Ushuai. Lodowiec okazal sie wieksza polacia sniegu, po ktorej zjezdzalismy na kawalku folii na tylku, majac kupe smiechu i zabawy. Pozniej poszlismy na punkt widokowy, gdzie widok zapiera dech w piersiach.&lt;br /&gt;Nic to jednak w porownaniu z widokiem z dnia czwartego, ktory ja podziwialam niestety tylko na zdjeciach. Reszta ekipy udala sie na ciezki trekking w parku narodowym Tierra del Fuego. Jednak wysilek zostal wynagrodzony pieknymi widokami na caly park, Ushuaie, ciesnine Beagla oraz pokryty osniezonymi szczytami, wysuniety najdalej na poludnie skrawek Ameryki Poludniowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem ze post bez zdjec jest jak kozuch bez kwiatka, ale w tej chwili nie ma fizycznej mozliwosci zaladowania zdjec.&lt;br /&gt;Cdn... czyli relacja z pobytu w Puerto Natales oraz trekking w Torres del Paine&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agnieszka zwana potocznie siostra_Tomka&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-8279714369844989029?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/8279714369844989029/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/nadrabianie-zaleglosci-vol-1.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8279714369844989029'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8279714369844989029'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/04/nadrabianie-zaleglosci-vol-1.html' title='Nadrabianie zaleglosci vol 1 - Ushuaia'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-5916987756899866276</id><published>2010-03-01T17:32:00.001Z</published><updated>2010-03-01T17:32:56.086Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='argentyna'/><title type='text'>Buenos c.d.</title><content type='html'>Dzisiaj nasz ostatni dzien w Bs As. Jutro rano lecimy na podboj Ziemi Ognistej i Patagonii. W Ushuaii planujemy jak na razie spedzic 3 noce. Pozniej zaczniemy sie przemieszczac powoli na polnoc uciekajac przed nadciagajaca jesienia. Jak na razie pogoda nie nastraja zbyt optymistycznie, bo slonca jest na poludniu Argentyny niewiele, a i temperatury oscyluja poki co w granicach 10 stopni. Bilet lotniczy z Buenos do Ushuaii zarezerwowalismy jeszcze przed wyjazdem i kosztowal nas 125 euro za osobe. Lot potrwac ma ponad 3,5 godziny a ladowanie na przyladku Horn jest podobno zawsze ciekawym przezyciem, ze wzgledu na wiejace tam nieustannie wiatry. Podroz autobusem kosztowalaby nas pewnie kolo 100 euro, ale zabralaby prawie 2 dni. Wybor byl wiec bardzo prosty.&lt;br /&gt;Buenos Aires to olbrzymie miasto. Jest jednak polozone zupelnie inaczej niz Rio de Janeiro. Nie ma tutaj gor wyrastajacych prosto z morza ani przepieknych okolicznosci przyrody. Jest generalnie bardzo plasko i na tle nieba wybijaja sie tylko wysokie budynki mieszkalne lub biurowce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vsPkDm_FI/AAAAAAAAGyw/jV_frtuQs6Q/s1600-h/IMG_2955.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vsPkDm_FI/AAAAAAAAGyw/jV_frtuQs6Q/s320/IMG_2955.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Puerto Madero - dawna portowa dzielnica, dzis pelna drapaczy chmur i biurowcow miedzynarodowych koncernow. Fotka z dedykacja dla Van Lesiaka :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak juz wspomnialem pogoda na poczatku pobytu nas nie rozpieszczala, ale po 3 dniach niebo wypogodzilo sie i kreska na termometrze zaczela docierac do przyjemnych 25-28 stopni. W takiej temperaturze naprawde da sie zyc, nawet gdy slonce jest w zenicie. Mimo to miedzy 12 a 16 wiekszosc sklepow jest zamknieta na tradycyjna sieste, czego raczej nie bylo w Rio.&lt;br /&gt;Wedlug mnie na zwiedzanie stolicy Argentyny, przy dobrej pogodzie, spokojnie wystarczy tydzien. Wliczam w to nawet jednodniowy wypad do Urugwaju, do Colonia del Sacramento. Niestety nam nie udalo sie go zaliczyc, poniewaz wszystkie tanie bilety (58 pesos w jedna strone, czyli jakies 12 euro - 1 euro to troche ponad 5 pesos) byly wyprzedane, a na te za 150 pesos (30 euro) nie chcielismy sie porywac. Urugwaj zostawiamy sobie w takim razie na nastepny raz :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vnfkaynJI/AAAAAAAAGyY/GcdATuQudUc/s1600-h/IMG_2755.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vnfkaynJI/AAAAAAAAGyY/GcdATuQudUc/s320/IMG_2755.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Plaza de Mayo z balkoniku z ktorego swoje plomienne przemowienia wyglaszaja kolejni wladcy Argentyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vpHMhrGQI/AAAAAAAAGyg/1sK7c59kwVY/s1600-h/IMG_2770.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vpHMhrGQI/AAAAAAAAGyg/1sK7c59kwVY/s320/IMG_2770.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;"Malwiny sa argentynskie". Na Plaza de Mayo weterani wojenni i zolnierze protestuja przeciwko angielskim planom wydobycia ropy w okolicy Falklandow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo dobra opcja przy zwiedzaniu Buenos jest bus turystyczny, ktory zaczyna swoja trase niedaleko Plaza de Mayo. Bilet 24 godzinny kosztuje 50 pesos (10E) a 48 godzinny 60 pesos (12E). Jego trasa przebiega przy wszystkich glownych atrakcjach w miescie i ma 12 albo 13 przystankow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vp3A3vKPI/AAAAAAAAGyo/Omd7cuPwWXA/s1600-h/IMG_2806.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vp3A3vKPI/AAAAAAAAGyo/Omd7cuPwWXA/s320/IMG_2806.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Czesty widok w Capital Fedaral (jak mowia o Buenos Argentynczycy) - wyprowadzacze psow :) Jeszcze czestszym widokiem sa tony psich odchodow na chodnikach... :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przystankach mozna wysiasc pozwiedziac okolice i wsiasc do nastepnego busa. Bilety mozna kupic w autobusie i na pierwszym przystanku, a przejechanie calej trasy to okolo 3 godziny.. Wybralismy ze wzgledu na cene i wartosc bilety 48 godzinne. Pierwszego dnia przejechalismy cala trase z przystankiem w dzielnicy Recoleta. Jest tam cmentarz dla zasluzonych obywateli Argentyny. Leza tam miedzy innymi prezydenci, zolnierze, politycy. To wlasnie tam jest pochowana Evita Peron, do ktorej grobu ustawia sie kolejka, tylko po to by pstryknac fotke... Sam cmentarz wyglada jak male miasteczko z waskimi uliczkami. Groby, to raczej kaplice i mauzolea z niesamowitymi wykonczeniami mistrzow rzezbiarstwa.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vkymbULCI/AAAAAAAAGyQ/lOV5pPQVxM8/s1600-h/IMG_2905.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vkymbULCI/AAAAAAAAGyQ/lOV5pPQVxM8/s320/IMG_2905.JPG" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Recoleta&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vt_Ct6eyI/AAAAAAAAGy4/oMBunwnOxjE/s1600-h/IMG_3007.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vt_Ct6eyI/AAAAAAAAGy4/oMBunwnOxjE/s320/IMG_3007.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Z okien turystycznego autobusu mozna zobaczyc miedzy innymi kwiatka napedzanego promieniami slonecznymi (sklada platki w nocy)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Drugiego dnia wysiedlismy w dzielnicy Boca. Wiadomo, Boca Juniors, stara dzielnica emigrantow, Caminito i figury wystajace z okien domow. Dla mnie to byla kompletna porazka! Po pierwsze, nie lubie Boca Juniors - wole River Plate. Po drugie, Caminito to ulica mierzaca jakies 100 metrow i jest na niej mniej wiecej tyle straganow ile metrow sobie liczy. Totalna komercaj, naganiacze do kazdej restauracji, a ceny... Lepiej nie wspominac! Za mix z grilla na Boce zaplacilem 50 pesos (10E), a mimo to na moim talerzu bylo jeszcze mnostwo wolnego miejsca - porcja dla dzieci chyba. Po prostu rozpuscila na Argentyna, bo za tenze sam mix placi sie normalnie 35-40 pesos (do 8E) i starczy dla 2 osob. Ten z Boca ledwo mnie obsluzyl... Za wszystko tam sie placi. Free tango show? Zapomnijcie! Tancerze podchodza z kapeluszem po pokazie i ani sie wazcie wrzucic mniej niz 20 pesos, bo dostaniecie pokaz argentynskiego oburzenia. Na Boce mozna spedzic wedlug mnie maksymalnie 15 minut i jak najszybciej stamtad jechac w inne rejony.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vyGYHNzEI/AAAAAAAAGzA/3_W4l_rZKhE/s1600-h/IMG_2966.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vyGYHNzEI/AAAAAAAAGzA/3_W4l_rZKhE/s320/IMG_2966.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Caminito na Boce.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;My jednak jeszcze na Boca wrocilismy i tym razem pobyt byl bardziej udany. Pojechalismy w piatek wieczorem na mecz Boca Juniors - Estudiantes La Plata. Seba kupil koszulke Boca Juniors, wiec sila rzeczy kibicowal Boca. Marta byla chyba neutralna, Aga kierowana swoja dawna miloscia do Juana Sebastiana Verona kibicowala Estudiantes. Niestety ku jej rozpaczy Veron nie pojawil sie na boisku :( Ja bylem pelen zrozumienia dla naszego opiekuna na meczu. Byl nim Matias - zagorzaly kibic River, ktorego tylko praca zmusza do wypadow na mecze Juniors. W czasie gdy caly stadion stal, skakal lub spiewal, czyli mniej wiecej przez caly mecz, Matias siedzial i klepal cos na komorce :) Trzeba jednak przyznac, ze doping na Bombonerze robi wrazenie. Zaczyna sie kilka minut przed mecze, jeszcze podczas meczu rezerw, a konczy kilka minut po ostatnim gwizdku. Caly czas jest spiew, podskoki i zagrzewanie druzyny do walki. Poziom pilkarski ligi argentynskiej jest taki, ze zaden z naszych reprezentantow nie poradzilby sobie ani wydolnosciowo ani technicznie. Nawet Riquelme spacerujacy po boisku przez wiekszosc meczu, potrafi przyspieszyc i robi z pilka rzeczy o ktorych przecietny Smolarek moze pomarzyc!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4v3ZEaAIgI/AAAAAAAAGzQ/OZIRSs-A6wk/s1600-h/IMG_3046.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4v3ZEaAIgI/AAAAAAAAGzQ/OZIRSs-A6wk/s320/IMG_3046.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;La Bombonera w pelnej krasie!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vt_Ct6eyI/AAAAAAAAGy4/oMBunwnOxjE/s1600-h/IMG_3007.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Mecz przebiegal bez historii. Karny, wykorzystany (przy drugim podejsciu. za pierwszym razem za szybko zawodnicy wbiegli w pole karne) przez Palermo, w pierwszej polowie ustawil gre na reszte spotkania. Boca madrze sie bronila a Estudiantes cisneli cala druga polowe. Wyrownali w 90 minucie i ku mojej, Agi i Matiasa radosci mecz skonczyl sie remisem! :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Przed chwila odwiedzil mnie podczas pisania Sebastian. Wlasnie sie obudzil... Pytalem czy ma kaca... Powiedzial, ze chyba nie, bo przeciez wypil wczoraj maksymalnie 4,5 piwa.... Uswiadomilem mu, ze te 4,5 piwa to faktycznie 4,5 litra piwa, bo chyba o tym zapomnial. No wlasnie, piwo w Argentynie... Najpopularniejsze butelki maja litr pojemnosci.... Koszt takiego cudenka to jakies 4 pesos plus 2 pesos za butelke zwrotna (niewiele ponad 1 euro w sumie) . Najtansze i wcale nie najgorsze jakie znalazlem kosztowalo 2,80 pesos za litr piwa, co daje mniej wiecej cene 1 zloty za pol litra :) Najpopularniejszy jest Quilmes Cristal, troche slabszy od naszych polskich browarow, ale bardzo smaczny. Mozna tez tutaj dostac piwa typu stout - ciemne i ale - czerwone (te sa mocniejsze, okolo 6%).&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Koniec pisania, czas cos wypic! :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Michal &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vt_Ct6eyI/AAAAAAAAGy4/oMBunwnOxjE/s1600-h/IMG_3007.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-5916987756899866276?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/5916987756899866276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/03/dzisiaj-nasz-ostatni-dzien-w-bs-as.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5916987756899866276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5916987756899866276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/03/dzisiaj-nasz-ostatni-dzien-w-bs-as.html' title='Buenos c.d.'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S4vsPkDm_FI/AAAAAAAAGyw/jV_frtuQs6Q/s72-c/IMG_2955.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-527039321363521039</id><published>2010-02-28T03:40:00.001Z</published><updated>2010-02-28T03:53:54.515Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='argentyna'/><title type='text'>"Chcialbym umrzec jedzac argentynskiego steka..."</title><content type='html'>Tak w skrocie mozna podsumowac metamorfoze jaka przeszedl Seba od momentu wyladowania w Ameryce Lacinskiej. Poczatki byly niesmiale... Oczywiscie poczatki w sensie kulinarnym, bo o matrymonialnych kwestiach cicho, sza! Moze kiedys zechce ujawnic wszystkie pikantne szczegoly... ;)&lt;br /&gt;Seba zaczynal od tradycyjnych frytek z "bezpiecznym" europejskim kurczakiem, jednak z kazdym dniem coraz bardziej rozkrecal sie, a wraz z nim jego podniebienie i zoladek. Zdarzaly mu sie oczywiscie, jak kazdemu, wpadki typu hamburger zjedzony przed meczem, zamiast argentynskiego choripana (bula z genialnie pieszczaca kubki smakowe argentynska kielbaska chorizo z grilla). Jednak dzisiejsze zdanie wypowiedziane przez niego bez watpienia zasluguje na umieszczenie w tytule posta!&lt;br /&gt;Pisanie zaczalem moze troche od d... strony, bo od wydarzen sprzed chwil zaledwie kilku, ale jakze wazkie byly to chwile... Agusia lezy i ledwo moze mowic po zjedzeniu deski serow, wedlin i kilku kesow bife lomo i bife de chorizo, zapitych czerwonym piwem o jakze pociagajacej nazwie Patagonia. Ja mowic nie musze bo pisze, ale tez niewiele bym powiedzial, bo wciagnalem na oko polkilogramowego bife de chorizo plus wyzej wspomniana Patagonia. Seba pojechal mniejszym, ale jakze smacznym kalibrem - pol porcji bife lomo plus Quilmes Cristal. Wszystko to w lokalu oddalonym, a moze raczej lepiej zabrzmi gdy napisze "przyblizonym" do naszego hostelu o 10 metrow.... Po takiej porcji miesno-serowej kolacji wiekszosc Europejczykow zasnelaby pewnie przy stole, ale my jestesmy w Argentynie juz prawie 2 tygodnie, wiec postanowilismy z Seba powalczyc dalej! A co?! Agusia, ktora zerka mi przez ramie (tradycyjnie, jako glowny Edytor tekstow ;)), stwierdzila ze na samo wspomnienie tego co wlasnie opisuje robi jej sie srednio smacznie :) No ale my twardzi bylismy i po deserze jeszcze zamowilismy. Porwalismy sie na nalesniki z dulce de leche oraz salatke owocowa z galka lodow z truskawki, fikusnie zwanej tutaj frutilla.&lt;br /&gt;Zniszczylismy sie strasznie i teraz w ciszy kontemplujemy swoje grzechy, a wlasciwie jedne grzech ciezki, bo obzarstwo w przeciwienstwie do glupoty moze bolec...&lt;br /&gt;Oddzielnym tematem przy okazji wspomnianego wyzej dulce de leche jest stosunek dulce de leche do Seby i Seby do dulce de leche. Ten pierwszy jest generalnie obojetny i mozna go pominac, wiec nie bede sie nad nim zbytnio rozwodzil. Drugi natomiast jest bardzo ciekawym zjawiskiem, wystepujacym mniej wiecej na obszarze rozciagajacym sie na poludnie od brazylijskiego Foz do Iguacu i na polnoc od Antarktydy. Podmiotamii tego stosunku sa Seba, znany kiedys jak El Diablo albo Witcher, a teraz jako Dulce de Leche, oraz dulce de leche we wlasnej osobie. To co dulce zrobilo z Seba jest dla nas po prostu nie do pojecia. Seba zostal przez nie owladniety i nie moze mu sie oprzec. Gdy tylko pojawia sie ono w zasiegu jego wzroku, od razu ich stosunek musi byc skonsumowany. Natomiast to co Seba robi z dulce jest nie do pojecia chyba dla nikogo :) Dulce z piwem i oliwkami? Czemu nie! Tylko nie probujcie tego w domu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Troche spraw sie nazbieralo od ostatniego posta. Przede wszystkich siedzimy w Buenos Aires. Rozkoszujemy sie miastem i lenistwem przed ostrymi ;) trekkingami i jesienna pogoda Patagonii. Jestesmy tutaj juz ponad tydzien i stwierdzilismy, ze tydzien zdecydowanie wystarczylby na wszystkie atrakcje w okolicy. Musze jednak zaznaczyc, ze nie jestesmy, przynajmniej ja i Aga, wielbicielami turystyki "miejskiej", wolimy raczej dzicz, gory, lasy, pola, dwory i inne "zewnetrza".&lt;br /&gt;Miasto powitalo nas wylewnie. Pierwszego dnia naszego pobytu na dzielnice, w ktorej teraz mieszkamy, czyli Palermo, spadlo 170 mm deszczu. Rozkoszowalismy sie wiec widokiem ludzi brodzacych po pas w wodzie i pozalewanych ulic. Widoczki te mielismy na szczescie tylko w TV, bo jeszcze wtedy mieszkalismy w samym centrum Bs As. Hostel Sudamerica, mimo ze swietnie polozony nie przypadl nam jednak zbytnio do gustu. Nie bede ukrywal, ze glownym czynnikiem, ktory sklonil nas do przeprowadzki byla srednia wieku naszych wspolmieszkancow. Wszystko w hostelu bylo w jak najlepszym porzadku. Bylo bardzo czysto, wygodnie i cicho... No wlasnie, cicho w hostelu... Jesli tego szukacie, to polecamy! Tanio, swietna lokalizacja i spokoj gwarantowany. Klimatu raczej tam nie znajdziecie zadnego, no ale Av. 9 de Julio jest o krok a San Telmo o krokow kilka.&lt;br /&gt;Deszcz padal przez 3 dni z krotkimi przerwami. W czasie jednej z nich wybralismy sie na wycieczke na Plaza de Mayo. To byl nasz drugi dzien w stolicy i pierwszy z przeblyskami slonca, wiec lapczywie szukalismy wzrokiem wszelkich architektonicznych cudow i cudeniek. Oczywiscie nie moglo sie przy tym obejsc bez fotek. W ten wlasnie sposob zaprzyjaznilem sie z jednym z miejscowych. Robilem wlasnie panoramke placu, gdy podjechal do mnie na rowerze od tylu mlodzieniec i chcial skierowac obiektyw mojego aparatu i chyba caly aparat w ogole, w innym kierunku... Mniej wiecej w kierunku swojego domu lub punktu skupu uzywanych aparatow :) Jakos jednak jego perspektywa nie przypadla mi do gustu. Trzymam aparat przewaznie w obydwu rekach i traf chcial ze i tym razem tak bylo. Chlopak zlapal za pasek od aparatu, ktory trzymalem widac mocniej niz mu sie wydawalo. Jesli to czyta, to przepraszam, ze tak mocno. Dlaczego przepraszam? Sprobujcie jadac na rowerze, zlapac jedna reka i zabrac ze soba w dalsza droge latarnie albo znak drogowy... Aparat zostal w moich rekach a niedoszly fotoamator grzmotnal o asfalt. Z dosc duzym zaskoczeniem ogladalem jak koles zbieral sie dluzsza chwile do dalszej jazdy. Spokojnie robilem zdjecie patrzac w wizjer, poczulem szarpniecie za pasek, opuszczam aparat a tu koles lezy przede mna na rowerze. Dopiero po chwili do mnie dotarlo, ze przyjechal z tylu i co mial w planie. Nie musze juz chyba nawet dopisywac jaka jest dobra rada na przyszlosc, jesli planujecie robienie zdjec...&lt;br /&gt;Kolejna rada z cyklu dobrych: w taksowkach sprawdzajcie co wam wydaja, zreszta nie tylko w taksowkach... Rada powstala dzieki Marcie, ktora za kurs taksowkarzowi zaplacila 65 pesos mimo, ze licznik wskazal tylko 25. Uprzejmy taksowkarz wydal naszej drogiej Marcie reszte w 4 banknotach po 20 pesos, a jako ze kobieta w taksowce pozno w nocy budzi bardzo serdeczne uczucia, to 2 z nich byly swiezutenkie - prosto z domowej drukarki :) Niestety, prawda wyszla na jaw dopiero dnia nastepnego rano - czyli kolo poludnia, po odzyskaniu 100%owej czujnosci przez szanowna pasazerke :) Probowalismy uplynnic sliski towar w kafejce, ale pan kelner kulturalnie wytlumaczyl nam, ze taxi - falso i ze on woli uzywane pieniadze ze znakiem wodnym :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozno juz, a przyjemne ciepelko rozchodzi sie coraz bardziej z brzuszka po calym ciele, wiec kolejny post o Bs As i naszych w nim przygodach juz wkrotce!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michal pishtacowsky &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;c.d.n.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-527039321363521039?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/527039321363521039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/chcialbym-umrzec-jedzac-argentynskiego.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/527039321363521039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/527039321363521039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/chcialbym-umrzec-jedzac-argentynskiego.html' title='&quot;Chcialbym umrzec jedzac argentynskiego steka...&quot;'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-6635736474120538561</id><published>2010-02-18T11:25:00.004Z</published><updated>2010-02-18T12:42:40.818Z</updated><title type='text'>Kilka praktycznych informacji...</title><content type='html'>... jeżeli ktoś będzie chciał się wybrać do Ameryki Południowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może jeszcze trochę za wcześnie, aby robić jakieś podsumowania, ale zrobię to z naszej perspektywy i pierwszego przystanku w Rio. Poza tym jeżeli nie zrobię tego na bieżąco wiele informacji mogę zapomnieć w natłoku wrażeń ;)&lt;br /&gt;Jeżeli miejscem od którego rozpoczynacie swoją podroż jest Rio de Janeiro, to najlepiej wziąć jak najwięcej rzeczy ze sobą (chyba że nie liczycie się z budżetem). Ja kierowałam się zasadą, że wszystko można kupić w każdym z miejsc w którym będziemy i jest to prawdą, ale przepłaca się ponad dwukrotnie (lub więcej) za każdą rzecz w Rio. To co w Polsce można kupić za grosze, w Rio kosztuje dziesiątki Euro. Proponuję więc spakować pidżamy, kremy z filtrem UV, kosmetyki, czapeczki lub chustki na głowę, każdą najmniejszą rzecz jaka może się przydać. Po zakończeniu podróży napiszę jak wyglądała nasza paklista na 10 miesięcy( dla mężczyzn i dla kobiet), czyli co i jak spakować, aby mieć wszystko co potrzeba i nie dźwigać więcej niż 12 kg na plecach, a przy okazji wyglądać ładnie i schludnie :)  Wersja oczywiście dla backpackerów, inaczej sytuacja wygląda, jeżeli jedziecie na wczasy z walizką;) Jeżeli ktoś potrzebuje informacji wcześniej nie wahajcie się pisać na maila.&lt;br /&gt;Sytuacja wygląda inaczej np. w Argentynie, gdzie wszystko jest dostępna i tanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podróżowanie jest bezpieczne, jeżeli przestrzega się kilku zasad i nie prowokuje strojem, wyglądem i zachowaniem. W tej sytuacji minimum pozwala zachować maximum bezpieczeństwa. Oczywiście nie da się przewidzieć wszystkiego, ale to dotyczy tak samo wszystkich krajów świata, również Polski. Dlatego też wychodząc na ulice Rio ubieramy się podobnie do tubylców i w miarę skromnie, nie wyjmując metek Armani na zewnątrz ;) Spędzić pierwszy dzień na plaży i opalić się co pozwoli wtopić się w tłum ;) nie obwieszać się biżuterią, bez zegarków, widocznych saszetek ( polecić mogę za to saszetki wewnętrzne, które są płaskie i zakłada się je pod ubranie bezpośrednio przy ciele). Dobrym pomysłem są krótkie szorty turystyczne z wieloma kieszeniami, gdzie można włożyć pieniądze i dokumenty. W Rio obowiązkowe jest noszenie przy sobie przynajmniej kopii paszportu. Czasami bezdomni podchodzą i proszą o pieniądze. Dobrze więc mieć jakieś drobne monety luzem w kieszeni, bez konieczności wyciągania porponetki i prowokowania jej zawartością. Oddanie 1 reala nie nadwyręży budżetu, a gwarantuje bezpieczeństwo. Sugerowałabym ostrożność w fotografowaniu bezdomnych. Bezpardonowe bieganie z aparatem wśród nich nie jest dobrym pomysłem. W najlepszym wypadku na dalszą część podróży nie będziesz miał aparatu. Dyskretnie, kiedy śpią lub jesteś pewny że nie widzą.&lt;br /&gt;Poza tym otwartość w kontaktach, nieunikanie tubylców i uśmiech - nawet przy nieznajomości języka są zawsze pomocne :)&lt;br /&gt;W jednym zdaniu: jeżeli nie szlajasz się po zmroku i nie wyglądasz jak choinka możesz spokojnie rozkoszować się urokami podróży :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-6635736474120538561?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/6635736474120538561/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/kilka-praktycznych-informacji.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6635736474120538561'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6635736474120538561'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/kilka-praktycznych-informacji.html' title='Kilka praktycznych informacji...'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-1871643093809741192</id><published>2010-02-16T23:59:00.001Z</published><updated>2010-02-17T00:03:17.191Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='argentyna'/><title type='text'>Viva la woda loca – Cataratas de Iguazu</title><content type='html'>Tablica informacyjna w hostelu wskazywała ze miał to być dzień deszczowy i pani argentyńska pogodynka nie myliła się – słońce zostało w Rio. Chmury zebrały się nad nami, podobnie jak w Irlandii zbierają się nad nami praktycznie codziennie z małymi wyjątkami,...wilgotność powietrza  sprawiała że się do siebie kleiliśmy bardziej niż zwykle – Michaś do Agi i odwrotnie (z wyboru) a ja do Seby i Seba do mnie (trochę z przymusu;-) śniadanie smakowało wszystkim, nawet Sebie, a kolejka do wyciskarki soku ze świeżych pomarańczy nie miała końca – przynajmniej ja nie widziałam i pocieszyłam się szklanką wody. Dulce de leche na świeżej tostowanej bagietce – niebo w gębie, jak jesteście koneserami krówek – to jest taka wersja kosmicznie delikatna i rozpływająca się w ustach...wielbiciele czekolady, nie macie szans...&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o dojazd na same wodospady – nie był on zbyt skomplikowany – autobus z dworca w Puerto pod same drzwi bramy parku Cataratas de Iguazu. Jak za 10 argentyńskich pesos 'return' serwis był topowy a pan kierowca bombowca rozwijał warpowe prędkości, wyprzedzając niejeden samochód osobowy z pewnością Sandry Bullock w speed. Przeżyliśmy wszyscy. Zakupiliśmy bilety do parku – cena dla gringos 85  pesos oraz bilety na przygodę – przejazd jeepem przez dżunglę plus wycieczka łodzią motorową  ot tak pod same wodospady, czemu nie! Jeśli mogę polecić to koniecznie polecam łódź, trochę mniej jeepa, bo atrakcji zbyt wielu w dżungli nie było, oprócz kilku informacji od pani przewodnik oraz paru żarcików pana z Singapuru na ławeczce obok, no i oczywiście lejącego się strumieniami deszczu i Seby w  niebieskim płaszczu przeciwdeszczowym.....!!!  &lt;br /&gt;Niestety nie przejaśniło się, choć polska pogodynka Aga przewidziała ze słonce wyjdzie za 15 minut. Nie wyszło. Przypuszczam, że pogoda nie była wliczona w cenę biletu. A szkoda. Jak już wsiedliśmy na jeepa to oberwała się chmura, po raz kolejny, i się rwała aż do momentu jak wysiedliśmy z łodzi. Nie bardzo umiem ubrać w słowa doświadczenie na łodzi motorowej, w strugach deszczu i podpływanie pod sam wodospad, bo jak język polski kwiecisty jest to Smarta nie nie znalazła jeszcze określenia, które by oddało nasze przeżycia. Najlepiej pokażą to nasze twarze na płytce DVD, którą wspólnie zakupiliśmy. Sami jeszcze nie mieliśmy okazji jej obejrzeć. Jak już wspomniałam, słonce nas zaszczyciło swoją obecnością chwile po zejściu  z łodzi – za co wszyscy jesteśmy bardzo wdzięczni  - jako amatorscy wielbiciele fotografii. Nawet Seba wyjął swój sprzęt i wzbudzał zazdrość przypadkowych przechodniów...;-) a nawet lokalnych zwierząt, które oblazły jego plecak i nie chciały zejść, nieśmiałe 'sio, sio' nie zrobiło na nich najmniejszego wrażenia. Do tej pory nie znaleźliśmy na nie nazwy (choć nasza średnia z biologii 'cztery' do czegoś zobowiązuje). &lt;br /&gt;Po przeżyciach pod majestatycznymi wodospadami, zabraliśmy się za fotografowanie przyrody i wody płynącej ze wszech stron. Pogoda spojrzała na nas przychylniejszym okiem i słonko dopisało praktycznie do samego końca naszej jednodniowej przygody z magicznymi siłami natury. SEBA NIE LUBI OLIWEK I FLACZKÓW! WŁASNIE SIĘ DOWIEDZIELIŚMY – taka mała dygresja....&lt;br /&gt;Niebo ubrało się dla nas w najpiękniejsze kolory i tęcze wyglądały zewsząd. Ja nawet zrezygnowałam ze swojego ulubionego piwa, żeby stuprocentowo skupić się na rzeczywistych doznaniach przyrodniczych. Na deser wybraliśmy się nad Gardziel Diabła – gdzie padało 'od dołu', z lewa i prawa i przez chwilę z góry też, choć krótko. Ten nasz 20 minutowy pobyt przy Gargantea de Diablo jest totalnie nie do opisania, nie do rozpoznania na zdjęciach i w 3D. Efekty wizualne, efektu audio i efekty fizycznego obcowania z 'aqua' sprowadzają się do użycia polskiego dosadnego 'ja pierdolę'. Mama Zofia polonistka nie będzie tu ze mnie dumna, ale czai o co cho!;-)&lt;br /&gt;na tym zakończę wypocone w wysokiej wilgotności i przy dużym spożyciu browara przemyślenia. &lt;br /&gt;Puenta: get your arses here my friends!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-1871643093809741192?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/1871643093809741192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/viva-la-woda-loca-cataratas-de-iguazu.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1871643093809741192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1871643093809741192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/viva-la-woda-loca-cataratas-de-iguazu.html' title='Viva la woda loca – Cataratas de Iguazu'/><author><name>Smarta</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01191751882142536883</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-1530286575531975542</id><published>2010-02-16T18:21:00.001Z</published><updated>2010-02-16T19:17:22.115Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='argentyna'/><title type='text'>Cataratas de Iguazu</title><content type='html'>&lt;span id="goog_1266341918866"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1266341918867"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3reHu7CeRI/AAAAAAAAGwM/mWakY99FFjg/s1600-h/DSCF6072.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3reHu7CeRI/AAAAAAAAGwM/mWakY99FFjg/s320/DSCF6072.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s1600-h/IMG_2510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s1600-h/IMG_2510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s1600-h/IMG_2510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3renSNAFfI/AAAAAAAAGwU/StFgG44PZKs/s1600-h/DSCF6078.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3renSNAFfI/AAAAAAAAGwU/StFgG44PZKs/s320/DSCF6078.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s1600-h/IMG_2510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s1600-h/IMG_2510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s1600-h/IMG_2510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s1600-h/IMG_2510.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3raYDsGw9I/AAAAAAAAGvs/BMUDAzqe2Zo/s320/IMG_2510.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3reHu7CeRI/AAAAAAAAGwM/mWakY99FFjg/s1600-h/DSCF6072.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rZ4wWP8MI/AAAAAAAAGvk/sbSEKfAHCJY/s1600-h/IMG_2499.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rZ4wWP8MI/AAAAAAAAGvk/sbSEKfAHCJY/s320/IMG_2499.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rdEitVluI/AAAAAAAAGv8/bOj7qt63Tbo/s1600-h/IMG_2553.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rdEitVluI/AAAAAAAAGv8/bOj7qt63Tbo/s320/IMG_2553.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rbaNcJxYI/AAAAAAAAGv0/8__YZj0leKY/s1600-h/IMG_2536.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rbaNcJxYI/AAAAAAAAGv0/8__YZj0leKY/s1600-h/IMG_2536.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rbaNcJxYI/AAAAAAAAGv0/8__YZj0leKY/s1600-h/IMG_2536.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rbaNcJxYI/AAAAAAAAGv0/8__YZj0leKY/s320/IMG_2536.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rkGulf_vI/AAAAAAAAGwk/4LEHRdL2z6o/s1600-h/IMG_2605.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rkGulf_vI/AAAAAAAAGwk/4LEHRdL2z6o/s320/IMG_2605.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rllXxMpuI/AAAAAAAAGws/Qn5vwcNQDFQ/s1600-h/IMG_2588.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rllXxMpuI/AAAAAAAAGws/Qn5vwcNQDFQ/s320/IMG_2588.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rmpIKXn0I/AAAAAAAAGw0/zjpGvB0wN-E/s1600-h/IMG_2608.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rmpIKXn0I/AAAAAAAAGw0/zjpGvB0wN-E/s320/IMG_2608.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rnkpGPPbI/AAAAAAAAGw8/Fte9hv-IgPw/s1600-h/DSC_2930.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rnkpGPPbI/AAAAAAAAGw8/Fte9hv-IgPw/s320/DSC_2930.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rob-1XJcI/AAAAAAAAGxE/ZVP4xGo-fYo/s1600-h/DSC_2950.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rob-1XJcI/AAAAAAAAGxE/ZVP4xGo-fYo/s320/DSC_2950.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rpGzlPwrI/AAAAAAAAGxM/6wrSqDOQGjw/s1600-h/DSC_2940.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rpGzlPwrI/AAAAAAAAGxM/6wrSqDOQGjw/s320/DSC_2940.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rpsgLDtjI/AAAAAAAAGxU/uoxlyvyb0TE/s1600-h/DSC_2988.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rpsgLDtjI/AAAAAAAAGxU/uoxlyvyb0TE/s320/DSC_2988.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rqcZmXlzI/AAAAAAAAGxc/cA1sZQ0Fmes/s1600-h/DSC_3060.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rqcZmXlzI/AAAAAAAAGxc/cA1sZQ0Fmes/s320/DSC_3060.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rrCrGC2bI/AAAAAAAAGxk/6KcJC78DGmU/s1600-h/DSCF6191.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rrCrGC2bI/AAAAAAAAGxk/6KcJC78DGmU/s320/DSCF6191.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rsAmYmHOI/AAAAAAAAGxs/1kXonXktOz0/s1600-h/IMG_2644.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rsAmYmHOI/AAAAAAAAGxs/1kXonXktOz0/s320/IMG_2644.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rtHsd3V5I/AAAAAAAAGx0/Jxc4KgskPcE/s1600-h/IMG_2615.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rtHsd3V5I/AAAAAAAAGx0/Jxc4KgskPcE/s320/IMG_2615.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rtm4mJqCI/AAAAAAAAGx8/xEchihG0Ito/s1600-h/IMG_2643.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rtm4mJqCI/AAAAAAAAGx8/xEchihG0Ito/s320/IMG_2643.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rucaJqfBI/AAAAAAAAGyE/NuOB2O0v7aw/s1600-h/IMG_2615.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3rucaJqfBI/AAAAAAAAGyE/NuOB2O0v7aw/s320/IMG_2615.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span id="goog_1266341918864"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_1266341918865"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-1530286575531975542?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/1530286575531975542/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1530286575531975542'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1530286575531975542'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/blog-post.html' title='Cataratas de Iguazu'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3reHu7CeRI/AAAAAAAAGwM/mWakY99FFjg/s72-c/DSCF6072.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-6087998541170527188</id><published>2010-02-16T12:27:00.001Z</published><updated>2010-02-16T12:28:29.011Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brazylia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='argentyna'/><title type='text'>Argentyna ehhhhh....</title><content type='html'>W sumie na tym westchnieniu pełnym podziwu można by było zakończyć opis tego, co do tej pory przeżyliśmy i zobaczyliśmy w tym kraju. Od zawsze chciałem odwiedzić Argentynę i teraz spełnia się moje marzenie. Ze wszystkich zaplanowanych państw do odwiedzenia, to właśnie na Argentynę czekałem najbardziej, no i teraz wreszcie tu jestem. Po prostu ekstaza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dorzucę jeszcze tylko kilka słów o naszym ostatnim dniu w Rio, bo był to przecież 12 lutego - początek karnawału. Od samego rana dookoła hostelu, na głównym placu w Lapy zbierali się ludzie, pojawiały się coraz to nowe stragany i stoiska z wszelakimi dobrami spożywczo-imprezowymi. Im bliżej zmroku tym więcej ich było i robiło się coraz ciaśniej. Po zmroku to już było czyste szaleństwo. Tłumy ludzi były po prostu wszędzie pląsając w rytm samby, której dźwięki emitowała jeżdżąca dookoła dzielnicy ciężarówka. Za tym wesołym pojazdem podążał sznur tancerzy. Nie byli to profesjonalni tancerze z pięknymi strojami, ale zwykli ludzie, każdy mógł się przyłączyć do tej ulicznej zabawy. To właśnie było piękne, bo będąc na ulicy, mimo potwornego tłoku czuło się radość i bezpieczeństwo. Ludzie po prostu uśmiechali się i bawili się ze sobą.&lt;br /&gt;Jakoś przecisnęliśmy się przez ten rozentuzjazmowany tłum i udaliśmy się w kierunku Avenida Rio Branco - centralnej ulicy miasta. Była tam rozstawiona scena a z niej oczywiście płynęły dźwięki samby granej na żywo przez czarnoskóry band. Do tego dochodził śpiew podstarzałej gwiazdy samby, która dawała czadu na scenie na bosaka. Nie trwało zbyt długo zanim daliśmy się porwać tym gorącym rytmom i wtopiliśmy się w tańczącą gawiedź. Prym w tańcu wiodła Jarta, która robiła furorę wśród Brazylijczyków! Nawet Sebastian dał się w końcu porwać temu szaleństwu i zaczął kręcić pupą i nóżkami. Istne szaleństwo!!! Karnawał uliczny w Brazylii, to jest coś co każdy powinien przeżyć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety zabawa nie bardzo mogła dla nas potrwać do samego rana, bo rano mieliśmy złapać busa (auto) do Foz do Iguacu. Polegliśmy w okolicach 2 w nocy, ale straty w ludziach były... Jarta poległa o czasie nie znanym nikomu... Może to była 5, może 6... Dzielnie jednak wstała o 8 i na autobus nie spóźniliśmy się ani minutki. Spóźnił się za to Pan Autobus. Jakąś godzinkę... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3qJ8itvDBI/AAAAAAAAGvc/Le1pJXncyoo/s1600-h/IMG_2472.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pierwsze wrażenia z autobusu - jak najbardziej pozytywne! Rozkładane siedzenia z podpórkami pod nogi, które tworzyły dość wygodną leżankę, przyjemny chłód i woda na pokładzie.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3qJ8itvDBI/AAAAAAAAGvc/Le1pJXncyoo/s1600-h/IMG_2472.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3qJ8itvDBI/AAAAAAAAGvc/Le1pJXncyoo/s320/IMG_2472.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Po 5 godzinach wszystko zaczęło wyglądać trochę inaczej... Drogi w Brazylii są generalnie w stanie naszych kochanych polskich. Kierowcy nie przejmują się tym jednak i dają czadu po 90 na godzinę, co w autobusie daje efekt raczej słaby, bo trzęsie się on i podskakuje w każdym możliwym kierunku. Trochę narzekam, bo nasza podróż to było ponad 1400 km i około 26 godzin, z czego przespać udało mi się tylko jakieś 3... Dziewczyny za to spały po prostu na zawołanie, a Jarta przespała pewnie z 90% trasy, bo mimo, że autobus zatrzymywał się mniej więcej co 2 godziny, to ona była przekonana, że zatrzymał się tylko jeden raz. Ja mogę tylko pozazdrościć ;) &lt;br /&gt;Całą trasę można podsumować jednym hasłem : krakersy i woda.&amp;nbsp; Tylko w te produkty byliśmy wyposażeni i jak tylko ktoś zaproponuje mi krakersa w ciągu najbliższych 10 lat, to nie ręczę za siebie... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Foz do Iguacu dotarliśmy nad ranem w Walentynki, czyli nasze ulubione amerykańskie święto ;) Piekielnie szybko złapaliśmy busa do Argentyny i oto jesteśmy w Puerto Iguazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miasto zdecydowanie różni się od tego co widzieliśmy w Brazylii, wydaje się być bardziej europejskie. Jest tu zdecydowanie mniej ciemnoskórych. Widać za to wśród mieszkańców indiańskie rysy plemienia Guarani. Co nas uderzyło, to spokój na ulicy. Jest też jakoś czyściej i wydaje się bezpieczniej, chociaż w Rio po kilku dniach też już czuliśmy się swobodnie. Z dalszymi porównaniami poczekam jednak jeszcze trochę, bo ogromne Rio a maleńkie Puerto Iguazu ciężko porównywać. Na pewno na korzyść Argentyny przemawia natomiast zapach... Ulice przepełnione są wonią grillowanego mięsa, po prostu coś pięknego dla mięsożerców, czyli na przykład nas! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczorajszy dzień spędziliśmy w Parku Narodowym Iguazu. Przeżyć było mnóstwo. Zwariowana pogoda i piękno wodospadów zrobiły swoje i już chcemy przyjechać tu kolejny raz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michał, dumnie zwany pishtaco :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-6087998541170527188?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/6087998541170527188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/argentyna-ehhhhh.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6087998541170527188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6087998541170527188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/argentyna-ehhhhh.html' title='Argentyna ehhhhh....'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3qJ8itvDBI/AAAAAAAAGvc/Le1pJXncyoo/s72-c/IMG_2472.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-1309157783575411892</id><published>2010-02-15T22:33:00.033Z</published><updated>2010-02-16T00:34:00.456Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brazylia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><title type='text'>Jeszcze więcej zdjęć :)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nnruC7wrI/AAAAAAAAAGQ/OyW6a_e6XpQ/s1600-h/DSCN6773.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nnruC7wrI/AAAAAAAAAGQ/OyW6a_e6XpQ/s320/DSCN6773.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438632763307311794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaległe z favelii - recycling po brazylijsku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nncV6ObbI/AAAAAAAAAGI/F0G-HDwrEqQ/s1600-h/DSC_2675.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nncV6ObbI/AAAAAAAAAGI/F0G-HDwrEqQ/s320/DSC_2675.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438632499130297778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wavebreaker", czyli jak Michcio falom się nie kłaniał :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nm6cpOroI/AAAAAAAAAGA/wGq31AUO0vg/s1600-h/DSC_2714.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nm6cpOroI/AAAAAAAAAGA/wGq31AUO0vg/s320/DSC_2714.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438631916822507138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Romantyczny zachód Słońca na Ipanemie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nmiT0cQiI/AAAAAAAAAF4/7Pe-zqzFC9M/s1600-h/DSC_2720.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nmiT0cQiI/AAAAAAAAAF4/7Pe-zqzFC9M/s320/DSC_2720.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438631502136754722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Girl &amp;amp; boy from Ipanema&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nk0Ujrn5I/AAAAAAAAAFo/hiZOzINSmiM/s1600-h/DSC_2592.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nk0Ujrn5I/AAAAAAAAAFo/hiZOzINSmiM/s320/DSC_2592.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438629612549283730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prezentacja hang glidingu nad Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nkAGoMHnI/AAAAAAAAAFg/gZqcFILxYd0/s1600-h/DSC_2566.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nkAGoMHnI/AAAAAAAAAFg/gZqcFILxYd0/s320/DSC_2566.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438628715456896626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widoczek z Pao de Azucar na Copacabanę i panoramę południowego Rio&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;CORCOVADO (czyli po prostu Jezusek z Rio)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3njBY5c2YI/AAAAAAAAAFY/c-Xopx-wOLA/s1600-h/DSCF5970.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3njBY5c2YI/AAAAAAAAAFY/c-Xopx-wOLA/s320/DSCF5970.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438627638029375874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Para celebrytów przyłapana przez początkującego paparazzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nh4aaKazI/AAAAAAAAAFQ/Qizn16TaiTU/s1600-h/DSC_2380.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nh4aaKazI/AAAAAAAAAFQ/Qizn16TaiTU/s320/DSC_2380.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438626384304565042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pocztówkowy widoczek na Pao de Azucar z Corcovado&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nhKc2u29I/AAAAAAAAAFI/IdwaBtzu3Bg/s1600-h/DSC_2373.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nhKc2u29I/AAAAAAAAAFI/IdwaBtzu3Bg/s320/DSC_2373.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438625594687282130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cristo Redentor&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3ngo1UXrCI/AAAAAAAAAFA/cf3kWqtMIfQ/s1600-h/DSCN6819.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3ngo1UXrCI/AAAAAAAAAFA/cf3kWqtMIfQ/s320/DSCN6819.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438625017138490402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cristo vs Pishtaco&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3neh8O4xlI/AAAAAAAAAE4/5rYuMqRgHBI/s1600-h/DSC_2310.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3neh8O4xlI/AAAAAAAAAE4/5rYuMqRgHBI/s320/DSC_2310.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438622699712202322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzisz i nie grzmisz.... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3ndrKr2KVI/AAAAAAAAAEw/xkyAO8s8R3Y/s1600-h/DSC_2306.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3ndrKr2KVI/AAAAAAAAAEw/xkyAO8s8R3Y/s320/DSC_2306.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438621758698957138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Y.M.C.A.???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3ncTm17_MI/AAAAAAAAAEo/_P7FsTjVfmI/s1600-h/DSC_2252.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3ncTm17_MI/AAAAAAAAAEo/_P7FsTjVfmI/s320/DSC_2252.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438620254428986562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grupa uderzeniowa na tle Miasta Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3na6O9GxxI/AAAAAAAAAEg/xzZ1XOx8_ZI/s1600-h/DSC_2242.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3na6O9GxxI/AAAAAAAAAEg/xzZ1XOx8_ZI/s320/DSC_2242.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438618719008245522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna favela (w samym Rio jest ich ponad tysiąc) "wklejona" w krajobraz Rio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;DZIEŃ Z ŻYCIA CARIOCAS&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nY-EsNi3I/AAAAAAAAAEI/iLdqEzYJo44/s1600-h/IMG_2239.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nY-EsNi3I/AAAAAAAAAEI/iLdqEzYJo44/s320/IMG_2239.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438616585949252466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wygląda poranek pod Arcos de Lapa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3naBg6wYlI/AAAAAAAAAEY/jvFVjN8cbwY/s1600-h/DSC_2751.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3naBg6wYlI/AAAAAAAAAEY/jvFVjN8cbwY/s320/DSC_2751.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438617744577684050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...a tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nZqmN1jJI/AAAAAAAAAEQ/ozAYVCpJ_c0/s1600-h/DSC_2772.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 213px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nZqmN1jJI/AAAAAAAAAEQ/ozAYVCpJ_c0/s320/DSC_2772.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438617350862900370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...i tak wyglądają wieczory i noce. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nYTDr12xI/AAAAAAAAAEA/O6UROqokfOA/s1600-h/IMG_2388.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nYTDr12xI/AAAAAAAAAEA/O6UROqokfOA/s320/IMG_2388.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438615846944889618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwodowe Jarty ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nXpFt6hUI/AAAAAAAAAD4/Dyxb65t0jME/s1600-h/IMG_2397.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nXpFt6hUI/AAAAAAAAAD4/Dyxb65t0jME/s320/IMG_2397.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438615125935949122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tubylcy" dzielnicy Lapa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nWhmlclPI/AAAAAAAAADw/lqudQUNkYHs/s1600-h/IMG_2405.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nWhmlclPI/AAAAAAAAADw/lqudQUNkYHs/s320/IMG_2405.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438613897808221426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schody w artystycznej dzielnicy Rio łączące Lapa z Santa Teresa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nVeybPxBI/AAAAAAAAADo/FFDjGqf8iiM/s1600-h/IMG_2398.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nVeybPxBI/AAAAAAAAADo/FFDjGqf8iiM/s320/IMG_2398.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438612749935428626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schody do Raju...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nUSWZKgzI/AAAAAAAAADg/D3MYMAPArEA/s1600-h/IMG_2409.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nUSWZKgzI/AAAAAAAAADg/D3MYMAPArEA/s320/IMG_2409.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438611436740444978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Biały Papa"już jest w Raju...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nTV-jtBuI/AAAAAAAAADY/s3b12m1EX2A/s1600-h/IMG_2412.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nTV-jtBuI/AAAAAAAAADY/s3b12m1EX2A/s320/IMG_2412.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438610399550047970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to kto?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nSZNzTEwI/AAAAAAAAADQ/LQO0aec87wo/s1600-h/IMG_2415.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nSZNzTEwI/AAAAAAAAADQ/LQO0aec87wo/s320/IMG_2415.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438609355669967618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na upał najlepszy sok prosto z kokosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nRe5S7fzI/AAAAAAAAADI/UZSZNK2dZZE/s1600-h/IMG_2416.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nRe5S7fzI/AAAAAAAAADI/UZSZNK2dZZE/s320/IMG_2416.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438608353733082930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Transformers znalezione przez Michcia na śmietniku :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MARACANA&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nQdDVADaI/AAAAAAAAADA/d-OaErH0JXY/s1600-h/IMG_2423.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nQdDVADaI/AAAAAAAAADA/d-OaErH0JXY/s320/IMG_2423.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438607222554758562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wejście główne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nPxdX1reI/AAAAAAAAAC4/AT0B4ZzZbtU/s1600-h/IMG_2425.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nPxdX1reI/AAAAAAAAAC4/AT0B4ZzZbtU/s320/IMG_2425.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438606473631739362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie jest Jarta?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nOoDmk62I/AAAAAAAAACw/f3i1e1WXWOg/s1600-h/IMG_2445.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nOoDmk62I/AAAAAAAAACw/f3i1e1WXWOg/s320/IMG_2445.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438605212583783266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiadomo co ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nN8CTvmxI/AAAAAAAAACo/3Q58tcpLjjg/s1600-h/IMG_2451.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nN8CTvmxI/AAAAAAAAACo/3Q58tcpLjjg/s320/IMG_2451.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438604456322112274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michcio na Maracanie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nNDv97vcI/AAAAAAAAACg/wNDoch0eC4w/s1600-h/IMG_2470.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nNDv97vcI/AAAAAAAAACg/wNDoch0eC4w/s320/IMG_2470.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438603489326120386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpoczywamy jak i gdzie się da ;) tutaj na dworcu w Rio w oczekiwaniu na spóźniony autobus do Puerto Iguazu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-1309157783575411892?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/1309157783575411892/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/jeszcze-wiecej-zdjec.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1309157783575411892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/1309157783575411892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/jeszcze-wiecej-zdjec.html' title='Jeszcze więcej zdjęć :)'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3nnruC7wrI/AAAAAAAAAGQ/OyW6a_e6XpQ/s72-c/DSCN6773.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-2422438678514034099</id><published>2010-02-14T17:02:00.011Z</published><updated>2010-02-14T23:51:11.698Z</updated><title type='text'>Fotki :-)</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3g1tPF8L1I/AAAAAAAAACY/l7uK0ccCKtM/s1600-h/DSC_2202.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438155601311706962" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3g1tPF8L1I/AAAAAAAAACY/l7uK0ccCKtM/s320/DSC_2202.JPG" style="cursor: pointer; float: left; height: 213px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gy9htSNsI/AAAAAAAAACA/-iQ9BDpRwv0/s1600-h/DSC_2138.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438152582651590338" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gy9htSNsI/AAAAAAAAACA/-iQ9BDpRwv0/s320/DSC_2138.JPG" style="cursor: pointer; float: left; height: 213px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gvUsVssVI/AAAAAAAAABY/moNOrwxXfkY/s1600-h/DSC_2057.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438148582595932498" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gvUsVssVI/AAAAAAAAABY/moNOrwxXfkY/s320/DSC_2057.JPG" style="cursor: pointer; height: 213px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gv1JnVtnI/AAAAAAAAABg/Tj1OKwlMJyY/s1600-h/DSC_2094.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438149140210366066" src="http://4.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gv1JnVtnI/AAAAAAAAABg/Tj1OKwlMJyY/s320/DSC_2094.JPG" style="cursor: pointer; height: 320px; width: 213px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gwVDZ-u8I/AAAAAAAAABo/RNchqeHl8CI/s1600-h/DSC_2121.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438149688299535298" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gwVDZ-u8I/AAAAAAAAABo/RNchqeHl8CI/s320/DSC_2121.JPG" style="cursor: pointer; height: 213px; width: 320px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gxQd09VbI/AAAAAAAAAB4/NMU3PLGwpVs/s1600-h/DSC_2127.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438150709004293554" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gxQd09VbI/AAAAAAAAAB4/NMU3PLGwpVs/s320/DSC_2127.JPG" style="cursor: pointer; height: 320px; width: 213px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gw0_k7ZTI/AAAAAAAAABw/beapH6e8cNk/s1600-h/DSC_2122.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438150237027525938" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gw0_k7ZTI/AAAAAAAAABw/beapH6e8cNk/s320/DSC_2122.JPG" style="cursor: pointer; height: 320px; width: 213px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gz6xPAhBI/AAAAAAAAACI/lp1Ktlt4wwc/s1600-h/DSCN6779.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438153634791588882" src="http://2.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3gz6xPAhBI/AAAAAAAAACI/lp1Ktlt4wwc/s320/DSCN6779.JPG" style="cursor: pointer; float: left; height: 320px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 240px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3g0d5Fr3JI/AAAAAAAAACQ/7F9OmAAwUhs/s1600-h/DSC_2168.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5438154238195391634" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3g0d5Fr3JI/AAAAAAAAACQ/7F9OmAAwUhs/s320/DSC_2168.JPG" style="cursor: pointer; float: left; height: 320px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 213px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-2422438678514034099?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/2422438678514034099/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/fotki.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/2422438678514034099'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/2422438678514034099'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/fotki.html' title='Fotki :-)'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3g1tPF8L1I/AAAAAAAAACY/l7uK0ccCKtM/s72-c/DSC_2202.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-6158151851206002174</id><published>2010-02-13T03:30:00.001Z</published><updated>2010-02-13T03:54:55.799Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brazylia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podróż'/><title type='text'>Michcio nic nie pisze tylko dodaje zdjęcia.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YYfk1_WVI/AAAAAAAAGuk/vaKRXw2U_II/s1600-h/IMG_2223.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YYfk1_WVI/AAAAAAAAGuk/vaKRXw2U_II/s320/IMG_2223.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;Pakowaliśmy się w iście brazylijskim stylu (zaległe foto z Lubartowa) :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YarJDVb-I/AAAAAAAAGus/oCFqBSrVsYg/s1600-h/IMG_2225.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YarJDVb-I/AAAAAAAAGus/oCFqBSrVsYg/s320/IMG_2225.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie chwile w Polsce. -15 na polu ("dworze" dla niewtajemniczonych ;))&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YcWDB3dOI/AAAAAAAAGu0/swaeVoJWhGo/s1600-h/IMG_2237.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YcWDB3dOI/AAAAAAAAGu0/swaeVoJWhGo/s320/IMG_2237.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Widoczek przy śniadaniu w Rio (+35 stopni Celsjusza)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YfJf6NPsI/AAAAAAAAGu8/NzWuk9OT4IM/s1600-h/IMG_2239.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YfJf6NPsI/AAAAAAAAGu8/NzWuk9OT4IM/s320/IMG_2239.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Kolejny widoczek śniadaniowy...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YgEe2U4_I/AAAAAAAAGvE/OkFSolZERM0/s1600-h/IMG_2240.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YgEe2U4_I/AAAAAAAAGvE/OkFSolZERM0/s320/IMG_2240.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Taki widok na śniadanie mają mieszkańcy faveli Rocinha.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3Yg8ge8SnI/AAAAAAAAGvM/3P0om3fPQBY/s1600-h/IMG_2248.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3Yg8ge8SnI/AAAAAAAAGvM/3P0om3fPQBY/s320/IMG_2248.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Favela Rocinha z góry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3Yh58pWRKI/AAAAAAAAGvU/BuXBenVG2g0/s1600-h/IMG_2254.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3Yh58pWRKI/AAAAAAAAGvU/BuXBenVG2g0/s320/IMG_2254.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Dzieciaki z faveli uczą się zarabiać w inny sposób niż żebraniem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Więcej zdjęć dodamy z Iguazu, bo w Rio już karanwał, więc... idziemy spać ;) &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-6158151851206002174?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/6158151851206002174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/michcio-nic-nie-pisze-tylko-dodaje.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6158151851206002174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6158151851206002174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/michcio-nic-nie-pisze-tylko-dodaje.html' title='Michcio nic nie pisze tylko dodaje zdjęcia.'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S3YYfk1_WVI/AAAAAAAAGuk/vaKRXw2U_II/s72-c/IMG_2223.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-5318180489434918643</id><published>2010-02-12T22:30:00.003Z</published><updated>2010-02-13T00:20:38.422Z</updated><title type='text'>Będą zdjęcia , będzie wiecej zdjęć :-)</title><content type='html'>Po kilku dniach ciszy jest o czym pisać, chociaż wiemy że najlepiej się ogląda zdjęcia, a nie czyta :-)   Przez ostanie 3 dni było intensywnie, dużo zwiedzania, dużo piwa i "czil ałt"  na plaży.&lt;br /&gt;Ekipa prawie w komplecie, kolejne ofiary aklimatyzacji i przestawienia żołądków na tryb południowoamerykański,  na szczęście obyło się bez ofiar:) na takie dolegliwości najlepsze jest dobre sranie :-)  Siba Łiczer, niektórym znany również jako Sebastian aka Diabeł, dzisiejszy dzień spędził w łóżku w hostelu z gorączką, wykazując lekkie objawy udaru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po cudownym ozdrowieniu "Michcia"* wybraliśmy się do faveli - największej w Rio, mieszka tam ok. 250 tys. ludzi. Oczywiście wszystko z przewodnikiem, bo "gringo" (czyt. białasy) raczej nie są mile widziani i może się skończyć niefajnie. Było dwóch odważnych którzy sami się tam zapuścili, zostali zaczepieni przez jakichś gości, ale znali portugalski i naściemniali że są na misji i uczą angielskiego w favelach. Puścili ich.&lt;br /&gt;O favelach można pisać godzinami, jednak żadne słowa czy zdjęcia nie oddadzą tego widoku i specyficznej atmosfery. Będąc w tym miejscu nabiera się dystansu do wszystkiego i zaczyna się doceniać co się ma (zresztą to odczucie towarzyszy nam obserwując ulice  Rio, nie tylko w favelach).Ludzie żyją w skrajnym brudzie, smrodzie, bez żadnych wygód. Prąd i woda włączane są kilka razy w  tygodniu. Jest jedna ulica główna, która prowadzi na szczyt faveli (budynki są jakby wklejone we wzgórze), stamtąd wchodzi się w wąskie przejścia, którymi poruszają się wewnątrz faveli. My wjechaliśmy na samą górę( z miejscowymi na motorach, bo samochody, autobusy nie mają prawa wjazdu na favele), a poźniej schodziliśmy w dół tymi właśnie korytarzami. Budynki tam to tylko ściany, nie ma drzwi, okien, toaleta to luksus.  Niewyobrażalne warunki dla przeciętnego Kowalskiego żyjącego ze średniej krajowej, mieszkającego w niewielkim ale przytulnym mieszkaniu, na które ma kredyt, który będzie spłacał przez następne 30 lat :) Ludzie mieszkający tam są biedni, ale szczęśliwi. Nie wiem, czy dlatego, że nie znają innego życia, czy dlatego że bycie nieszczęśliwym mogłoby pogorszyć sytuację, a na pewno niewiele by zmieniło. Nie wszyscy żyją tam bo nie mają innego wyjścia. Niektórzy są tam z własnego wyboru, często mają niezłą pracę w centrum Rio, a jednak wybierają życie w favelach, również dlatego że życie tam jest bardzo tanie. Zdjęcia można robić tylko na sygnał przewodnika, nie wolno fotografować gości z bronią ( handlarze narkotyków, ochroniarze szefów gangów).  Wieczorami wjazdów do faveli strzeże policja. Policja w Rio to osobny temat . Nadmienię tylko, że poruszają się w pełni uzbrojeni, z wielkimi karabinami, kamizelkach kuloodpornych itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po "odwiedzinach" faveli pojechaliśmy na Jezuska ( Corcovado). Nie będę wiele pisać, zobaczycie na zdjęciach. Robi niesamowite wrażenie, widok zapiera dech w piersiach. Jezuska widać chyba z każdego punktu w Rio. Chyba wtedy naprawdę uwierzyliśmy, że jesteśmy w Rio de Janeiro...&lt;br /&gt;Następnego dnia byliśmy na Sugar Loaf (głowa cukru, Pao de Acucar). Kolejny piękny punkt widokowy z panoramą na całe Rio. Dużo zdjęć, które umieścimy za 2 dni po dotarciu do Puerto Iguacu. Obiecujemy, że w następnym poście nic nie będziecie musieli czytać, będą tylko zdjęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popołudniu wybyliśmy na plażę Ipanema, fale były wysokie, a Michcio * czuł się jak ryba w wodzie, dosłownie!! Wystarczy, że dodam, że ma dzisiaj zakwasy od walki z falami :) Reszta ekipy była mniej twarda i po kilkakrotnym powaleniu przez fale i nałykaniu się cholernie słonej wody z oceanu poprzestalismy na budowaniu zamków z piasku i taplaniu się na samy brzegu :-) czas umilaliśmy sobie popijając Caipirinha'e, orzeźwiającego i mocno uderzającego do głowy drinka z limonki, skruszonego lodu i wysokoprocentowego "ichniego" alkoholu. Zostaliśmy tam aż do zachodu słońca, przepięknego na marginesie. Nic więcej na ten temat nie napiszę, bo jestem dzisiaj wcale nieromantyczna :-)&lt;br /&gt;Wieczorem zrobiliśmy zapas piwa, ciepłego niestety, co w połączeniu z 35 stopniowym upałem nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale po kilku drinkach na plaży i dwóch piwach w hostelu przestało nam zupelnie przeszkadzać :-) Wróciliśmy do hostelu i do późna obserwowaliśmy jak bawią się miejscowi Carioca oraz socjalizowaliśmy się z innymi hostelowiczami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj, czyli w piątek był nasz ostatni dzień w Rio. Wstaliśmy późno i wybraliśmy się na niesamowitą dzielnicę Rio zwaną &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Santa_Teresa_%28Rio_de_Janeiro%29"&gt;Santa Teresa&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Później pojechaliśmy na Maracana, największy i słynny na całym świecie stadion. Wrażenie średnie, dość zaniedbany, ale mają go odnawiać na mistrzostwa  świata, wiec wtedy wrażenie na pewno będzie lepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle na dzisiaj, zdjęcia za 2 dni, będziemy w autokarze 24 godziny od jutra, więc chwilowo znowu na blogu będzie cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Michcio - pseudonim nadany Michałowi przez Jartę, który uwielbiamy wszyscy, lecz Michcio troche mniej :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-5318180489434918643?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/5318180489434918643/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/beda-zdjecia-bedzie-wiecej-zdjec.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5318180489434918643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5318180489434918643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/beda-zdjecia-bedzie-wiecej-zdjec.html' title='Będą zdjęcia , będzie wiecej zdjęć :-)'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-2197270192968242180</id><published>2010-02-09T19:50:00.000Z</published><updated>2010-02-09T19:50:13.494Z</updated><title type='text'>Sponsorem dzisiejszego posta jest bar Luiz na Rua da Carioca i lentils graneiro...</title><content type='html'>A miało być tak pięknie! Wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy, itp. itd... Plan na dzisiaj był bardzo ambitny (no prawie;)) i prosty za razem - Jezusek górujący nad Rio. Potem może Maracana lub Pao de Acucar. Prawda, że zapowiadało się ładnie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety... Wczoraj wieczorem postanowiliśmy udać się do polecanej w przewodnikach knajpki Bar Luiz w pobliżu naszego hostelu. Wszystko było pięknie, klimat z lat 50' a może i wcześniejszych. Stoły z ceratami, podstarzali kelnerzy operujący dwoma łyżkami z niewidzianą dotąd przez nas sprawnością. Porcje były jak przystało na Brazylię słusznej wielkości i podjedliśmy wszyscy do syta. Szczególnie ja, ponieważ zamówiłem lentils graneiro, czyli soczewicę z ryżem, różnistymi mięsiwami i jajkiem. Był to mój błąd, co niestety wyszło na jaw dopiero następnego dnia przy porannej toalecie... Oszczędzę Wam szczegółów, ale cieszę się, że mój przewód pokarmowy ma tylko dwa końce... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie było więc dzisiaj Jezuska na górze, nie było Maracany, niczego nie było cytując klasyka :) Było leżenie, spanie i picie wody w ilościach hurtowych. Na szczęście Agusia pięknie się mną zaopiekowała i właśnie pijemy koka kolę w irlandzkim pubie przy hostelu (wszędzie ta Irlandia, poxy bollocks!!). Jarta z Sebą jakoś sobie poradzili i gdzieś wybyli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co masz zrobić dzisiaj zrób jutro, więc zgodnie z tą piękną i jakże prawdziwą zasadą, jutro nie jedziemy na Jezuska, tylko do faveli... Jezusek może jutro, może pojutrze, tego nie wie jeszcze nikt, nawet najstarsi kelnerzy w Bar Luiz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcia wkrótce wraz z kolejnymi odwiedzanymi przez nas atrakcjami w Mieście Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druh Michał&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-2197270192968242180?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/2197270192968242180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/sponsorem-dzisiejszego-posta-jest-bar.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/2197270192968242180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/2197270192968242180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/sponsorem-dzisiejszego-posta-jest-bar.html' title='Sponsorem dzisiejszego posta jest bar Luiz na Rua da Carioca i lentils graneiro...'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-4152916566181216882</id><published>2010-02-08T21:26:00.010Z</published><updated>2010-02-08T22:14:27.203Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='brazylia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='rio de janeiro'/><title type='text'>Trochę brudno, trochę smierdzi i bardzo gorąco...czyli dotarlismy do Rio</title><content type='html'>Po długiej podróży dotarliśmy w końcu wczoraj do Rio i do naszego hostelu. Gdyby nie Sebastian, który przybył kilka godzin wcześniej mielibyśmy poważny problem ze znalezieniem budynku w którym hostel się znajduje. Patrząc na ulice Rio z nocnego autobusu byliśmy pod wrażeniem... raczej negatywnym. Brudno, gorąco i mnóstwo bezdomnych ludzi śpiących na ulicach. Wysiedliśmy spory kawałek od hostelu, a Rio wieczorem nie należy do bezpiecznych miejsc. Gdy w końcu udało nam się dotrzeć w okolice hostelu, gdzie czekał na nas Sebastian, byliśmy świadkami bójki, po chwili zjawiła się policja, ale policjanci tez dostali manto. Wszystko działo się bardzo szybko, nagle zjawiły się jakieś oddziały specjalne z bronią i pałami. Nie wiem nawet jak to się wszystko skończyło, bo szybko oddaliliśmy się. W każdym razie pozostawiło na nas duże wrażenie.&lt;br /&gt;W nocy udało nam się odpocząć i od rana zrobiliśmy wstępne rozpoznanie, jak się poruszać i co zobaczyć w Rio. Nadal było brudno i śmierdząco, jeszcze bardziej gorąco - około 40 stopni, ale w dzień jest zdecydowanie bardziej bezpiecznie. Dzisiejszy dzień spędziliśmy w większości na łażeniu i rozpoznawaniu terenu, wiadomo, jak nie wiesz gdzie się kierować i jak się dostać to nabijasz mnóstwo kilometrów:-) dostaliśmy też słabe wskazówki w hostelu, więc nie moglismy się odnaleźć :-) ale po wizycie w informacji turystycznej wiele na się rozjaśniło i przypuszczam, że jak będziemy stąd wyjeżdżać za kilka dni to dopiero będziemy mniej więcej gotowi na Rio :-)&lt;br /&gt;Byliśmy  na dworcu i kupiliśmy bilety do Foz de Iguazu, pojechaliśmy na Copacabana i spędziliśmy dość fajny dzień Na pewno emocje już trochę opadły i zaczyna do nas docierać wszystko.&lt;br /&gt;Jutro zaczynamy zwiedzanie, ale o tym co jutro... jutro :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CJ7PQSa7I/AAAAAAAAAA4/7YuKCHkH8ig/s1600-h/DSCN6746.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CJ7PQSa7I/AAAAAAAAAA4/7YuKCHkH8ig/s320/DSCN6746.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435996401036323762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Copacabana w czasie sjesty - z cyklu zdjęcia obowiąkowe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CKtouK3uI/AAAAAAAAABA/jWwcEwq4pbc/s1600-h/DSCN6750.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CKtouK3uI/AAAAAAAAABA/jWwcEwq4pbc/s320/DSCN6750.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435997266866003682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak, naprawdę tu jesteśmy i naprawdę jest 37 stopni na plusie! Pozdrowienia dla wielbicieli polskiej zimy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CLMrjm4KI/AAAAAAAAABI/IlwUzZN68zg/s1600-h/DSCN6749.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CLMrjm4KI/AAAAAAAAABI/IlwUzZN68zg/s320/DSCN6749.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435997800202952866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pocztówka dla rodziców ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CLtBDojaI/AAAAAAAAABQ/OvKqV2y75xM/s1600-h/DSCN6753.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CLtBDojaI/AAAAAAAAABQ/OvKqV2y75xM/s320/DSCN6753.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435998355730238882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma... Niestety w Rio całkiem sporo ludzi nie ma tego co lubi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-4152916566181216882?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/4152916566181216882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/troche-brudno-troche-smierdzi-i-bardzo.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4152916566181216882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/4152916566181216882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/troche-brudno-troche-smierdzi-i-bardzo.html' title='Trochę brudno, trochę smierdzi i bardzo gorąco...czyli dotarlismy do Rio'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S3CJ7PQSa7I/AAAAAAAAAA4/7YuKCHkH8ig/s72-c/DSCN6746.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-5703364198403450081</id><published>2010-02-07T02:07:00.000Z</published><updated>2010-02-07T02:07:59.553Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przygotowania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Loty'/><title type='text'>3, 2, 1, 0, START!</title><content type='html'>Wyruszylismy planowo z Warszawy o 20:30 lotem do London Gatwick.  Wlasnie siedzimy na London Heathrow, gdzie dostalismy sie po godzinie jazdy autobusem z Gatwick. Jest 2 w nocy a odprawa do Madrytu zaczyna sie o 4:30, wiec jeszcze troche czekania przed nami. Niektorzy siedza, niektorzy leza, badz zasypiaja w kazdej pozycji :) &lt;br /&gt;Do Madrytu mamy jakies 2 godziny lotu. Z Madrytu juz tylko rzut beretem i 10:30 do Rio :) &lt;br /&gt;Niestety od ostatniego wpisu z planowanej trasy podrozy wypadlo Machu Picchu. Obfite deszcze i lawiny blotne uszkodzily jedyna droge dojazdowa. Naprawa ma potrwac 10 tygodni, wiec raczej sie nie zalapiemy... :( Moze nastepnym razem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spakowalismy sie zadziwiajaco latwo i kazdy ma nadmiar miejsca w plecaku. Nasze domy na plecach na najblizsze miesiace waza w okolicach 10 kg. kazdy.  &lt;br /&gt;Kiepsko sie klepie z telefonu, wiec to tyle na teraz.  &lt;br /&gt;Michal&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-5703364198403450081?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/5703364198403450081/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/3-2-1-0-start.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5703364198403450081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/5703364198403450081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/02/3-2-1-0-start.html' title='3, 2, 1, 0, START!'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-3815574264976939597</id><published>2010-01-12T16:03:00.000Z</published><updated>2010-01-12T16:03:57.741Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przygotowania'/><title type='text'>Puerto Iguazu</title><content type='html'>Noclegi w Puerto Iguazu zarezerwowane. Oto nasza meta między 14 a 18/19 lutego ---&amp;gt;&amp;gt;&amp;gt; &lt;a href="http://stophostel.com/"&gt;STOP HOSTEL&lt;/a&gt; Pozostaje jeszcze kwestia dotransportowania się tam z Rio, ale nad tym pracujemy i mamy spore osiągnięcia ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-3815574264976939597?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/3815574264976939597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/01/puerto-iguazu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3815574264976939597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3815574264976939597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2010/01/puerto-iguazu.html' title='Puerto Iguazu'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-6965729867293128906</id><published>2009-12-23T13:29:00.000Z</published><updated>2009-12-23T13:29:08.029Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przygotowania'/><title type='text'>Kochane pieniążki przyślijcie rodzice</title><content type='html'>&lt;b&gt;Ubezpieczenie...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj zakupiliśmy z Agą ubezpieczenia w world nomads. Wyszło jakoś po 250 euro. Trochę musieliśmy zakombinować oczywiście, żeby nie było zbyt prosto... ;)&lt;br /&gt;Ubezpieczenie dla statystycznego Polaka na rok kosztuje w tejże firmie (a raczej za jej pośrednictwem) jakieś 900-1000 euro. Polscy ubezpieczyciele w ogóle jeszcze nie mają chyba w ofercie ubezpieczeń typu "worldwide", więc trzeba było by ubezpieczać się na wszystkie kraje osobno. Wolę nie myśleć ile by nas to kosztowało...&lt;br /&gt;Z pomocą przy ubezpieczaniu przyszedł nam fakt, że od dłuższego czasu jesteśmy w Irlandii i mamy tutaj status rezydenta. Tak, ubezpieczenie dla Irlandczyków jest 4 razy tańsze niż dla Polaków. Dodatkowo jest opcja "excluding USA, Canada &amp;amp; Japan" (dla Polaków jej nie ma!) co znacznie obniża koszt, ponieważ leczenie w tych krajach jest najdroższe. W razie draki będziemy więc odesłani na Zieloną Wyspę ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Bilet dookoła świata...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Cena biletu lotniczego dookoła świata z &lt;a href="http://www.travel-nation.co.uk/"&gt;travel nation&lt;/a&gt; zależy od ilości przelotów. W naszym przypadku jest to 8 przelotów i bilet kosztował 1920 funtów. Bilet jest ważny cały rok i w tym czasie można sobie dowolnie zmieniać terminy przelotów, jeśli na przykład chce się gdzieś zostać dłużej lub wylecieć szybciej z danego miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kasa na drogę (spanie, przemieszczanie się, itp.)...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Trzeba pamiętać, że jest to podróż na dość długi okres czasu, więc przewidujemy, że będzie nam potrzebne co najmniej 6000 euro. Generalnie jest tak, że im więcej ma się doświadczenia, tym taniej można to wszystko zrobić. Oszczędzić można na przykład na opłacanych wycieczkach. Na przykład zamiast wykupić wycieczkę na lodowiec Perito Moreno, można tam pojechać na własną ręką wynajętym samochodem. Potrzeba do tego jednak trochę doświadczenia, które mam nadzieję nabędziemy:) . &lt;br /&gt;Najdroższe kraje to Brazylia, Chile, Nowa Zelandia i Australia. Chodzi przede wszystkim o ceny noclegów, które są tam w granicach 7-20 euro. W Azji natomiast można dużo zaoszczędzić, bo noclegi są już od 2-3 euro. W Nowej Zelandii mamy zarezerwowany campervan na cały pobyt - 41 dni. Płacimy za niego 1350 funtów. Spać w nim może 4 osoby, więc oszczędzamy na noclegach i zyskujemy dodatkową mobilność.&lt;br /&gt;Ważne też żeby uświadomić sobie, że większość krajów jest tańsza od krajów europejskich (może poza Australią i Nową Zelandią), nie warto więc pakować się na całą podróż, tylko po prostu wziąć trochę więcej pieniędzy (mieć więcej na koncie) i można dokupić to co trzeba po drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wstępnym przeglądzie Ameryki Łacińskiej liczę na to, że zmieścimy się tam w 2000 euro. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to na razie tylko suche fakty, które na bieżąco będziemy weryfikować po wyruszeniu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michał vel. pishtaco&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-6965729867293128906?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/6965729867293128906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/kochane-pieniazki-przyslijcie-rodzice.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6965729867293128906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/6965729867293128906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/kochane-pieniazki-przyslijcie-rodzice.html' title='Kochane pieniążki przyślijcie rodzice'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-8599265595243616843</id><published>2009-12-18T18:51:00.004Z</published><updated>2009-12-18T20:08:54.839Z</updated><title type='text'>Tym razem bez tytułu</title><content type='html'>Swięta za tydzień!!! oj, to nie jest blog świąteczny. Ale nawiązałam do tego, bo po świętach zostanie już tylko miesiąc do powrotu do Polski i rozpoczęcie intensywnych przygotowań do podróży. Wybraliśmy ubezpieczenie,  wszyscy troje ubezpieczamy się w &lt;a href="http://www.worldnomads.com/"&gt;World Nomads&lt;/a&gt; ze względu na pozytywne opinie innych podróżników, rozsądna cenę oraz szeroki zakres oferowanych usług. Mamy nadzieję jednak, że nie będziemy musieli korzystać z żadnej opcji ubezpieczenia :-)&lt;br /&gt;  Jesteśmy na etapie ustalania szczegółowej trasy po Ameryce Pd. , jak wspomniał wcześniej Michał zmieniliśmy kierunek i z Rio kierujemy się od razu na wodospady Iguazu i później do Argentyny. Ze względu na kosmiczne odległości postanowiliśmy zobaczyć dokładnie kilkanaście wybranych punktów, zamiast spędzać czas w autobusach przemieszczając się z miejsca na miejsce próbując zobaczyć wszystko.&lt;br /&gt;Trwa dyskusja nad wielkością plecaków. Chcielibyśmy spakować tylko niezbędne rzeczy w jak najmniejszy plecak. Wemy, że praktycznie wszystko można dokupić w drodze. Najważniejsze i tak są paszport, aparat fotograficzny i bilety lotnicze :-)&lt;br /&gt;P/S Wkrótce opublikowane zostaną pierwsze zdjęcia uczestników wyprawy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------&lt;br /&gt;Now playing: &lt;a href="http://www.foxytunes.com/artist/matisyahu/track/indestructible?locale=pl" title="'Matisyahu - Indestructible' - open on FoxyTunes Planet"&gt;Matisyahu - Indestructible&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153); font-style: italic;font-size:10px;" &gt;via &lt;a style="color: rgb(102, 102, 102);" href="http://www.foxytunes.com/signatunes/" title="FoxyTunes - Web of music at your fingertips"&gt;FoxyTunes&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-8599265595243616843?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/8599265595243616843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/swieta-za-tydzien-oj-to-nie-jest-blog.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8599265595243616843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8599265595243616843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/swieta-za-tydzien-oj-to-nie-jest-blog.html' title='Tym razem bez tytułu'/><author><name>siostra_Tomka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00491567379874432317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/_5XfZqyijgJA/S0m_CIJvbLI/AAAAAAAAAAM/PqJWWMz7lzI/S220/IMG_2055.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-3739710108896472162</id><published>2009-12-16T12:49:00.004Z</published><updated>2009-12-16T13:00:31.228Z</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='przygotowania'/><title type='text'>A niech to w Ryjo!</title><content type='html'>Właśnie zabukowałem nasz pierwszy nocleg w Ameryce Łacińskiej! Śpimy przez pierwsze 6 nocek w &lt;a href="http://www.sambavilla.com/"&gt;Samba Villa&lt;/a&gt; w centrum Rio de Janeiro. Najtańszy hostel w mieście, jak o sobie piszą ;) Przy okazji zahaczymy o początek karnawału, bo zostajemy tam do 13 lutego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dylemat mam co do dalszych celów podróży: czy jechać na północ do Salvadoru i stamtąd z powrotem na południe do Foz do Iguacu, czy od razu na południe w kierunku wodospadów. Będę musiał w tym zakresie jakieś konsultacje przeprowadzić z resztą grupy uderzeniowej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewne jest już jednak, że po Brazylii, kierujemy się od razu na południe Argentyny, a nie jak początkowo myśleliśmy na północ (Paragwaj, Boliwia, Peru). Po prostu nie chcemy zamarznąć w Patagonii, więc im szybciej tam będziemy, tym lepiej ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pishtaco &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------&lt;br /&gt;Now playing: &lt;a href="http://www.foxytunes.com/artist/great+lake+swimmers/track/the+chorus+in+the+underground?locale=pl"&gt;Great Lake Swimmers - The Chorus In The Underground&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;via &lt;a href="http://www.foxytunes.com/signatunes/"&gt;FoxyTunes&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-3739710108896472162?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/3739710108896472162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/niech-to-w-ryjo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3739710108896472162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/3739710108896472162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/niech-to-w-ryjo.html' title='A niech to w Ryjo!'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-7743417763970016319</id><published>2009-12-13T14:37:00.000Z</published><updated>2009-12-13T14:49:47.598Z</updated><title type='text'>co by tu spakować?</title><content type='html'>Czas mija nieubłaganie i do podróży zostało już mniej niż 2 miesiące. Dokładnie za 2 miesiące będziemy gdzieś w Brazylii, a za 1,5 miesiąca wracamy do Polski z Irlandii (zamiar powrotu do Irlandii po podróży ma tylko Yarta).&lt;br /&gt;Coraz radośniej rozglądamy się za zaopatrzeniem i myślimy co i w jakiej ilości spakować, w czym wielce pomocna jest stronka: &lt;a href="http://www.travelindependent.info/index.htm"&gt;www.travelindependent.info&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;T-shirty, ręczniki szybkoschnące i bluzy są już w Polsce, bo zamówiliśmy je przez koleżankę Agi - Magdę, która siedzi w biznesie turystyczno - odzieżowym :) Wybraliśmy z Agą rzeczy z Brubeck'a, kierując się doświadczeniami z tą firmą Agi i poradami znajomych. Po powrocie do Polski czekają nas zakupy plecakowo - spodniowe, chyba że uda się jeszcze coś ciekawego wyrwać w Irlandii na noworocznych przecenach. Co do plecaków, zastanawiam się czy damy radę się zmieścić w 40 litrowe... Mam nadzieję, że jakoś się pomieścimy, bo dźwiganie 60tek nie należy na pewno do przyjemności :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję za uwagę i polecam się na przyszłość!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pishtaco, vel. Michał&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------&lt;br /&gt;Now playing: &lt;a href="http://www.foxytunes.com/artist/depeche+mode/track/and+then...?locale=pl" title="'Depeche Mode - And Then...' - open on FoxyTunes Planet"&gt;Depeche Mode - And Then...&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 153); font-style: italic; font-size: 10px;"&gt;via &lt;a style="color: rgb(102, 102, 102);" href="http://www.foxytunes.com/signatunes/" title="FoxyTunes - Web of music at your fingertips"&gt;FoxyTunes&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-7743417763970016319?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/7743417763970016319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/co-by-tu-spakowac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7743417763970016319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/7743417763970016319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/12/co-by-tu-spakowac.html' title='co by tu spakować?'/><author><name>pishtaco</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16218216492459051201</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='25' src='http://1.bp.blogspot.com/_4iICxCdLUv0/S0m-mUKU0AI/AAAAAAAAGtQ/8vEquX6Ghqg/S220/aaaaaa.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8656112138911190902.post-8791184721210108809</id><published>2009-11-12T10:26:00.000Z</published><updated>2009-11-12T11:27:36.285Z</updated><title type='text'>Jaki tu spokój... Nic sie nie dzieje...</title><content type='html'>... do czasu ;-)&lt;br /&gt;Bo i nie ma co się dziać jeszcze na tym etapie. Bilety lotnicze zakupione (Michał opisał szczegółowo trasę, a miejsca wylotów i lądowań opiszę następnym razem). Szczepienia w większości wykonane. Wszyscy oficjalnie mamy już "żółte papiery" :-)  Pozostało 2,5 miesiąca do powrotu do Polski z Irlandii, a w Polsce będziemy mieli 7 dni na przygotowanie się do podróży. Zdążymy? Nie mamy wyjścia :-) Dzięki obrotności Marty, zwanej potocznie Jartą lub Smartą, wylatujemy 7 lutego, bo wersja robocza zakładała wylot 4 lutego. Mega wyzwaniem byłoby wybranie się w podróż na 10 miesięcy w 4 dni :-)  Tym bardziej, że ja i Jarta nie mamy jeszcze szczepienia przeciw żółtej febrze. Michał szczepienia ma już z głowy. Pozostała sprawa ubezpieczenia. Gdy zdecydujemy się na konkretną firmę i jej ofertę, opiszemy tutaj.&lt;br /&gt;Na czas podróży po Ameryce Płd. (3 miesiące) dołącza do nas Sebastian. To jest jedno ze wsparć o którym wspominał Michał w poprzednim poście :-) Kolejne oczekiwane jest w Nowej Zelandii, ale o tym będzie na bieżąco. Sebastian leci dzień wcześniej do Rio i poczeka na nas kilka godzin na lotnisku. Gdyby chciał lecieć z nami, zapłaciłby za bilet połowę tego co my zapłaciliśmy za cały bilet dookoła świata:-)&lt;br /&gt;Powoli rozglądamy się już za noclegami w Rio de Janeiro, z czym jest trochę problem, jako że rozpoczyna się karnawał i hostele w większości są zarezerwowane, a jeżeli są wolne to ceny od 11 lutego sięgają  od 60 Euro wzwyż!( poza karnawałem jest to 5-15 Euro). W związku z tym jednogłośnie stwierdziliśmy, że nie zostajemy na karnawał i po 3 dniach zwiedzania Rio, 10 lutego wyruszamy dalej. Na szczęście każde z nas jest zgodne co do tego, aby Brazylię opuścić jak najszybciej i skierować się ku mniej cywilizowanym krajom Ameryki Płd.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8656112138911190902-8791184721210108809?l=polishtheworld.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://polishtheworld.blogspot.com/feeds/8791184721210108809/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/11/jaki-tu-spokoj-nic-sie-nie-dzieje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8791184721210108809'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8656112138911190902/posts/default/8791184721210108809'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://polishtheworld.blogspot.com/2009/11/jaki-tu-spokoj-nic-sie-nie-dzieje.html' title='Jaki tu spokój... Nic sie nie dzieje...'/><auth
